-Moja mama była wspaniałą kobietą. Troskliwą, kochającą matką, w której zawsze miałam oparcie. Życie jej nie oszczędzało. Musiała zmierzyć się z odrzuceniem, niechęcią i ostracyzmem, kiedy była młoda. A potem runął na nią jej największy koszmar, jakim był Hal Cooper. Osoba, która była moim ojcem. Osoba, która znęcała się nade mną i mamą przez wiele lat. I w końcu osoba, która zabiła Alice Cooper. - Był mglisty, chłodny poranek. Staliśmy wokół dębowej trumny, skrywającej ciało zamordowanej kobiety. Przyszła chyba połowa miasta. Widziałem Freda i Penelope, stojących obok siebie i trzymających się za ręce. Archiego i Cheryl. Veronicę z matką. Panią burmistrz. Toni z tatą i dziadkiem.
Przyszła prawie cała nasza szkoła, na czele z dyrektorem, żeby pożegnać matkę jednej z uczennic. Wszyscy trzymali w dłoniach białe róże. Ja stałem obok Betty, przez całą ceremonię ściskając jej rękę. Po jej drugiej stronie znajdował się mój ojciec. Słyszałem, jak podczas przemowy głos jej się trząsł. Bałem się, że zaraz kompletnie się rozklei i nie dokończy, ale przełknęła łzy i kontynuowała.
-Zmarła osoba, której zawdzięczam wszystko. Bez której nie mogłabym sobie poradzić w życiu. I mimo, że popełniła wiele błędów, jednego jestem pewna. Nie zasłużyła na los, jaki ją spotkał. Chcę tylko powiedzieć... Kocham cię, mamo. - Zacisnąłem zęby, żeby się nie rozkleić. - I mam nadzieję, że w końcu odnalazłaś spokój i jesteś szczęśliwa. - Betty dotknęła wieka trumny, położyła na nim różę, a potem wtuliła się we mnie, tłumiąc łkanie. Widząc, że nie będę w stanie położyć swojej, oddałem ją tacie, a sam przytuliłem mocno dziewczynę.
Zanim się obejrzeliśmy, ceremonia dobiegła końca i trumna została spuszczona do grobu. W oczach wielu przybyłych zalśniły łzy.
A potem zaczęły się kondolencje. Większość osób po prostu podchodziła i składała wyrazy współczucia, ale niektórzy dodawali też coś od siebie.
-O mój Boże, tak mi przykro, Betty... - Powiedziała Penelope, mocno przytulając dziewczynę. - Nigdy nie spodziewałam się, że to Ali umrze pierwsza. Zawsze żartowałyśmy sobie, że to ja szczeznę w samotności z dziesięcioma kotami... - Uśmiechnęła się przez łzy. - Żałuję tylko, że nie porozmawiałyśmy ze sobą. Ale jak ty sobie radzisz, kochana... No wiesz... Z tym wszystkim i z ojcem...
-Jug bardzo mi pomaga. - Uśmiechnęła się blado dziewczyna.
-I bardzo dobrze. Posłuchaj... Z czasem jest lepiej. Boli, ale nie tak dojmująco. Staje się maleńkim pulsowaniem w głębi twojego serca. I to tyczy się zarówno tęsknoty, jak i poczucia winy. - Przytuliła Betty jeszcze raz i odeszła na bok.
-Oh, B... - Veronica cały czas jeszcze miała łzy w oczach. - Tak mi przykro, kochana, tak mi przykro... Ale dasz sobie radę. Wygłosiłaś piękną mowę.
-Dziękuję ci, Ronnie. - Betty uścisnęła przyjaciółkę, a ona odciągnęła mnie trochę na bok. Czułem się z tym dziwnie, bo cały czas trzymałem dłoń Betty i nie chciałem jej puścić, więc wygiąłem się w dziwny sposób.
-Słuchaj, musimy wymyślić coś, co poprawi jej humor i odciągnie od ponurych rozmyślań. - Wyszeptała, patrząc znacząco na blondynkę.
-Spokojnie, Ronnie. Jutro razem z Betty i tatą jedziemy do tego naszego brata.
-Co? Znaleźliście go? - Veronica wytrzeszczyła oczy.
-Prawdę mówiąc, tata znalazł. - Przyznałem. - Okazało się, że zna kogoś w urzędzie, kto dzięki temu nazwisku zdobył inne dane tego chłopaka. Tata do niego zadzwonił i umówił się, ale nie podał jeszcze żadnych konkretnych faktów. Tak więc jutro go odwiedzimy. Mieszka w Greendale, to stosunkowo niedaleko Riverdale. Wydaje mi się, że to będzie odpowiednie do odciągnięcia Betts od myśli o jej mamie.
CZYTASZ
Dark souls // Bughead
FanfictionJughead to marzenie każdej z dziewczyn z Riverdale High. Żadna jednak dotychczas nie zawróciła mu w głowie. Czy zrobi to mimowolnie Betty Cooper, nieśmiała i zamknięta w sobie nowa uczennica? ~opowiadanie zawiera wulgaryzmy i sceny 18+, więc jeśli k...
