Mess without a doubt. {1}

10.2K 436 540
                                        

Czy moje życie mogę opisać innymi słowami niż pierdolony burdel? Burdel w domu, w przyjaźniach, burdel w mojej głowie. Nigdy nie dopuszczałem do siebie miłości, bo bałem się, że jedyne miejsce wolne od całego pierdolnika mojego życia, serce, również zostanie zaprzepaszczone. Mam jedną przyjaciółkę, której ufam. A tak przynajmniej mi się wydaje. Nikomu nie mówię całej prawdy o mroku zalegającym w głębi mnie.

•••

-Juggie!

Odwróciłem się powoli w kierunku znajomego głosu. Nie lubię, kiedy Ronnie zdrabnia w ten sposób moje imię. Jedyną formą, którą dopuszczam do publicznego użytku, jest Jughead. W skrajnych przypadkach Jug. Ale Veronica to Veronica. Ona zawsze robi to, co jej się żywnie podoba.

-Co jest, Ronnie?

-Jug, nie odebrałeś mojej wiadomości? Mamy dzisiaj oprowadzać po szkole nową uczennicę!

Podniosłem brwi w zdziwieniu. Sprawdziłem telefon i rzeczywiście zobaczyłem informację od V. Wysłaną przed dwoma minutami!

-Ronnie, naprawdę? Napisałaś mi to przed chwilą.

-Oj dobra, dobra. Zapomniałam o tym wcześniej. Musimy ją znaleźć. To podobno jakaś mała blondynka.

-To czemu my mamy oprowadzać tą dziewczynę oboje? Serio? Jest taką idiotką, że trzeba jej wszystko powtarzać dwa razy?

-Nie mam pojęcia, ale tak zadecydował dyrektor. Chodź, musimy ją znaleźć.

Przeczesywałem przez dłuższą chwilę tłum wzrokiem, aż w końcu dostrzegłem nieznaną mi ślicznotkę.

-Ronnie, patrz! To nie ona?

-Możliwe, Jug. Blond włosy? To na pewno ta.

-Jest ładna. - Oceniłem. Nie wiem, co mnie napadło. Nigdy tak naprawdę nie zajmowałem się dziewczynami i ich pięknem zewnętrznym. Słyszałem plotki, że jestem gejem, ale nigdy też nie podobali mi się faceci. Serio. Każda dziewczyna w szkole się za mną uganiała i chciała chodzić ze mną na randki. Czasem się godziłem, kiedy chciałem zjeść w Pop's i mieć jakieś towarzystwo. Potem jednak obrażały się, że przez całą "randkę" jadłem, a potem nie dzwoniłem. Wychodziłem więc najczęściej z Ronnie, która nie miała do mnie pretensji na tym polu. Lubiłem spędzać też czas z Cher i Toni, bo dziewczyny traktowały mnie jak kumpla, a nie jak kawałek mięsa do pożarcia. Patrząc jednak na tą dziewczynę, poczułem jakieś nieznane ukucie w sercu. Naprawdę była przepiękna, chociaż nie w stylu dziewczyn ze szkoły, które wszyscy uważali za ładne. Miała wielkie, szmaragdowozielone oczy, bladą cerę i złociste włosy zebrane w kucyk. Była ubrana w słodziutki różowy sweterek. Nie pasował jej. Ja bym jej dał coś ostrzejszego. To by przełamało słodycz, która biła z każdego cala jej ciała. Podczas moich jakże głębokich przemyśleń, dziewczyna, która wyglądała na trochę przestraszoną, przeszła obok nas. Ronnie dotknęła jej ramienia, a ta odwróciła się w naszym kierunku z przerażeniem. Zmarszczyłem brwi. Błagam. Ona myśli, że gdzie jest? Że w szkole nikt nigdy jej nie dotknie? Idiotka.

-Hej, ty jesteś chyba nową uczennicą. Elizabeth Cooper, tak? - Uśmiechnęła się przyjaźnie Veronica. Ja nie mogłem się na to zdobyć i tylko wykrzywiłem swoje usta w ironiczny grymas.

-T... Tak. - Dziewczyna lekko się zająknęła. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że to urocze, ale potem zagryzłem stanowczo wargi. To po prostu idiotyczne. - Nie mogłam znaleźć osób, które miały mnie oprowadzać, więc starałam się sama coś ogarnąć.

-Oh, jaka dzielna. - Wykrzywiłem ironicznie wargi. - Nie zgubiłaś się jeszcze po przejściu tych paru metrów? - Nie tolerowałem debilizmu. Dziewczyna zarumieniła się, zawstydzona, na moje słowa. Poczułem po chwili sójkę w bok od Veronici.

-Jug. - Wyszeptała kącikiem warg. - Nie zachowuj się jak kretyn.

W tym momencie nad naszymi głowami odezwała się znienawidzona nauczycielka Ronnie. Pani Smithers. Od historii.

-Panno Lodge! - Zaskrzeczała okropnie. - Pani esej, który pani wczoraj oddała, jest na tak niskim poziomie, że mogłabym nim wycierać brudy w toalecie. Proszę ze mną.

-Ale... - Ronnie próbowała się rozpaczliwie wywinąć, na co uśmiechnąłem się kącikiem warg. - Muszę oprowadzić nową uczennicę! Dostałam takie zadanie od dyrektora.

Nauczycielka zmierzyła nas zimnym wzrokiem.

-Może to zrobić pan Jones. Chyba sobie poradzi. - Zacisnąłem pięści, przewracając oczami. Nie dość, że marnuje przerwę na tą idiotkę, to jeszcze będę to musiał robić bez wsparcia mentalnego przyjaciółki! Co za chore gówno.

Rzuciłem oddalającej się Ronnie przepraszające spojrzenie i odwróciłem powoli do blondyny.

-Jak ty w końcu się nazywasz? Ethel, Isabella? - Pamiętałem oczywiście jej imię, ale chciałem okazać wobec niej lekceważenie.

-Elizabeth. - Powiedziała cicho, wbijając wzrok w ziemię. - Ale...

-Dobra, nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia, blondie. - Przerwałem jej szorstko. - Chodź. - Złapałem ją za ramię, chcąc żeby za mną poszła, na co natychmiast cała się spięła. - Co jest z tobą nie tak? - Wywarczałem, coraz bardziej zły. - Idealna blondyneczka nie może znieść czyjegoś dotyku?

-Zostaw mnie. - Wyszeptała cicho. - Naprawdę, w dupie mam już to twoje oprowadzanie, jeżeli masz być takim jebanym dupkiem. - Moje brwi powędrowały w górę. Nigdy bym się nie spodziewał, że ta dziewczyneczka mi odpyskuje, i to w takim tonie.

-Ohoho. Jak mamy nie ma w pobliżu, to kotek zaczyna drapać? Prawda, Betty?

Dziewczyna zmarszczyła brwi, patrząc się na mnie dziwnie.

-Skąd wiedziałeś?

Teraz to ja byłem skonfundowany.

-Co wiedziałem?

-Inaczej. Czemu nazwałeś mnie Betty? Nie mówiłam, że to zdrobnienie. I że nienawidzę imienia Elizabeth.

-Nie wiem. - Wzruszyłem ramionami. Nie obchodziło mnie to za bardzo. Ale chyba będę jednak mógł wytrzymać z tą laską, mimo jej idiotycznego zachowania. - Po prostu prawdziwe imiona nie zawsze podobają się ich właścicielom.

-I tak jest w twoim przypadku? - Zmierzyła mnie wzrokiem.

-Taak. - Odpowiedziałem z wahaniem, nie wiedząc w ogóle, czemu jej to mówię.

-To jak się nazywasz?

-Jestem Jughead. Jughead Jones III. - Uśmiechnąłem się lekko. Byłem zawsze dumny z mojego imienia, które wymyśliłem sobie sam.

-Jug-head. - Słodko podzieliła je na sylaby. Słodko? Kurwa. Co się ze mną dzieje? - Oryginalnie.

-O to chodziło, blondie.

-Nie nazywaj mnie tak. - Lekko wydęła wargi. Nie wiem czemu, ale mi się to spodobało. - Nie lubię być klasyfikowana na podstawie mojej fizjonomii.

-Widzę, że nie dość, że głupia i zadziorna, to jednocześnie zadufana w sobie. - Powiedziałem, łapiąc ją za rękę i kierując w stronę sekretariatu. Nie zwróciłem nawet uwagi na jej dziwne zachowanie przy kontakcie naszej skóry. Spojrzałem na nią z ukosa i zobaczyłem, że pokazała mi język.





Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz