Dead have eyes. {34}

4.6K 241 29
                                        

Na werandzie stało dwóch poważnie wyglądających policjantów. Mimo wszystko zachowałem jako taką przytomność umysłu.

-Dobry wieczór, to ja. O co chodzi?

-Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się kogoś starszego... Przepraszamy, że nachodzimy tak późno, ale wracaliśmy akurat z przesłuchania świadków i uznaliśmy, że zajedziemy do pana.

-Więc pewnie chodzi panom o mojego ojca. Mamy tak samo na imię. - Wyjaśniłem. - Coś zrobił?

-Nie, oczywiście, że nie. Po prostu przesłuchujemy rutynowo osoby, które mogły być potencjalnymi świadkami w pewnej starej sprawie. Możemy wejść?

-Rozumiem... Tak, tak, proszę wchodzić. - Otworzyłem szerzej drzwi. - Ale pewnie się panom nie przydam, a ojca nie ma i nie wiem, czy będzie się chciało panom jechać do Seattle. A mogę wiedzieć, o jaką sprawę chodzi?

-Oh, pewnie pan nie pamięta, ale kiedyś była to słynna sprawa. Nigdy nie wyjaśnione... O, witam. Pani to? - Rzucił jeden z policjantów na widok Betty, wyłaniającej się zza rogu.

-Dobry wieczór, Elizabeth Cooper. Jestem dziewczyną tego tu. - Wskazała na mnie podbródkiem, a na usta policjanta wkradł się nieznaczny uśmiech. - Jug, zaproponowałeś panom coś do picia? - Lekko szturchnęła mnie w ramię. - Kawy, herbaty? - Uśmiechnęła się miło.

-W zasadzie napilibyśmy się kawy. Jeśli to nie problem.

-Oczywiście, że nie! Proszę, chodźmy do kuchni. - Betty poprowadziła to wszystko z imponującą zręcznością. Ja tylko podążyłem za wszystkimi na samym końcu. Dziewczyna wstawiła ekspres do kawy, a ja z policjantami usiadłem przy stole.

-Proszę, kawy dla panów. - Postawiła przed nimi filiżanki i i zabrała się do robienia picia też nam. Kiedy wszyscy mieli już aromatycznie pachnący trunek, zadałem w końcu nurtujące mnie pytanie.

-Panowie w końcu nie powiedzieli w jakiej sprawie się tu zjawili... - Zawiesiłem głos. Jeden z nich natychmiast mi odpowiedział.

-Tak, tak. Niedawno z przyczyn spadkowych znów odgrzebano starą i dawno zapomnianą sprawę. Tak jak już mówiłem, pewnie pan nie pamięta, ale dziesięć lat temu w pana sąsiedztwie doszło do morderstwa. - Zmroziło mnie. Wróciły wszystkie koszmary. - Było to zabójstwo starego leśniczego. Sprawa nigdy nie została wyjaśniona. Byliśmy dość sceptyczni co do jej wskrzeszenia, ale prokuratura kazała nam się tym powtórnie zająć. Może teraz ktoś, po tylu latach, sobie coś przypomni... - Miną policjanta świadczyła, że sam wątpił w swoje słowa, ale ja miałem przed oczami tylko martwą twarz leśniczego i plamę na podłodze. Krew, krew. Wszędzie krew. Poczułem na udzie ciepłe palce Betty i powoli wróciłem do rzeczywistości.

-Hmm, tak jak mówiłem, raczej nie będę w stanie panom pomóc. Nie pamiętam nawet samej sprawy, a co dopiero jakiś faktów. - To wszystko prześladuje mnie tyle lat. Chciałbym zapomnieć, ale nie mogę. Krew i biała sukienka...

-Tak, tak. Najzupełniej rozumiemy. Bardziej przy tej wizycie chodziło mi o twojego ojca, ale i tak dziękujemy za pomoc. I pyszną kawę. - Podniósł filiżankę w stronę Betty.

-A jeśli mogę zadać to pytanie... - Zaczęła z wahaniem dziewczyna. - To czemu akurat teraz, po dziesięciu latach, ktoś zainteresował się starą sprawą?

-Chodzi tu o sprawy spadkowe. Biologiczna córka leśniczego właśnie skończyła osiemnaście lat i dowiedziała się, kto jest jej prawdziwym ojcem. Powinna więc kiedyś dostać połowę majątku. Niestety, całość kwoty znalazła się u jedynej oprócz niej krewnej leśniczego Owensa, u jego siostry. Córka Owensa oskarżyła ciotkę o morderstwo, chociaż kobieta miała w tym czasie alibi, i teraz musieliśmy wrócić jeszcze raz do tej sprawy. Rozwiązanie jej po tylu latach wydaje się po prostu wyczynem niemożliwym. - Ciężko westchnął policjant, a ja przez cały czas jego opowieści miałem przed oczami czerwone szpilki.

•••

Po wyjściu policjantów czułem się, jak odpływają ze mnie wszelkie emocje. Schowałem twarz w dłoniach i nagle zapragnąłem poczuć zimne ostrze na przegłubie. Cały strach i napięcie by ze mnie zeszło.

Poczułem wokół siebie ciepłe ramiona i oparłem się głową o twarz Betty.

-Hej, kochanie. - Odezwała się cicho. - Jak się trzymasz?

-Betty. To... To wszystko wraca. - Wychrypiałem. - Nawet nie wiesz, ile czasu próbowałem wymazać całą tą sytuację z pamięci. Wygumkować ją dokładnie, tak, by nie pozostał po niej żaden ślad. A teraz... Teraz pojawiają się oni. Ktoś odgrzebuje tą sprawę. Ja posiadam cenne z ich perspektywy informacje, ale nigdy nie pójdę z tym na policję. Jestem tchórzem.

-Nie jesteś. - Szybko zaprzeczyła dziewczyna. - Masz po prostu traumę. I wcale ci się nie dziwię. Zresztą, nawet ci policjanci nie byli przekonani co do słuszności wszczynania kolejnego śledztwa. Nikt nie wierzy, że da się odkryć prawdę.

-I właśnie o to, chodzi, Betts! Chodzi o to, że ja chcę prawdy. Chcę wiedzieć, kto to. Kto go zabił. Ale nie jestem na tyle silny, żeby przyznać się, że wtedy tam byłem. Czy nie rozumiesz, że gdybym powiedział to od razu, to pewnie schwytaliby przestępcę? Że może to wszystko nie byłoby teraz takie ciężkie? Że może obraz tej białej sukni i czerwonych szpilek nie wracałby do mnie w snach?

-Jug. - Powiedziała stanowczo. - Byłeś wtedy tylko dzieckiem i nie mogłeś wie... - Zmarszczyła brwi. - Jaka biała suknia?

-Nie mówiłem ci? - Pokręciła głową. - Kiedy ze mną zerwałaś... To... No wiesz. Pociąłem się. - Cała się spięła, ale ja szybko kontynuowałem dalej. - No i wtedy... Przypomniałem sobie coś. Kiedy patrzyłem na tą kałużę krwi rozlaną po kafelkach. Kiedy wychodziłem z tego domu... Zobaczyłem kawałek tej kobiety w szpilkach. Miała na sobie białą sukienkę. Białą sukienkę i czerwone szpilki. Wtedy uciekłem. Chyba.

-Czyli... Jakiś czynnik przypominający zadziałał na twoją pamięć? Kiedy zobaczyłeś coś znajomego... - Dziewczyna przerwała na chwilę. - A jeśli... Jeśli przypomnisz sobie jeszcze więcej? Dzięki czynnikom?

Zmarszczyłem czoło.

-Szczerze, Betts, nie wiem o czym mówisz.

-A gdybyś na przykład wybrał się w to miejsce? Do tego domu... - Nie dałem jej skończyć.

-Nie. Nie, absolutnie nie! - Prawie krzyknąłem. - Obiecałem sobie, że nigdy więcej tam się nie pojawię i zamierzam tego dotrzymać!

-Jug... - Prosząco powiedziała Betty. - Chociaż się nad tym zastanów. Jeśli sobie coś przypomnisz, to może to pozwoli złapać sprawcę i zamknąć ten rozdział twojego życia. Przecież nic nie ryzykujesz, kochanie...

-Ryzykuję powrót traumatycznych wspomnień. - Uciąłem sucho, ale po chwili westchnąłem i powiedziałem: - No dobra, Betts. Zastanowię się nad tym. Ale teraz idźmy już spać, błagam cię. Jestem wykończony.

-Oczywiście, Jug. Chodź tutaj, ty mój wafelku.

-Czemu wafelku? - Zmarszczyłem brwi, odrobinę rozbawiony.

-Bo jest słodki i chrupiący. I kruchy. Łatwo można go zepsuć. Ale i pognieciony smakuje tak samo wspaniale.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz