Hold on, I still want you. {19}

6.4K 277 150
                                        

-Kocham cię. I wiem, że ty nie czujesz do mnie tego samego. Ale po prostu chciałam, żebyś wiedział. Że cię kocham. - Popatrzyła się w moje oczy, ale nie byłem w stanie nic wykrztusić. Po chwili spod jej powiek uciekła samotna łza. - Idź już.

-B... Bet... - Zacząłem bełkotać, ale ona krzyknęła:

-Idź stąd! Chcę spać.

Powoli wycofałem się z jej pokoju i bez słowa uciekłem na dwór. Wsiadłem na motocykl i zacząłem się zastanawiać, czemu jej nie odpowiedziałem. Czemu tego nie zrobiłem?! Odpaliłem maszynę i ruszyłem, nie bardzo wiedząc gdzie. Przecież ona nie będzie pewnie nawet pamiętać, że mi to powiedziała. Była pijana. To dlatego jej nie odpowiedziałem... Ale i tak nie mogłem sobie wybaczyć, że zraniłem ją w jakiś sposób. Że płakała przeze mnie.

Jechałem już dłuższy czas. Zwykle to mnie uspokaja. Wycisza. Daje czas na przemyślenia. Ale teraz po prostu straciłem kontrolę nad wszystkim.

Zobaczyłem, że dojeżdżam już do Greendale. Niedaleko tego miasta jest moje ulubione miejsce.

Dojechałem nad rzekę i zgasiłem motocykl. Most w środku lasu. Zawsze kojarzył mi się z bajkową panoramą. Tutaj gdzieś powinna tańczyć księżniczka z wybrankiem swojego serca. Albo ja z Betty.

Naprawdę ją kocham. Ufam jej jak nikomu innemu i zależy mi na niej najbardziej na świecie. Ale jeszcze nigdy nie powiedziałem tego nikomu. Poczułem jednak, że jeśli nie Betty, to nie ma odpowiedniej osoby, której mógłbym w końcu to powiedzieć.

•••

Kiedy wróciłem do domu, była już trzecia. Zacząłem się zastanawiać, czy Betty będzie w ogóle pamiętać, co mi powiedziała. Była przecież nieźle wstawiona. Postanowiłem zadzwonić do niej rano i wybadać grunt. Jeśli pamięta, muszę naprawić swój błąd.

•••

Wstałem o dwunastej, a i tak czułem się jak kapeć wymemłany przez psa. Ubrałem się i niemrawo zjadłem śniadanie. Złapałem się na tym, że pierwszy raz w życiu boję się gdzieś zadzwonić. W końcu ogarnąłem się i wybrałem numer Betty.
Odebrała po pięciu sygnałach.

-Halo? - Jej głos brzmiał neutralnie. Nie wydawała się jakaś zła. Ale to w sumie tylko jedno słowo.

-Hej Betts, nie obudziłem cię?

-Nie, w zasadzie już od godziny jestem na nogach.

-Jak się czujesz po wczoraj? Jakiś kacyk jest? - Próbowałem ostrożnie wybadać temat.

-Trochę boli mnie głowa.

-A... Pamiętasz wszystko?

-Tak. - Jej głos stał się nagle zimniejszy o parę stopni, a mi zaczęły pocić się ręce.

-Wszystko wszystko? - Wydusiłem.

-Do tego momentu, w którym kazałam ci wyjść z pokoju, kiedy powiedziałam ci, że cię kocham.

Na chwilę zapadła cisza.

-Słuchaj... Betts... - Zacząłem się krztusić.

-Jughead. - Przerwała mi spokojnie. - Niczego nie odwołuję. I nie oczekuję od ciebie niczego. Ale... Mogłabym zostać na chwilę z tym wszystkim sama? No wiesz. Weekendowa przerwa.

-Betty... - Rozłączyła się, a ja siarczyście zakląłem. Jestem beznadziejny.

Usłyszałem nagle odgłos pękanego szkła, a potem poczułem ostry ból w ręce. Bezwiednie zacisnąłem ją na szklance, z której piłem sok i teraz mam efekty mojego idiotyzmu.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz