I need rest. {45}

3.7K 200 82
                                        

-Jugheadzie Jones! Czemu cię tak długo nie było w szkole? - Poczułem dźgnięcie długiego paznokcia na ramieniu.

-Hej V. Również miło cię widzieć. - Dziewczyna przewróciła oczami.

-Wiesz co, myślałam, że jak będziesz miał dziewczynę, to staniesz się lepszy, ale ona cię wyraźnie demoralizuje! Jesteś w szkole rzadziej ode mnie!

-Spokojnie, Ronnie. - Pokręciłem głową. - Byłem chory. Infekcja i tak dalej. Cały czas jeszcze biorę antybiotyk.

-Ale ej. To niezaraźliwe? - Dziewczyna przezornie się ode mnie odsunęła.

-Nie, spokojnie, V. W ogóle słyszałem, że dzisiaj robisz grubą posiadówę?

-B już ci powiedziała. No tak. Ale tylko my, najbliższy krąg przyjaciół. Tak dawno nie spotkaliśmy się wszyscy razem...

-No to świetnie, że dzisiaj jest taka okazja. - Klasnąłem w dłonie i zobaczyłem Betty na drugim końcu korytarza. - Betts! - Zawołałem, machając ręką. Po chwili moja dziewczyna przepchnęła się do miejsca, w którym staliśmy.

-Co tam, Jug? Jak się czujesz? - Powiedziała i przytuliła się do mnie.

-Świetnie. Jeszcze raz przepraszam cię za to, że nie dałem rady przywieźć cię do szkoły, ale ta kupa złomu aka mój motocykl się zepsuła i męczyłem się z nim cały ranek! - Potrząsnąłem głową, zirytowany.

-Spokojnie, nic się nie stało, Juggie. Od czasu do czasu przyda mi się mały spacer.

-A jak ci się spało, kochanie? - Pocałowałem ją w czoło.

-Zaskakująco spokojnie. - Uśmiechnęła się radośnie dziewczyna, ale widziałem, że nie była ze mną do końca szczera.

-Czyli nie było dzisiaj żadnych koszmarów? - Wymruczałem w jej włosy.

-Noo... Jeden, ale nie obudziłam się z krzykiem. Przynajmniej moja mama sobie pospała - wzruszyła ramionami, ale ja i tak poczułem, że coś jest nie tak.

~Perspektywa Betty~

-Na pewno wszystko okej? - Spytał Jug, a ja lekko pokiwałam głową. Tak naprawdę powrót do koszmarów po pięciu nocach spokoju nie był zbyt miły.

Siedziałam w moim pokoju, zupełnie sama. Nie patrzyłam się na szafę, ale wiedziałam, że ktoś tam jest. Tam zawsze ktoś jest. Utkany z cienia. Wyjdzie i mnie zaatakuje.

Dzisiaj zrobił to szybciej niż zwykle. Wypadł z mebla jak huragan, dzierżąc w ręku nóż, którym wymachiwał w moją stronę.

-Ty głupia, bezużyteczna suko! Jaka matka, taka córka! Jesteś parodią prawdziwego człowieka, ty głupia cipo!

Miałam ochotę skulić się i zamknąć oczy. Wiedziałam, że skoro to ojciec, to zaraz pojawi się tu również moja mama, którą ten brutal zaatakuje. Dzisiaj usłyszałam jednak inny głos.

-Zostaw ją, ty parszywa kreaturo! - Jughead wyłonił się znikąd i stanął pomiędzy ojcem utkanym z cienia, a mną.

-Jug, nie! On ma nóż! Kochanie, uważaj! - Wrzasnęłam, kiedy wielka sylwetka się na niego zamachnęła, ale on stał i przyjął cios na siebie. Z jego ust wydobył się jęk, ale ostatkiem sił wyjął zapalniczkę i podpalił cień. Ten spłonął, ale ja się nim nie interesowałam. Ważniejszy był dla mnie chłopak z nożem w piersi. Ale... Zniknął. I nóż, i Jughead. Zostałam sama ze zwęglonymi szczątkami mojego najgorszego koszmaru.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz