That's still real world? {50}

3.3K 193 143
                                        

-Jughead, i co ja mam zrobić? - Siedzieliśmy u mnie w kuchni i uczyliśmy się do testu, ale widać było, że Betty nie miała do tego serca. Cały czas martwiła się o matkę.

-Spokojnie, Betts. Damy sobie radę, jak zawsze zresztą. Jutro wraca Penelope. Pójdziemy do niej i pogadamy poważnie. Jeśli ona nic nie wie, to kto?

-Ohh, Jug... - Oparła swoją głowę na moim ramieniu. - Chcę, żeby to się skończyło. Nawet nie to mieszkanie z tobą, chociaż jesteś strasznie upierdliwy w tym rzucaniu skarpetek gdzie popadnie... - Uśmiechnąłem się lekko. - Ale ten ciągły lęk. Ja się po prostu o nią boję! Boję się, że zaraz dostanę telefon ze szpitala, że moja mama tam trafiła. Po prostu ten strach mnie paraliżuje.

-Kochanie, minął tydzień, a jak na razie nic się nie stało. Musisz się trochę odprężyć, bo literalnie wpadniesz w nerwicę! - Powiedziałem i zacząłem składać lekkie pocałunki na jej szyi. Wtedy Betty odwróciła mnie do siebie z niespotykaną siłą i zaczęła namiętnie całować. Objąłem jej pośladki i posadziłem na stole. Wpiła się w moje usta jeszcze mocniej.

-Betts... Co ty... Taka... Narwana? - Wydyszałem między pocałunkami, a ona zaczęła mi rozpinać koszulę.

-Mam się odprężyć, prawda? - Powiedziała i przygryzła moją wargę.

-Prawda, ale na stole w kuchni?

-Jeszcze tu tego nie robiliśmy. - Uśmiechnęła się seksownie.

-Ale mój... - Uciszyła mnie pocałunkiem. Moje dłonie same zaczęły wędrować po jej ciele, dostając się pod bluzkę i rozpinając stanik. Betty zerwała ze mnie koszulę i przyciągnęła mnie jeszcze bliżej siebie, choć wydawało mi się to niemożliwe. Zacząłem ugniatać jej piersi i zszedłem pocałunkami na jej szyję. Betty wyjęczała z rozkoszy i objęła mnie biodrami w pasie. Chyba poczuła, że jestem już twardy, bo jej ręka zaczęła wędrować w stronę moich spodni. Wróciłem z pocałunkami do jej warg i rozpiąłem jej guzik od jeansów...

-Aha, więc tak wygląda wasza definicja edukacji?

Zerwaliśmy się jak oparzeni i spojrzeliśmy w stronę drzwi, w których spokojnie stał mój ojciec i przyglądał się nam z czymś na kształt satysfakcji.

-Tato! - Próbowałem zasłonić swoim ciałem Betty, która w tym czasie gorączkowo naciągała na siebie koszulkę. - Jak długo tu stoisz?

-Wystarczająco długo, żeby się zorientować, co tu wyprawiacie. - Nie wyglądał na ani trochę speszonego.

-No to... Tak... Przepraszamy. - Wyjąkała Betty, już w pełni ubrana. - To my pójdziemy już do Juga... - Zeskoczyła ze stołu, ciągnąc mnie za sobą. Była cała czerwona. - O Boże! - Powiedziała, kiedy zatrzasnęła drzwi do mojego pokoju. - Już nigdy nie spojrzę twojemu tacie prosto w oczy!

-Nie przesadzaj. To, co robiliśmy, jest zupełnie normalne i naturalne... - Przerwała mi ciosem w ramię. - A przynajmniej się trochę odprężyłaś? - Tym razem cios był mocniejszy.

•••

-Ohh, czy to znów nasza słodka para? Przychodzicie napić się kawy, czy na wyciąganie kolejnych trupów z szafy? - Uśmiechnęła się lekko Penelope, kiedy otworzyła nam drzwi.

-Mamy nadzieję, że w tej sprawie, w której panią odwiedzamy, nie ma żadnych trupów. - Betty odwzajemniła jej uśmiech i weszliśmy do rezydencji Blossomów.

-Bardzo się cieszę, że wpadliście, bo chciałam wam podziękować. - Kobieta uśmiechnęła się do nas, kiedy szliśmy przez wielki hall. - Dzięki wam moje relacje z Cher i Archiem uległy znacznej poprawie.

-Nie zrobiliśmy nic takiego, pani Blossom... - Wybąknęła Betty, a ja pokiwałem głową, przyznając jej rację.

-Wcale nie. Uświadomiliście mi coś ważnego i dlatego teraz ja pomogę wam. Oczywiście w miarę możliwości.

Weszliśmy do tego samego saloniku, co wcześniej, ale tym razem sprawiał wrażenie dużo przytulniejszego. Być może dlatego, że grube kotary z pluszu zasłaniały okna i nie było widać cmentarza.

-No dobrze. Co chcielibyście wiedzieć? - Siedzieliśmy już z kawą i ciasteczkami, kiedy wreszcie padło to pytanie.

-Podczas naszej ostatniej wizyty powiedziała pani, że przyjaźniła się z moją mamą. - Zaczęła Betty.

-Ohh, tak. Ja i Alice byłyśmy nierozłączne. Wiecie, przez jakiś czas myślałam, że Clifford zakochał się w Ali i bałam się, że to zepsuje naszą przyjaźń. Nie przewidziałam czegoś zupełnie innego... - Westchnęła ciężko. - Twoja mama była bardzo dumną osobą, Betty. Nigdy pierwsza nie przepraszała i nie wybaczała. Wyjątek stanowił Fp, ale on zawsze był jej słabym punktem. No wiecie. Zetknęły się ze sobą dwa silne charaktery i Ali czasem musiała odpuścić. Ale wobec nikogo innego nie była tak pobłażliwa. Również względem mnie. - Przerwała na chwilę, zagryzając wargi. -Wtedy, na tej przeklętej imprezie... Pokłóciłyśmy się. Ona chciała już wracać do domu, ale ja musiałam zostać z Cliffem. Był mocno pijany i bałam się, że zrobi coś, czego będzie potem żałować. Ali obraziła się na mnie i wyszła na zewnątrz. Wtedy myślałam, że po prostu się z kimś zabrała. Ona wtedy nie piła z oczywistych względów, ale nie miała własnego auta, więc...

-Przepraszam panią, ale... Jakie są te oczywiste względy? - Powiedziała Betty, a głos lekko jej zadrżał, jakby przeczuwała odpowiedź.

-Że nie piła? To bardzo proste. Była wtedy w ciąży. Dokładnie w drugim miesiącu.

Zapadła głucha cisza. Siedzieliśmy z Betty w milczeniu i szoku. Pierwszy odezwałem się ja.

-Ale... Ale jak to możliwe? - Penelope spojrzała na mnie karcącym wzrokiem.

-Jughead, naprawdę mam ci to wyjaśniać? Chyba byłeś kiedyś na biologii.

"Ja z Ali nie zawsze to robiliśmy i mimo tego, że nie zaliczyliśmy wpadki, to jednak zawsze czekałem na jej okres z tragicznym niepokojem."

-Ja pierdole. - Wyszeptałem. - To... To było dziecko mojego ojca, prawda?

-Oczywiście. Nie mogło być nikogo innego. - Kobieta cały czas wydawała się zdziwiona naszym szokiem. - Czemu się tak temu dziwicie? Ali i Fp nigdy wam o tym nie powiedzieli?

-Ja... Myślę, że mój tata nie wie. - Wyszeptałem, oblizując wyschnięte wargi.

-Nie. To niemożliwe. Ali miała mu powiedzieć...

-Ale nie powiedziała. - Betty ukryła twarz w dłoniach. - Jughead, czy potrafisz sobie wyobrazić, że mamy gdzieś na świecie wspólną siostrę albo brata... I ona NIGDY nam o tym nie powiedziała? - Podszedłem do niej powoli i delikatnie ją objąłem.

-Spokojnie, Betts... Może miała jakiś powód...

-Nie. Nie... Nie wiem, czemu to zrobiła. Ale... Ale musimy z nią porozmawiać. Natychmiast.

•••

-Co zrobiliście?!

-Alice przyjdzie tu na obiad. - Powiedziałem spokojnie. - Według nas ma coś ważnego do przekazania zarówno tobie, jak i nam. - Spojrzałem twardo na ojca. On nic nie wie... - Tato. Zaufaj mi. Jest rzecz, o której musisz usłyszeć, a razem z Betty chcemy, żeby odbyło się to bez żadnych nieporozumień i niedomówień z obu stron. - Ojciec westchnął ciężko, ale kiwnął głową. Czekał nas długi wieczór...

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz