Kiedy dotarłem do domu, nie miałem nawet siły się umyć. Prawie na ślepo doczłapałem do sypialni i padłem jak długi na łóżko. Nocna jazda i napięcie całego dnia spowodowało, że natychmiast zasnąłem.
•••
Wokół było straszliwie ciemno. Nie widziałem nawet swoich dłoni. Ale nagle przede mną zamajaczyła twarz Betty. Przerażona, zakneblowana i z sińcami na twarzy. Chciałem ją uwolnić.
-Już! Już! Jestem przy tobie, Betts. Już. - Pogłaskałem ją po głowie i wyjąłem knebel z jej ust, ale ona wcale się nie uspokoiła. Zaraz zaczęła krzyczeć.
-Puść mnie! Puść! Zostaw!
Zmarszczyłem brwi.
-Betty! Przecież przyszedłem cię uwolnić.
-Więc czemu wcześniej mi to zrobiłeś?! - Wskazała oskarżycielsko na swoją twarz, a ja popatrzyłem na swoje dłonie. Były całe we krwi.
•••
Obudziłem się zlany potem. To był tylko sen, ale miał w sobie coś z prawdy. A jeśli Betty to we mnie zauważyła? Jeśli zauważyła, że mam skłonność do agresji, że jestem taki sam, jak Steve? Przecież wczoraj poprosiła mnie, żebym przestał. Kazała mi przestać, a ja uderzałem tylko mocniej. Nieposkromiony. Może rozstała się ze mną właśnie z tego powodu?
Wcześniej miałem zamiar odwiedzić ją w szpitalu. Zapytać, jak się czuje. Ale teraz nie mam odwagi. Może będzie mną obrzydzona? Obrzydzona moją agresją. Może się mnie przestraszy? Co jeśli przede mną ucieknie? Moje serce nie utrzyma już takiej sytuacji. Pęknie z głośnym trzaskiem.
Poszedłem do łazienki i dopiero wtedy zauważyłem, że całe dłonie mam zalane krwią. Na kostkach porobiły mi się strupy. Steve miał twardą czaszkę. Nawet mały palec bolał mnie do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać, czy nie jest złamany. Zdjąłem delikatnie bandaże z nadgarstków. Były czerwone od zaschniętej krwi. Moje nacięcia też nie wyglądały najlepiej. Najświeższe nieregularnie popękały i wyglądały okropnie. Podstawiłem ręce pod wodę i czekałem, aż cała krew spłynie. Nie chciałem używać żadnego mydła i trzeć, bo to by bolało jeszcze bardziej.
Spojrzałem na siebie beznamiętnie w lustrze. Czarne włosy niedługo zaczną mi sięgać z przodu do podbródka. Były całe rozwichrzone. Ciemne brwi i rzęsy, skrywające zimnoniebieskie oczy. I olbrzymie cienie pod nimi. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że mam pęknięty łuk brwiowy. To pewnie przez jeden z nielicznych ciosów tego chuja, który sięgnął celu. Mam też spuchnięte usta. W kąciku widzę małą rankę. Westchnąłem i oparłem głowę o lustro. Najchętniej wróciłbym do łóżka, ale obiecałem jednemu z tych policjantów, że przyjadę dziś złożyć zeznania.
Kiedy ręce miałem już mniej więcej czyste, polałem je wodą utlenioną, zaciskając z bólu zęby. Potem wszystko owinąłem podwójnym bandażem. Zatrzymałem się dopiero przy początku palców, bo kostki miałem całe popękane od tej głupiej mordy.
•••
-Więc zlokalizował pan miejsce pobytu Elizabeth Cooper po aplikacji? - Pokiwałem w milczeniu głową. Powiedziałem im już wszystko dwa razy, a głowa zaczęła mnie tragicznie napierdalać. Miałem tego wszystkiego dość. - Czemu więc nie zadzwonił pan od razu na policję?
-Bo wiem, jak działacie. - Wywarczałem. - Najpierw pół godziny przesłuchania, potem upewnienie się, że mówię prawdę i kolejne pół godziny zastanawiania się, czy to właśnie ten pokój. Wie pan, co mogłoby stać się Betty przez ten czas? Ten typ jest nieobliczalny.
-Oh, pan też nieźle go urządził. Ma złamany nos w trzech miejscach, pogruchotaną jedną z kości policzkowych i pękniętą żuchwę. Już nie mówię o obrażeniach zewnętrznych.
-Mam żałować? - Zakpiłem. - Powiem panu coś w sekrecie. - Pochyliłem się do niego lekko. - Gdybym miał zrobić to jeszcze raz, to bez wachania. Z przyjemnością. -Nic nie mogłem na to poradzić. Może i jestem nieobliczalny. Ale ten chuj skrzywdził Betty. Tą małą, delikatną blondynkę. Dziewczynę, którą kocham.
•••
Siedziałem właśnie w Pop's, popijając shake'a. Jakoś nie miałem ochoty na większe zamówienie. Czekałem na Archiego, bo chciał pogadać. Zobaczyłem jego rudą czuprynę w drzwiach.
-Hej, Jug. - Chłopak zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-Spóźniłeś się, Arch. - Wymownie spojrzałem na zegarek.
-Sorry, ale byłem z V u Betty. - Lekko się spiąłem.
-Co u niej? - Chciałem brzmieć nonszalancko, ale mi nie wyszło.
-Wszystko okej. Wypuszczają ją dziś ze szpitala. - Odetchnąłem z ulgą. Na chwilę zapadła cisza. - Pytała o ciebie. - Archie spojrzał mi w oczy.
-Czemu?
-Jug, ty to naprawdę czasem jesteś głupszy ode mnie, a to ja uchodzę w tej grupie za bezmózgiego mięśniaka, a ty chłodnego intelektualistę. - Przewróciłem lekceważąco oczami. - Czy ty nie rozumiesz, - zaczął po chwili przerwany wątek - że wczoraj uratowałeś tą dziewczynę przed jej oprawcą? Że chce ci podziękować? Jug, przecież ona nadal coś do ciebie czuje.
-Nie. - Przerwałem ostro. - Gdyby tak było, to by mnie nie rzucała.
-A może miała inny powód? - "Pewnie to, że się mnie bała." Pomyślałem mimowolnie.
-Arch, ogarnij się. - Powiedziałem zamiast tego. - Mogę do niej jutro pójść. Zobaczyć, czy wszystko jest okej... Ale nie próbuj bawić się w swatkę razem z Ronnie. Jesteśmy już dorośli.
-Ale tak się nie zachowujecie.
-Pogadajmy o czymś innym, Arch. Na przykład o tym, jak bardzo obitą mordę ma ten chuj.
Rudowłosy wyraźnie się ożywił. Reszta wieczoru zleciała na lżejszych tematach, a Archie był wyjątkowo miłym towarzystwem.
•••
-Dasz radę. - Szepnąłem do siebie, stojąc przed drzwiami domu Betty. Zbierałem w sobie odwagę, żeby tu przyjść przez parę godzin i w rezultacie była już piętnasta. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem w ciemne drewno.
-Oh! Jughead! - Usłyszałem i poczułem, jak mama Betty mnie mocno przytula. - Tak ci dziękuję, że uratowałeś moją córeczkę od tego pojeba. - Zastygłem na chwilę. Nie wiedziałem, że Alice Cooper zna takie słowa.
-Zrobiłem co mogłem, pani Cooper. - Uśmiechnąłem się słabo, a ona przyjrzała się uważnie mojej twarzy.
-Oh! Ktoś ci to opatrzył? - Wskazała na rozcięcie na mojej brwi.
-Spokojnie, ze mną jest wszystko okej. A co... Co z Betty?
-Betty... - Kobieta westchnęła ciężko, na co cały się spiąłem. - Jeśli chodzi o sferę fizyczną, wszystko jest jak najbardziej dobrze. Ale wróciła do niej wcześniejsza trauma. Znów boi się czyjegokolwiek dotyku. Ale to minie. Poradzimy sobie z tym. Bardzo cię chciała zobaczyć. - Uśmiechnęła się lekko. - Teraz chyba śpi, ale możesz do niej pójść. Wiesz, który pokój.
-Tak. - Szepnąłem i wszedłem na schody. Popchnąłem lekko drzwi do pomieszczenia. Betty leżała skulona na łóżku. Poczułem ból w klatce piersiowej, kiedy przypomniałem sobie, że prawie się tu kochaliśmy dwa tygodnie temu. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, że ma na sobie jedną z moich koszulek. Zagryzłem wargi. Niczego tu nie rozumiałem.
Uklęknąłem u wezgłowia jej łóżka i popatrzyłem się na tą piękną twarz. Pod oczami cały czas miała ciemne ślady po sińcach, ale wyglądała o niebo lepiej niż przedwczoraj. Nie mogłem się powstrzymać i delikatnie dotknąłem jej policzka. Poruszyła się lekko. Ostrożnie włożyłem swoją dłoń w jej. Nie wiem, co mnie podkusiło. "Ona nic do ciebie nie czuje!" Wszystko we mnie krzyczało. Nagle zobaczyłem, że dziewczyna mruga i już chciałem się odsunąć i zabrać rękę, ale zacisnęła na niej swoją.
-Jug. - Uśmiechnęła się delikatnie, a ja poczułem, że moje serce mięknie. - Myślałam, że nigdy nie wrócisz. A ja tak chciałam cię zobaczyć...
CZYTASZ
Dark souls // Bughead
FanfictionJughead to marzenie każdej z dziewczyn z Riverdale High. Żadna jednak dotychczas nie zawróciła mu w głowie. Czy zrobi to mimowolnie Betty Cooper, nieśmiała i zamknięta w sobie nowa uczennica? ~opowiadanie zawiera wulgaryzmy i sceny 18+, więc jeśli k...
