I'm not ready to leave. {10}

6.6K 333 200
                                        

Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę. Ja wplotłem palce w jej włosy, a ona bawiła się guzikami mojej koszuli.

-Teraz czuję się jeszcze gorzej. - Wychrypiałem, a ona rzuciła mi zdziwione spojrzenie. - Z tym, co powiedziałem wtedy Ronnie. - Wyjaśniłem. - Nawet nie chcę wiedzieć, jak strasznie musiałaś się wtedy czuć. I potem Mantle... - Przyłożyła mi palec do ust.

-Juggie. To nie było miłe, to prawda. Ale potem mnie obroniłeś. Zrobiłeś coś, co wynagrodziło to, co powiedziałeś parokrotnie. I dlatego ci zupełnie wybaczyłam. Wiem, że nie tylko ja zmagam się z demonami. - Poczułem, że mimowolnie spinam mięśnie. Te wszystkie momenty, kiedy nie miałem wokół siebie nikogo. Nawet wroga. - Jeśli nie chcesz o tym mówić, rozumiem. - Dotknęła mojego policzka, ścierając samotną łzę, która pojawiła się dosłownie znikąd.

-Ja... może jeszcze nie teraz. - Przełknąłem gulę w gardle. - To jest coś, z czym muszę poradzić sobie sam.

-I to jest właśnie złe myślenie, Jug. - Uśmiechnęła się smutno. - Jestem z tobą tu, a nie pięć metrów pod ziemią tylko dlatego, że dałam komuś innemu sobie pomóc. Ale nie naciskam. - Oderwała się w końcu ode mnie i spojrzała z uwagą. - Pamiętaj, że jeśli będziesz chciał pogadać, to zawsze jestem.

-Podziwiam cię, że dałaś radę mi o tym powiedzieć. - Wyszeptałem. - Moja historia nie jest tak straszna, jak twoja, a i tak nie usłyszał jej dosłownie nikt.

-Hej, spokojnie. - Położyła mi rękę na piersi. - Mi też nie było łatwo się tym podzielić. Tak naprawdę nie wiedziałam, jak zareagujesz. - Opuściła głowę. - Mogłeś na przykład poczuć w stosunku do mnie obrzydzenie. Albo coś jeszcze gorszego.

Uniosłem w niedowierzaniu brwi.

-I jak ty to sobie wyobrażasz, Betts? Przecież to niemożliwe, żeby ktoś był tobą obrzydzony. - Nagle zacząłem kasłać. Chyba z tego wszystkiego naprawdę się rozchorowałem.

-I co? Było udawać? - Dziewczyna poklepała mnie delikatnie po plecach. - Teraz naprawdę się przeziębiłeś. A ja... - Spojrzała na zegarek. - Ja już powinnam się zbierać.

-Odwiozę cię.

-Nie ma mowy! - Zaoponowała. - Jeszcze bardziej się przeziębisz.

-A ja nie wyrażam zgody, żebyś szła sama w nocy przez miasto. - Kategorycznie zaprotestowałem. - Zawiozę cię i tyle.

Pomarudziła jeszcze trochę, ale ostatecznie ubraliśmy się wyszliśmy na dwór.

-Kurwa. - Zakląłem. - Betts, jest tak zimno, że nie mogę zapalić. Możemy poczekać na mojego tatę, albo zadzwonić po twoją mamę, bo nie mam zamiaru do ciebie iść w tym mrozie, a samej cię nie puszczę.

-Zadzwonię do mamy. - Zadecydowała. W międzyczasie weszliśmy z powrotem do ciepłego domu.

-Chuj! - Zaklęła siarczyście. - Też nie może zapalić. Chyba zmroziło wszelkie samochody w Riverdale.

Westchnąłem ciężko i zadzwoniłem do ojca. Oczywiście on też nie mógł uruchomić swojego złoma i powiedział, że zanocuje u Andrewsów, bo stamtąd do Pop's to rzut beretem.

-Chyba dzisiaj nie wrócisz do domu, Betts.

-Mogę...

-Nie. Nie pójdziesz pieszo. Zostaniesz u mnie. Dam ci do spania jakąś koszulkę, a jutro jest sobota, więc nie musisz martwić się szkołą. Uprzedź mamę, że będę spał na kanapie! - Krzyknąłem, podchodząc do mojej szafy i słysząc z korytarza śmiech dziewczyny.

-Co robisz? - Wsunęła głowę przez drzwi.

-Szukam ci ręcznika i jakiejś bluzki.

-A mogę sobie wybrać? - Stanęła obok mnie.

-Jasne. - Przesunąłem się w bok i patrzyłem, jak dziewczyna przegląda ubrania. W końcu wyciągnęła dość dużą, czarną koszulkę z S na środku i przyłożyła do ciała.

-Będzie mi pasować? - Zalotnie zamrugała rzęsami, a ja wybuchnąłem śmiechem.

-Tobie wszystko pasuje, Betts. - Dałem jej ręcznik i pokazałem, gdzie jest łazienka. Po jakimś czasie usłyszałem stamtąd krzyk słyszany poprzez szum wody. Od razu podbiegłem do drzwi. Były zamknięte.

-Betty?! Co się dzieje?! Betts?! Słyszysz mnie?! - Zacząłem walić gorączkowo w drzwi.

-Tttak. Przepraszam, po prostu się czegoś ppprzestraszyłam. - Odetchnąłem z ulgą.

-Wpuścisz mnie? - Powiedziałem delikatnie.

-Siedzę pod prysznicem.

-To owiń się ręcznikiem i wyjdź. Chcę po prostu zobaczyć, czy rzeczywiście wszystko jest okej.

Na chwilę zapanowała cisza, a potem usłyszałem otwierane drzwi. Zobaczyłem Betty całą i zdrową. Objąłem ją delikatnie, nie zważając na to, że jest cała mokra.

-Boże, jak dobrze, że rzeczywiście nic się nie stało. Czego się przestraszyłaś? Zobaczyłaś pająka? - Zażartowałem, ale dziewczynie nie było do śmiechu. Kurczowo się we mnie wtuliła.

-Wydawało mi się, że zobaczyłam kogoś za zasłonką. - Wskazała na prysznic. - Wiem, że nic tam nie było, ale kiedyś... To był ojciec. Pobił mnie słuchawką prysznicową. - Poczułem, jak tężeją mi mięśnie i przytuliłem ją do siebie jeszcze mocniej. - Jestem taka beznadziejna, Jughead. - Zaczęła nagle płakać. - Nie mogę nawet się umyć, żeby nie dostać ataku paniki. Jestem tak bardzo bezwartościowa...

-Ej. - Przerwałem jej ostro i wypuściłem z objęć, a potem spojrzałem prosto w oczy. - Nie wygaduj takich bzdur. To, co teraz powiedziałaś, to pierdolone kłamstwo. Jesteś wspaniała. I masz wszelkie prawo, żeby się czegoś przestraszyć. Jak każdy człowiek. Rozumiesz? - Przeszywałem ją spojrzeniem dopóki nie kiwnęła głową. - No dobra. To teraz wyjdę, a ty dokończ...

-Mógłbyś zostać? - Szybko mi przerwała. Zmarszczyłem czoło.

-Jesteś tego pewna? To będzie trochę dziwne...

-Zamkniesz oczy. Ufam ci. - Uśmiechnęła się nieśmiało. - Chyba, że nie chcesz...

-Nie! Mogę zostać. Oczywiście. Siądę sobie tutaj na pralce i zamknę oczy, a ty się kąp. - Zrobiłem to, co powiedziałem i choć bardzo mnie korciło, nie uchyliłem powiek. Wciąż brzmiał mi w uszach ten delikatny szept. Ufam ci. Jezu, co ta dziewczyna ze mną robi.

•••

Kiedy Betty się wykąpała, ja wskoczyłem pod prysznic. Oczywiście już bez dodatkowego towarzystwa. Potem wyszedłem z jeszcze mokrymi włosami zastając dziewczynę zakopaną po uszy w mojej kołdrze i przeglądajacą jakieś papiery.

-Co czytasz, Betts? - Rzuciłem się na łóżko obok niej.

-Twoje stare artykuły. Niektóre są naprawdę ciekawe... - Spojrzałem na to, co trzymała w rękach i zamarłem.

-Daj mi to. - Powiedziałem na jednym wdechu, panicznie wyrywając jej kartki. Spojrzała się na mnie przestraszona, a ja kurczowo przyciskałem do siebie te papiery.

-Jug...?

-Ja... To nie są stare artykuły. - Wykrztusiłem. - To... A przynajmniej niektóre z tych kartek... Ja... Nie rozmawiajmy o tym. - Nie mogłem jej tego powiedzieć. Cały czas miałem przed oczami krew. Mnóstwo krwi.

Dziewczyna niespodziewanie dotknęła mojego czoła.

-Jesteś rozpalony, Jug. Chyba naprawdę złapałeś jakiegoś wirusa. - Wstała z łóżka, obciągając na sobie moją koszulkę. Zaczynałem się powoli uspokajać i przeklinać swoją nieuwagę. Takich rzeczy nie zostawia się na wierzchu. Dowody zbrodni.

-Masz jakieś leki na gorączkę? - Usłyszałem z kuchni.

-Powinny być... W szafce na górze po prawej stronie. - Rzeczywiście, nagle poczułem się słaby i senny. Ale najpierw muszę ukryć gdzieś dokumenty. Ukryć gdzieś...

Ostatkiem sił wsunąłem je pod materac. Tak bardzo chciało mi się spać. Kiedy przyszła Betty, połknąłem posłusznie tabletkę, którą mi dała i nie zważając na jej protesty, wciągnąłem ją pod kołdrę. Owinąłem wokół niej ramię i momentalnie usnąłem.

Dark souls // BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz