Demon of justice. {26}

4.3K 234 26
                                        

Veronica już na mnie czekała.

-Jug!

-Wskakuj na motocykl! Wiem, gdzie ona jest! - Wrzasnąłem, a dziewczyna wytrzeszczyła na mnie oczy.

-Skąd?! Jak?!

-Powiem ci po drodze. Wskakuj!

Wsiadła za mną na siodełko i zaczęła zadawać milion pytań. W trakcie drogi opowiedziałem jej o telefonie i o Watch your friends.

-Czyli jest z nią w tym motelu?

-Najwyraźniej. To psychol i zwyrol. Upewnimy się, że Betty tam jest, ja unieszkodliwię tego pojeba, a ty zadzwonisz po policję. Damy radę. - Powiedziałem, zatrzymując się przed obskurnym motelem.

Wbiegliśmy do lobby i podeszliśmy prosto do okienka recepcji. Siedziała tam znudzona, starsza, zaniedbana kobieta.

-Dzień dobry. - Uśmiechnąłem się spokojnie. - Są wolne pokoje?

-Taa. Jakieś się znajdą. - Obrzuciła mnie i Ronnie znudzonym spojrzeniem. - Dwójka, jedno łóżko?

-Tak. - V szybko przytuliła się do mojego ramienia.

-Czyli znów kolejne napalone nastolatki, które chcą się ruchać. Tak samo jak ten z wczoraj. - Zmrużyłem oczy.

-Jaki z wczoraj?

-Na drugim piętrze ma pokój jakiś chłopaczek, co wczoraj przyszedł ze śpiącą dziewczyną na rękach. Też przyszli po to samo.

-Wie... Wie pani, jaki pokój? - Powiedziałem na wydechu. Kobieta spojrzała się na mnie podejrzliwie.

-A po co ci to wiedzieć?

-Proszę pani, ta dziewczyna jest naszą siostrą. Chcemy ją znaleźć, bo nasza matka się rozchorowała i chciała się z nią zobaczyć. - Popatrzyłem na Ronnie. To, co zaserwowała recepcjonistce, to chyba najgorsze i najgłupsze kłamstwo, jakie kiedykolwiek usłyszałem, ale kobieta chyba to łyknęła.

-Hmm... 035.

-Dziękujemy! Dziękujemy bardzo! - Rzuciliśmy się do schodów, słysząc za sobą gderanie kobiety.

-Pokoju już nie wezmą! Tragedia z tymi młodymi!

Wbiegałem po schodach jak opętany. Zostawiłem Ronnie trochę w tyle. Dotarłem na drugie piętro i zobaczyłem pierwsze drzwi z brzegu. 032. Pobiegłem dalej. 034. 036... 035.

Odetchnąłem głęboko i zapukałem powoli. Musiałem się upewnić, że to dobry pokój.

-Jug! - Zobaczyłem Veronicę, zziajaną, na początku korytarza.

-Kto tam? - Usłyszałem przez drewno.

-Obsługa techniczna. W łazience jest urwana słuchawka prysznicowa. Przyszedłem to naprawić. - Zełgałem szybko. Zobaczyłem, że Ronnie stanęła obok mnie.

-Nie zauważyłem niczego takiego.

-Mógłby pan otworzyć? Sprawdziłbym i mielibyśmy to z głowy.

-Nie. - To ten głos. Głos tego chuja. To on.

-Ronnie. Leć do recepcji. Błagaj o dodatkowe klucze do tego pokoju. Przekonaj ją jakoś. Czy pieniędzmi, czy...

-Okej. I może zadzwonię już na policję? - Rzuciłem jej długie spojrzenie i pokiwałem głową. Steve może być niebezpieczny nie tylko dla mnie, ale i Ronnie. Dziewczyna zbiegła na dół, a ja znów odwróciłem się do drzwi.

-Proszę pana! To jest moja praca. Muszę sprawdzić te rzeczy. Inaczej zejdę na dół i wezmę zapasowy klucz z recepcji.

-To proszę iść. Nie mam obowiązku pana wpuszczać. Jestem zajęty. - Zacisnąłem pięści.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz