W kuchni zapadła głucha cisza. Czułem, jak szumi mi w uszach.
-Ccco? - Wyjąkała Betty. Chciałem zrobić to samo, ale nie mogłem nic z siebie wydusić. To wszystko po prostu nie mieściło mi się w głowie. Czemu Alice Cooper uciekała ze swoim gwałcicielem? Czemu nie podała go na policję albo chociażby nie powiedziała o wszystkim mojemu ojcu? O co w tym wszystkim chodzi?
-Twój ojciec mnie zgwałcił, Betty. - Powiedziała spokojnie Alice. - Na jednej z imprez. Fp poszedł wcześniej do domu, bo następnego dnia miał jakieś ważne zaliczenia, a ja chciałam się jeszcze pobawić. Miałam trzymać się Penelope, Freda i Clifforda, którzy również zostali dłużej, ale w ferworze zabawy i z powodu za dużej ilości alkoholu odłączyłam się od grupy. Wyszłam na chwilę w baru, żeby odetchnąć świeżym powietrzem, kiedy mnie dopadł. Broniłam się, ale byłam pijana w sztok i to nic nie dawało. Wiedziałam kto to. Nawet się z tym nie krył.
-Ale... Czemu nie powiedziała tego pani mojemu tacie? - Zapytałem, cały czas czegoś tu nie rozumiejąc.
-Niestety, powiedziałam. - Zapadła cisza. Po chwili pani Cooper zaczęła kontynuować. - Nie było żadnego świadka, który mógł to potwierdzić, a Hal mnie uprzedził. Poszedł do Fp tej samej nocy i opowiedział o naszym spotkaniu, które podobno przebiegało za zgodą obojga. Kiedy przyszłam do niego rano i opowiedziałam swoją wersję, nie uwierzył mi. Uznał, że po prostu nie chcę się przyznać do zdrady. Zerwał ze mną tego samego dnia.
-Nie uwierzył ci? - Spytała z niedowierzaniem Betty.
-Nie. I z jednej strony wcale mu się nie dziwię. Nie było żadnych świadków. Nikt nie mógł potwierdzić mojej wersji. Ale... W jakimś stopniu cały czas mam do niego żal. Że nie zaufał dziewczynie, którą podobno kochał. - Słuchając tej historii, czułem się coraz gorzej. Jakby ktoś powoli wypompowywał ze mnie powietrze. A jeśli jestem taki sam jak ojciec? A jeśli zrobiłbym tak samo? Skrzywdziłbym Betty, która dodatkowo została skrzywdzona przez kogoś innego?
Zacząłem nerwowo drapać nadgarstki. Ślady już prawie mi się zagoiły, ale na pewno nie robiło im dobrze to, co działo się z nimi teraz.
-Jug? Jug! - Głos Betty dobiegał mnie jakby z daleka. Spojrzałem w te jej piękne, zielone oczy i poczułem jej dłonie, zaciśnięte na moich nadgarstkach. - Jughead, co się stało? - Powoli się uspokajałem. Wszystko przestało wirować.
-Ja... Nie wiem. - Wychrypiałem. Głowa tragicznie mnie napierdała. Poczułem zimne palce Betty na moim czole.
-Cholera, Jug, ty masz gorączkę. I to dużą. Mamo, przyniesiesz termometr do mnie do pokoju?
-Tak, tak. Zobaczę, jakie mam leki.
-Jug, chodź. - Powiedziała łagodnie Betty, owijająć rękę wokół mojego pasa i próbując skierować mnie na schody.
-Aaaale... Twoja mama nie dokończyła historii. Chcę ją usłyszeć. - Pokręciłem głową.
-I usłyszysz, usłyszysz, ale teraz chodź ze mną. Musisz się położyć, kochanie. - Byłem już prawie nieprzytomny, ale zauważyłem zaniepokojenie w jej tonie. Nie chciałem martwić jej bardziej, toteż chwiejnie wstałem i z jej pomocą dotarłem do pokoju dziewczyny. Betty położyła mnie na łóżku i zaczęła zdejmować mi ubrania.
-Kochanie, pochlebia mi, że chcesz się ze mną kochać, ale chyba teraz nie będę w stanie. - Wymamrotałem niewyraźnie.
-Jug, nie bądź głupi. Podnieś się trochę. - Mocowała się teraz z paskiem i suwakiem od moich spodni. Lekko uniosłem biodra, żeby łatwiej było jej je zdjąć. Kiedy zostałem w samych bokserkach, przykryła mnie po uszy kołdrą. Właśnie w tej chwili weszła jej mama.
-Betty, mam termometr i leki przeciwgorączkowe, ale zastanawiam się, czemu go tak nagle złapało. I co. W sensie... Jeszcze chwilę wcześniej był całkowicie zdrowy.
-Wydaje mi się, że wiem, o co może chodzić. - Wyszeptała, ale i tak ją słyszałem. - Pamiętasz, co ci mówiłam o tych jego ranach... Może przez nie złapał jakąś infekcję.
-To możliwe. Zmierz mu temperaturę i daj leki, a ja spojrzę na te jego nieszczęsne nadgarstki. - Zamknąłem oczy. Nie miałem już ochoty być przytomny. Za bardzo mnie bolała głowa.
•••
Obudziłem się z głową opartą na ramieniu Betty. Leżała obok mnie w łóżku i czytała coś, równocześnie głaszcząc moje włosy. Czułem się osłabiony, ale chyba gorączka już mi zeszła. Za to straszliwie chciało mi się pić.
-Betts... - Wychrypiałem.
-Już się obudziłeś? - Pocałowała mnie w czoło. - Jak się czujesz?
-Nie... Nie najlepiej. Mogłabyś mi dać coś do picia?
-Oczywiście, kochanie. - Betty wzięła z szafki szklankę wody i przystawiła mi ją do ust. Wypiłem łapczywie kilka łyków i odetchnąłem głębiej.
-Co mi jest?
-Podejrzewamy z mamą, że przez twoją osłabioną odporność spowodowaną tym nacinaniem sobie nadgarstków dostałeś jakiejś infekcji. Nie wiemy jednak jakiej i mama zadzwoniła po doktora. Przyjedzie tu chyba za około godzinę i cię dokładnie obejrzy. - Przełknąłem ślinę.
-To konieczne?
-Juggie. - Betty spojrzała na mnie poważnie. - Musimy zobaczyć, o co chodzi. To z pewnością nie jest zwykłe przeziębienie czy nawet grypa, bo zaatakowało tak szybko i niespodziewanie. I bardzo inwazyjnie. Jeśli nie chcemy jakiś powikłań... To musisz ścierpieć lekarza.
-No dobrze. - Przytuliłem się do jej talii i zamknąłem oczy. Mimowolnie zacząłem znów myśleć o moim tacie i pani Cooper. - Betts? - Wymruczałem. - Czy twoja mama ci powiedziała, czemu w końcu uciekła ze swoim oprawcą?
-Tak. - Poczułem jej palce na włosach i wymruczałem z zadowolenia. - Uciekła dlatego, że nie miała wyboru. Kiedy jej rodzice się o tym wszystkim dowiedzieli, też jej nie uwierzyli i kazali się wynosić. Wszyscy przyjaciele się od niej odwrócili, a ona została sama, bez pieniędzy i bez domu. Wtedy znalazł ją... Mój ojciec. - Te dwa słowa wypowiedziała z widocznym wstrętem. - Powiedział jej, że jeśli z nim pojedzie, to się nią zaopiekuje. Jej jedyną inną opcją było zostanie prostytutką, więc z nim uciekła. Wiedziała, że przez to wszyscy upewnią się w tym, że rzeczywiście zdradziła Fp, ale nie miało to już dla niej znaczenia.
-No to ostro. - Przyznałem, czując że znów zaczyna mi się kręcić w głowie.
-Patrz. Mama zachowała nawet jedno ich wspólne zdjęcie. - Wyjęła małą, podniszczoną fotografię. Kobieta i mężczyzna na niej stali i obejmowali się radośnie.
-Chyba rzeczywiście musieli być zakochani. - Powiedziałem cicho. - Ja tak zawsze wyobrażam sobie nas, stojących i czekających na Archa i V.
Betty wybuchła śmiechem.
-Taak. Wiesz... Nie chciałabym, żeby nasza historia się tak skończyła. - Spojrzałem na nią i dostrzegłem smutek w tych szmaragdowych oczach. - Żebyśmy też się rozstali dlatego, że jedno nie będzie ufało drugiemu. - Pochyliłem się i pocałowałem ją w czoło, nos i usta.
-Ufam ci. - Wyszeptałem, czując, jak ból głowy mi się zwiększa. - Kocham cię.
-A jakbyś zareagował, gdyby ktoś ci powiedział, że ze mną spał? Tak jak w tej sytuacji?
-To najpierw bym go zabił, a potem przyszedł spytać się ciebie, czy to prawda. Jeśli byś zaprzeczyła, albo opowiedziała taką historię jak twoja mama... - Przerwałem na chwilę, próbując zebrać myśli. - Uwierzyłbym ci. Znam cię na tyle dobrze, że wiem, że byłabyś ze mną szczera, tak samo jak ja z tobą. I gdybyś rzeczywiście mnie zdradziła, powiedziałabyś mi to. Bo wierzę... Że też mnie kochasz. A na tym polega miłość. Na szczerości wobec drugiej osoby. - Betty patrzyła na mnie chwilę w milczeniu, a potem pocałowała namiętnie.
-Wiesz, chyba zawiodłam twoje zaufanie. - Wyszeptała z ustami przy moich wargach. Zmarszczyłem brwi.
-W jaki sposób?
-Ostatnio nie przyznałam ci się, że to ja stłukłam szklankę. - Wybuchnąłem śmiechem.
-Kocham cię, ty kłamczucho.
-Ja ciebie też, romantyku.
CZYTASZ
Dark souls // Bughead
FanficJughead to marzenie każdej z dziewczyn z Riverdale High. Żadna jednak dotychczas nie zawróciła mu w głowie. Czy zrobi to mimowolnie Betty Cooper, nieśmiała i zamknięta w sobie nowa uczennica? ~opowiadanie zawiera wulgaryzmy i sceny 18+, więc jeśli k...
