I still want acceptance. {32}

5.4K 235 77
                                        

Po tym, jak Veronica uspokoiła się po napadzie histerii, wytłumaczyłem jej wszystko na spokojnie. Siedliśmy na kanapie i jedliśmy kanapki, rozmawiając głównie o mnie.

-Teraz już wiem, czemu nie chciałeś się angażować w żaden związek, Jug. Jesteś po prostu zbyt wrażliwy.

-Eee, to tak nie działa, V. Były inne powody, zwane moja matka.

-Za to też jestem na ciebie zła. - Uderzyła mnie lekko w ramię, a ja przewróciłem oczami. - Wiedziałam, że was opuściła, ale że to taka perfidna kurwa? Nie miałam pojęcia. I powiedziałeś o tym pierwszej lepszej, czyli w sumie jedynej dziewczynie którą kochasz, a nie mi? - Razem z Betty parsknęliśmy śmiechem. - No dobra. Ale skoro już się wszystkiego dowiedziałam, to muszę się zbierać. - Spojrzała na zegarek. - Jest już późno, a jutro szkoła, gołąbeczki. - Wstała i przytuliła Betty. - Błagam cię, B, miej oko na tego wariata, bo jeśli jeszcze raz coś sobie zrobi, to mu tego nie daruję.

-Spokojnie, Ronnie. Umiem dać sobie radę z Jugheadem Jonesem.

-To pa, Jug. Pilnuj się. - Pocałowała mnie w policzek i wyszła. Rozwaliłem się na kanapie, a Betty poszła zamknąć drzwi za Veronicą.

-Jeszcze trochę i awansuję na twoją osobistą służącą. Albo portiera.

-Nie prosiłem cię, żebyś to zrobiła, Betts. - Wymruczałem, zmęczony całym dniem.

-Ale bardzo dobrze cię znam i wiem, że jeśli ja tego nie zrobię, to ktoś wbije do nas o trzeciej nad ranem i będziemy mieli swój własny, osobisty horror.

-Albo, co bardziej prawdopodobne, nic by się nie stało. Przestań narzekać i chodź tu do mnie. - Wyciągnąłem w jej stronę ręce, a ona po chwili się na mnie położyła.

-No, nie powiem, jesteś dość wygodny, panie Jones.

-Ile dałabyś mi w skali od jeden do dziesięciu?

-Mocne dwanaście. - Zaśmiałem się i zacząłem głaskać ją po plecach. - Wiesz, w sumie nie zadzwoniłam powiedzieć mamie, że zostaję na noc...

-A zostajesz? - Udałem zdziwionego.

-Znów powtórzę: znam cię i wiem, że nie będzie ci się chciało mnie odwozić teraz do domu.

-I za to cię kocham, Betts. - Zaśmiałem się. - Zobacz, nie jesteśmy ze sobą długo, a i tak znamy się lepiej niż większość par z długim stażem.

-To dlatego, że my rozmawiamy.

-A oni co robią? Tylko grają w warcaby? - Zaironizowałem.

-Nie. Uprawiają seks.

-A skoro o seksie mowa... - Podniosłem głowę i zacząłem całować jej szyję. - Jeśli i tak zostajesz tu na noc, to było by żal nie skorzystać...

-Jug. - Przerwała mi. - Jutro mamy szkołę. A ja jestem zmęczona. Dajmy już sobie dzisiaj spokój. Okej, kochanie?

-Mhm... - Westchnąłem zawiedziony. Seks z Betty to zdecydowanie moja ulubiona czynność.

-No dobra. To ja zadzwonię do mamy i powiem jej co i jak, a ty wskakuj pod prysznic. Będę na ciebie czekała w twoim pokoju.

-I kto tu komu rozkazuje? - Westchnąłem ciężko i poszedłem po ręcznik. Ta dziewczyna ma nade mną niesamowitą władzę.

•••

-Jestem, moja pani. - Wszedłem do pokoju zamaszystym krokiem, ale nie otrzymałem aplauzu, jakiego oczekiwałem. Betty leżała w moim łóżku z twarzą w zeszycie z wierszami. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej powoli. - Betts? Podnieś na chwilę głowę, bo obślinisz mi cały notes.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz