Every breath you take. {15}

6.2K 326 49
                                        

Podczas seansu nie mogłem się skupić na akcji serialu, tylko cały czas zastanawiałem się nad słowami Betty. Co chciała mi powiedzieć? I czemu przerwała? No i oczywiście mimowolnie myślałem o matce. Jej widok po takim czasie wzbudził we mnie dawno zapomniane emocje. Przypomniałem sobie, jak widziałem ją ostatni raz. Powiedziała, że jedzie do sklepu i zostawiła mnie samego. Czekałem na nią przez parę godzin. Potem zacząłem się bać, że jej się coś stało, a potem wrócił tata i powiedział, że wyjechała i już więcej jej nie zobaczymy. Czułem się taki samotny i zagubiony. Siedmiolatek zostawiony właściwie samemu sobie. Przez parę lat nosiłem cały czas ostatni prezent od matki - szarą czapkę, w której wyciąłem wzór korony. Spaliłem ją jednak, kiedy nienawiść przeważyła w moim sercu nad miłością do tej kobiety. Zrozumiałem, że już jej nie potrzebuję i nie chcę, żeby wróciła. Że poradzę sobie sam.

Pocałunek w policzek wyrwał mnie z tych rozmyślań.

-Widzę, że już od jakiegoś czasu nie oglądasz, tylko myślisz. Cały czas o matce?

-Mniej więcej. - Mruknąłem. - Wiesz, że miałem takiego pieska-maskotkę, do którego brzucha chowałem jedzenie? - Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - Jego imię było adekwatne do roli, którą spełniał. Hot-dog.

Usłyszałem śmiech dziewczyny.

-Czyli, jak widzę, twoja miłość do fastfoodów sięga bardziej zamierzchłych czasów niż sądziłam.

-Oczywiście. - Uśmiechnąłem się smutno. - Wiesz, kiedy z tatą było trochę lepiej, to zabierał mnie do Pop's. Wyobraź sobie, że po parodniowej głodówce wszystko smakowało dla mnie jak ambrozja.

-Jug... - Betty pogłaskała mnie po policzku. - Cały czas nie mogę przeboleć tego, co się z tobą kiedyś działo. Kiedy wyobrażę sobie ciebie jako takiego małego, słodkiego szkraba, który musiał głodować i był taki samotny... - Zobaczyłem łzy kręcące jej się w oczach.

-Nie przejmuj się mną tak bardzo, Betts. Było, minęło. Ale moje dzieciństwo zdecydowanie zaważyło na tym, kim jestem teraz. A raczej kim byłem.

-W jakim sensie?

-Betts, od wielu lat obiecywałem sobie, że już nigdy nikogo nie pokocham. Że nie będzie mi na nikim zależeć. To trochę zachwiało się w posadach, kiedy poznałem Ronnie, bo pierwszy raz czułem do kogoś przywiązanie. Nasze początki nie były łatwe, oj nie były. Ale stwierdziłem, że przyjaźń z nią nie jest aż tak wielkim odstępstwem od mojego planu. I tak trwałem, z zamrożonym sercem, aż poznałem ciebie. - Pochyliłem się nad dziewczyną i dotknąłem jej nosa. - Wiesz, ile walczyłem z tym, żeby nic wobec ciebie nie poczuć? Ale to nic nie dawało. Potem chciałem cię od siebie odrzucić. Ale moje wyrzuty sumienia były za silne. A potem poczułem namiastkę złamanego serca, kiedy usłyszałem o tobie i Archiem.

-Wiesz, że tak naprawdę żadne z nas tego nie chciało? - Uśmiechnęła się Betty. - Mnie wtedy coraz bardziej ciągnęło do ciebie, a Archie od dawna był zauroczony Ronnie. Chcieliśmy po prostu wywołać w was trochę zazdrości. - Uśmiechnęła się uroczo.

-Jeśli chodzi o V, to udało się wam na całej linii. Ale ja wtedy byłem zbyt smutny, żeby jakoś strasznie się wkurwić.

-Zauważyłam to, Jug, i dlatego wtedy do ciebie przyszłam. Zaczęłam się martwić, że moje działania były idiotyczne i dziecinne, a ty po prostu się mną nie interesujesz. Albo że masz jakieś większe problemy ode mnie.

-Nie jesteś moim problemem, Betts. - Wymruczałem jej we włosy. - Jesteś powodem, dla którego otworzyłem się na nowe doznania. Emocje. Uwielbiam z tobą spędzać czas. Leżeć w łóżku i leniuchować. Dyskutować na temat książek i rozkładu społeczeństwa. Po prostu uwielbiam ciebie całą.

-Nie wydawało mi się nigdy, że po przejechaniu się na Stevie jeszcze kiedykolwiek poczuję się stuprocentowo bezpieczna. Że będę z kimś, kto mnie nie tylko wspiera i rozumie, ale też chroni. I sprawia, że czuję się tak dobrze, jak nigdy przedtem.

Serce mi stopniało na jej słowa, ale musiałem jakoś przełamać tą słodziutką atmosferę.

-Wiesz, jako twój chłopak powinienem kiedyś poznać imię tego wybrańca. - Betty spojrzała się na mnie jak na idiotę, a potem wybuchnęła śmiechem i pocałowała mnie w usta.

-Znasz go.

-Jakaś konkretniejsza podpowiedź? - Udawałem, że się zastanawiam.

-Jeden z najprzystojniejszych i najinteligentniejszych chłopaków, jakich znam. I jest brunetem. - Pociągnęła mnie za końcówki włosów.

-Ooo. To muszę być ja. Szczególnie przemawia za tym ten najprzystojniejszy.

-Pudło! - Uśmiechnęła się złośliwie. - To nie ty, tylko Reggie!

Wybuchnąłem śmiechem.

-Jesteś jeszcze gorsza od Ronnie. Czuję się przez was prześladowany.

-Oh, czyli zaliczam się już do szkolnej elity oprawców?

-Stanowczo tak. - Wyszeptałem, pochylając się nad nią i całując w szyję. - Nie masz litości dla mojego serca.

•••

-Jug! Musisz mi pomóc! - Wywróciłem oczami.

-O co chodzi, Ronnie?

-Archie zaprosił mnie na randkę!

-No to zajebiście! Kiedy idziesz?

-Nie idę. - Zmarszczyłem brwi.

-Co ty pierdolisz, Ronnie? Przecież Andrews ci się podoba!

-I w tym problem! - Zniecierpliwiła się dziewczyna. - Przecież ci ostatnio mówiłam. Nie chcę się zaangażować. Umawiać z kimś, do którego coś mogę poczuć.

-Ronnie, daj mu szansę. - Przekonywałem. - Daj sobie szansę. Czy kiedykolwiek spodziewałaś się mnie zobaczyć z jakąś dziewczyną? Oczywiście, że nie. A tutaj pojawiła się Betty i szczerze powiedziawszy, nie mógłbym być szczęśliwszy. Nie zawsze chowanie swoich uczuć głęboko w sobie jest najlepszą opcją, Księżniczko. Ja tam wam dopinguję. I wiesz co? - Wpadłem na niezły plan. - Zapraszam cię jutro do Pop's. Razem z B i z tym rudym Adonisem. Ja i Betts będziemy robić za przyzwoitki.

-Podwójna randka? Jezu, Jug. Musi ci naprawdę zależeć na tym, żebym była z Archiem.

-Zależy mi na twoim szczęściu. - Uciąłem. - A wiem, że Andrews cię nie skrzywdzi. Ewentualnie ty skrzywdzisz jego.

-No... Dobra. Przyjdę jutro. Ale nie rób sobie jakiś wielkich nadziei. Cały czas nie wiem, czy chcę się angażować.

-Dobra, V. Zobaczymy, co będziesz mówiła jutro. To o piętnastej w Pop's. Ja już zadzwonię do Archiego.

-Okej, pa Juggie.

•••

-Betts, nie będziesz miała nic przeciwko, żebyśmy jutro poszli do Pop's razem z Archiem i Ronnie? - Było już późno, a ja stałem przed drzwiami wejściowymi domu blondynki. Właśnie odwiozłem ją do domu.

-Nie no, co ty, Jug. - Uśmiechnęła się do mnie. - Ale od kiedy bawisz się w przyzwoitkę? - Objęła ramionami moją szyję.

-Od kiedy Ronnie jest na tyle głupia, że nie chce iść na randkę z chłopakiem, który jej się podoba. A ja chcę, żeby w końcu znalazła sobie kogoś, kto będzie dbał o moją prawie siostrzyczkę.

-Jesteś słodki, Jug. - Betty cmoknęła mnie w usta i otworzyła drzwi do domu. - Jeszcze raz dzięki za podwózkę. To do zobaczenia jutro?

-Tak, o piętnastej. Podjadę pod ciebie trochę wcześniej. - Uśmiechnąłem się i potarłem nos w zadowoleniu. Wszystko zaczynało zmierzać w dobrym kierunku.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz