23.

21.8K 938 43
                                        





Rozdział 23

POV* MADELINE

- Przyjdź do mnie !!! - marudziłam do telefonu, leżąc i nudząc się na łóżku.

- Mówię Ci, że nie mogę! - zaśmiała się - są jeszcze święta, muszę odwiedzić babcie.

- Mnie też powinnaś odwiedzić! jestem twoją przyjaciółką - powiedziałam z wyrzutem.

- Will Cię odwiedzi - zachichotała Sophie.

- Jasne, o ile Justina nie zaprosi go na wspólne rozjeżdżanie kotów - prychnęłam.

- Znowu zaczynasz ? - usłyszałam - znowu czepiasz się cioci i kuzynki... zacznij je ignorować.

- Jasne, mam w domu Gestapo, a ty mi każesz to ignorować.

- To zawsze jakieś wyjście. Amm... Madeline? muszę kończyć, rodzice mnie wołają.

- I co ja będę teraz robić? - zapytałam bardziej siebie niż przyjaciółkę.

- Obejrzyj coś albo zadzwoń po Willa - usłyszałam chichot - ja lecę, buźka.

- Paaaa - powiedziałam smętnie.

***

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

POV* Sophie

Tyle razy go prosiłam daj spokój z motorem. To jest niebezpieczne, nie chce skończyć kiedyś przy jego grobie. Nie chcę się martwić za każdym razem ,kiedy wsiądzie na to gówno. Wiem, że powinnam mu tego nie zabraniać, ale naprawdę nie potrafię się powstrzymać. Na samą myśl, że może mu się coś stać, dostaje skrętu kiszek. Okłamałam dzisiaj Madd, że jadę do babci w odwiedziny na święta, żeby nie kazała mi wysłuchiwać jej niekończącego się monologu na temat jej ciotki i kuzynki. Stoję aktualnie przed lustrem w przedpokoju, czekając na mojego chłopaka. Za oknem zrobiło się już ciemno, jednak pogoda wciąż dopisywała. Przyglądam się swojemu odbiciu, pochylając głowę raz w jedną stronę, a raz w drugą. Założyłam na siebie białą zwiewną sukienkę zapinaną na brązowe guziczki, a do tego zieloną kurteczkę. Ubrałam swoje brązowe botki na delikatnym obcasie i pokręciłam swoje blond włosy. Wyglądałam bardzo dziewczęco, czyli tak jak lubię. Delikatnym makijażem podkreśliłam swoje zielone oczy i malinowe usta. Nagle przez moje okna przebiły się błysk światła, a po chwili usłyszałam dźwięk klaksonu. Wzięłam szybko swoją torebkę i wyszłam z domu. Zakluczyłam drzwi i odwróciłam się w stronę Zacka. Lekki powiew wiatru rozwiał moje włosy przyjemnie łaskocząc moją twarz. Zack stał oparty o całkiem nieznany mi samochód, czy to pickup? W każdym bądź razie stał tam z miną ... ciężko stwierdzić co to była za mina.

- Hej - uśmiechnęłam się, zwracając tym swoją uwagę.

- Yy cześć - rzucił, odpychając się od samochodu - wyglądasz ... wow, wyglądasz bardzo ładnie - powiedział.

- Dziękuję - uśmiechnęłam się, czując jak na moje policzki wkradł się rumieniec - jedziemy? - wskazałam torebką na auto ponieważ, cisza zaczęła robić się niezręczna.

- Tak, tak - powiedział, po czym otworzył mi drzwi. Zajęłam miejsce pasażera, a zaraz obok mnie pojawił się Zack. Ostatnio kłóciliśmy się o wiele drobnych rzeczy, zarzucając sobie coraz więcej. Powoli stawało się to frustrujące, dlatego postanowiliśmy ze sobą poważnie porozmawiać. Nie ukrywam, po prostu nam się nie układa i jak tak dalej pójdzie to skończy się to rozstaniem. Siedzieliśmy w aucie nie odzywając się do siebie słowem. Zack włączył w pewnym momencie radio i zaczął wystukiwać o kierownice rytm piosenki. Siedziałam na miejscu obok i przyglądałam się mijanym budynkom. W radiu na aktualnej stacji zaczęła lecieć reklama. Nienawidzę reklam. Chciałam zmienić na jakąś piosenkę, kiedy w tym samym momencie poczułam rękę Zacka. Cofnęłam swoją dłoń jak poparzona i spojrzałam na chłopaka. Odwrócił się na chwilę w moją stronę i delikatnie się uśmiechnął. Odwzajemniłam jego gest, po czym wróciłam do przyglądania się widokowi za oknem. Zaczęliśmy wyjeżdżać poza miasto i mijać jeden z ogromnych lasów. Zmarszczyłam brwi nie spodziewając się jakiejś wycieczki, po czym przerwałam nasze milczenie.

Wymarzony KłopotOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz