Tough solution. {37}

4.3K 210 49
                                        

-W jaki sposób do tego doszłaś? - Pokręciłem głową, nieprzekonany.

-Juggie, pomyśl. - Betty popukała mnie w czoło. - Nawet same daty to potwierdzają. To jest artykuł, który wyszedł tego samego dnia razem ze wzmianką o śmierci Owensa. Założę się, że Riverdale już nigdy nie usłyszało o the Black Hoodzie, bo on po prostu nie żył! Nie rozumiem, jak tego wtedy nie powiązali.

-Czyli sugerujesz, że mój sąsiad był żądnym krwi grzeszników psychopatycznym mordercą? I to tylko dlatego, że daty się zgadzają? Może prawdziwy Black Hood po prostu się znudził strzelaniną albo ruszyło go sumienie, albo pojechał do ciepłych krajów zabijać niewiernych tubylców.

-Nie chodzi tylko o zbieżność dat, Juggie! Te pasy, przytwierdzone do łóżka... Nie kojarzy ci się z prostytutką, przetrzymywaną gdzieś i gwałconą przez oprawcę? Albo sposób, w jaki zabijał... Sam reporter to napisał! Ustrzelił niczym zwierzynę łowną! To nie jest według mnie przypadek, że Owens był zapalonym myśliwym.

-No a co z manią religijną? Przecież byliśmy w jego domu i nie znaleźliśmy nic, co mogłoby o tym świadczyć.

-Pamiętaj, że nie byliśmy wszędzie, Jug. - Przypomniała mi Betty. - Mam dziwne przeczucie, że w tym miejscu zostało jeszcze coś do odkrycia.

-Czyli chcesz tam wrócić, żeby sprawdzić swoją teorię? Jedziemy tam teraz, czy może jednak jeszcze trochę poczekamy?

-Ojej! - Pisnęła Betty. - Jest już tak późno, a obiecałam mamie, że dziś już wrócę do domu. Odwieziesz mnie, kochanie?

-Oczywiście, Betts. - Westchnąłem i poszedłem po kurtkę. Miałem cichą nadzieję, że dziewczyna zapomniała o pomyśle powrotu do chatki leśniczego, ale jak zwykle okazała się ona złudna.

•••

-Kochanie, wiesz, że ja nie jestem chętny, żeby znowu tu wchodzić? - Powiedziałem, patrząc na ponury budynek. - Dodatkowo pojawiamy się tu już drugi raz z rzędu i ktoś może zwrócić na to uwagę.

-Nie marudź, Juggie. - Betty ścisnęła pocieszająco moją rękę.

-Poza tym Veronica i Archie narzekają, że nie mamy dla nich czasu i nie chcemy się z nimi spotkać. Ale co ja mogę na to poradzić, że moja dziewczyna bawi się w domorosłego detektywa?

-Zamknij już tą jadaczkę, kochanie, i idziemy do środka. Gorzej niż wczoraj nie będzie.

-Zobaczymy. - Mruknąłem i mimowolnie znów miałem rację.

•••

-Nic tu nie ma, Jug. Dosłownie już nic, co mogłoby być w jakiś sposób powiązane z the Black Hoodem. - Paplała Betty po przeszukaniu wszystkich zakamarków, ale ja nie słuchałem jej już od dłuższego czasu. Coś mi nie pasowało w układzie pokoi na dole.

-Jest ich za mało. - Mruknąłem, podchodząc do ściany teoretycznie będącą tą wychodzącą na zewnątrz.

-Czego jest za mało? - Betty stanęła obok mnie, zniechęcona bezowocnymi poszukiwaniami.

-Pokoi na dole.

-Naprawdę, Jug, będziemy się do tego bawić w architekta wnętrz? - Jęknęła.

-Nie o to chodzi, Betts! Na górze masz cztery pokoje - Wskazałem palcem na sufit. - a na dole trzy. I to nie tak, że któryś jest większy.  Zobacz. W tym miejscu zostaje pusta przestrzeń wielkości małego pokoiku. I jeśli się nie mylę... - Dotknąłem ręką zimnej ściany. - To widać tu zarys po drzwiach. Spoiwo jest niedokładnie położone.

-Czyli tu jest zamurowany jakiś sekretny pokój? - Ożywiła się dziewczyna. - Tylko skoro te drzwi są z wiadomych względów nie do przejścia, to jak można tam wejść?

-Może nie można. - Zacząłem się zastanawiać. - Może po prostu został zamurowany, bo ktoś coś tam schował. Albo ktoś tu umarł i po prostu chcieli odgrodzić ten pokój. Słyszałem, że tak się czasem robi...

-Eee, pierdolisz, kochanie. Poszukajmy. - Westchnąłem, ale zabrałem się za opukiwanie ścian. Betty za to wskoczyła na schody i znikła na górze.

-Dzięki za pomoc skarbie! - Krzyknąłem, zły, że w ogóle dałem się namówić na tą ekspedycję. Po chwili jednak usłyszałem jej głos.

-Chyba coś znalazłam, Jug! Chodź tu do mnie!

Wbiegłem na schody, zaintrygowany podnieceniem w jej głosie.

-Zobacz. Wyczułam tutaj zarys jakiejś klapy, schowanej pod wykładziną. I jest! - Była strasznie podekscytowana.

-Jest zamknięta na klucz. - Spojrzałem się na sporych rozmiarów klapę z wklęsłym zamkiem.

-Od czego ma się wsówki do włosów? - Betty wyjęła jedną ze swoich blond fal, zagięła ją i zaczęła szperać w otworze. Nie za bardzo wierzyłem w możliwość powodzenia tej akcji, ale po chwili usłyszałem szczęk zamka. - I... Jest! - Betty triumfalnie wyjęła wsówkę i wsadziła palce w otwór.

-Czekaj, pomogę ci. - Wspólnymi siłami otworzyliśmy klapę. Że środka zawiało stęchlizną.

-To co? - Betty spojrzała mi w oczy. - Wchodzimy?

-Wchodzimy. - Kiwnąłem głową. - Ale ja pierwszy. - Nie zaprotestowała. - Wszedłem na pierwszy szczebel metalowej drabiny i oświetliłem ciemne wnętrze latarką trzymaną w zębach. - O u... Uj. - Wymamrotałem niewyraźnie, patrząc na ściany i zeskakując z ostatniego szczebla.

-Co tam masz?

Wyjąłem latarkę z zębów i krzyknąłem:

-Mam tu wiele! I chyba potwierdziły się twoje podejrzenia. Schodź tu do mnie!

-Ja pierdolę.

Dwa światła oświetlały ściany pełne krucyfiksów i różnych wycinków z gazet. Na jednej z nich była tablica pełna nazwisk.

-Wilkinson... St Clair... Blossom... McCoy... To nasza burmistrz. - Szepnąłem.

-Jug, wiesz, co to znaczy? - Wydusiła Betty. - Mamy bezpośredni dowód na to, że Owens był the Black Hoodem.

-I co my z tym zrobimy? - Rzuciłem spojrzenie Betty, a ta tylko pokręciła głową.

-Nie mam pojęcia, Juggie. Nie mam pojęcia.

•••

-Dobra. Podsumujmy to wszystko jeszcze raz. Owens to seryjny, psychopatyczny morderca. To już ustalone. Zabił cztery osoby: Ninę Stevenson, Clifforda Jasona Blossoma, Gregora St Claira i jego żonę, Melanie. Planował dużo więcej zbrodni, ale w środku ataków ktoś postanowił wziąć sprawiedliwość w swoje ręce i zlikwidować zagrożenie.

-Niekoniecznie. - Pokręciłem głową. - To mógł być mord niezwiązany z jego manią. Jest to dość wątpliwe, ale możliwe.

-No dobra. Dalej... - Wyliczała Betty. - Morderca uciekł. Może przestraszył się swojego czynu, a może to właśnie było tak zaplanowane. Wtedy na scenę wkraczasz ty. Głodny siedmiolatek, szukający jedzenia. Widzisz trupa na ziemi, ale jesteś tak wygłodzony, że mało cię to obchodzi. Podczas twojej siesty do domu wchodzi tajemnicza, ruda kobieta w białej sukience i czerwonych szpilkach. Sprząta bałagan swojego kamrata, a ty w tym czasie uciekasz. Potem po trzech dniach ciało znajduje zapalona działaczka Greenpeace. Śledztwo niczego nie wykazuje. Sprawa śmierci Owensa, tak samo jak jego zbrodnie, zostaje zapomniana.

-Powiedz mi, Betts, kto zabił Black Hooda?

-Hmm... Ja bym stawiała na kogoś z rodzin ofiar. Jakaś osoba tak samo jak my połączyła fakty i chciała się zemścić za śmierć bliskiego.

-Bardzo możliwe. Mamy w takim razie parę osób do prześwietlenia. Musimy spisać wszystkich krewnych ofiar i spróbować z nimi porozmawiać...

-Tak, kochanie. - Betty uwiesiła mi się na ramieniu. - Ale dajmy sobie z tym spokój na jeden wieczór. Wydaje mi się, że to, co dla nas zaplanowałam, jest lepszą atrakcją niż przebywanie wśród cieni dawnych dni.

-Jeśli myślisz o tym, o czym ja myślę, to z pewnością. - Powiedziałem i pocałowałem jej pełne wargi.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz