#56

291 14 4
                                        

Ze złością zaczęłam szukać Alfreda. Znalazłam go w Jaskini.
-Czy możesz mi wytłumaczyć co ona robi tutaj?-zapytałam na dzień dobry.
Alfred odwrócił się od ekranu na którym coś obserwował. Jego wina zdradzała poczucie winy.
-Nie powinien się do tego mieszać.-powiedział bardziej do siebie niż do mnie.
Skrzyżowałam ramiona na piersi,czekając na wyjaśnienia. Alfred westchnął ciężko.
-Lepiej będzie jak pan Wayne to wytłumaczy.-odparł i odszedł.
Tak po prostu minął mnie i wyszedł z Jaskini. Odwróciłam się i patrzyłam jak odchodzi. Co tu się,kurwa,dzieje?
Przeniosłam wzrok na ekran,w który jeszcze przed chwilą gapił się Alfred. Rozpoznałam pomieszczenie do przesłuchań,ale czegoś w nim brakowało. Przyglądałam się uważnie gdy nagle doznałam olśnienia.
-Ashlynn.-szepnęłam.
Niemal biegiem rzuciłam się za Alfredem. Nie wiedziałam dokładnie w którą stronę się udał,ale byłam pewna że prędzej czy później go znajdę. Weszłam z powrotem do domu,ale nie znalazłam go. Zamiast tego niemal wpadłam na Bruce'a,który opuszczał pokój gościnny.
-Lacey.-powiedział.
-Bruce.
Starałam się nie pokazać mu jak bardzo jestem wkurwiona na niego. Przez chwilę mi się przyglądał po czym przeczesał palcami włosy. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,że za chwilę czeka nas kolejna kłótnia.
Stałam i czekałam aż się odezwie. On też stał i czekał. Miałam ochotę na niego nawrzeszczeć, wszystko się we mnie gotowało.
-Odstawiłem Ashlynn do domu. Chce żeby widziała w nas przyjaciół,a nie wrogów. Może wtedy zacznie mówić.-poinformował mnie.
Jego spokojny i rzeczowy głos jeszcze bardziej mnie poirytował.
-Nas...-prychnełam.
-Przepraszam,mówiłaś coś?
Odwróciłam głowę żeby trochę się uspokoić i znaleźć w sobie spokój. Już prawie mi się udało,ale znowu usłyszałam jak ktoś porusza się w pokoju gościnnym. Spojrzałam z powrotem na Bruce'a,ale on już na mnie nie patrzył. Jego spojrzenie było skierowane na drzwi za nim. Znałam ten rzadki wyraz malujący się na jego twarzy. Troska. Troska skierowana w stronę innej kobiety...
To wystarczyło,żeby coś we mnie pękło. Nie złość. Nie irytacja. Ani nawet nie gniew. Najpierw poczułam jedną łzę spływającą po moim policzku,a za nią setki kolejnych.
-Jak, kurwa,mogłeś mi to zrobić?-zapytałam cicho.
Nie byłam do końca pewna czy mnie słyszał,jednak odwrócił wzrok żeby znowu na mnie spojrzeć.
-Ja ci to wszystko wytłumaczę. To nie ta...-zaczął ale przerwałam mi gestem dłoni.
-To nie tak jak myślę? A jak?-powiedziałam,a mój głos stawał się coraz głośniejszy z każdym wypowiedzianym słowem.-Zaufałam Ci! Pokochałam cię! A ty jak mi się odwdzięczasz?! Sprowadzasz swoją byłą i pozwalasz jej tu zamieszkać!
-Riley potrzebowała pomocy,a ma tylko mnie.-zaczął się tłumaczyć.
-Czy ty siebie w ogóle słyszysz?! Tak się nie robi. Nie sprowadzasz swojej byłej jak mieszkasz z obecną dziewczyną!
Jego szczęka się zacisnęła. Teraz jego kolej na wrzeszczenie.
-Nikt nie powiedział że jesteś moją dziewczyną.
Te słowa i towarzyszący im chłodny ton sprawiły że zamilkłam. Poczułam rosnącą w gardle gule. Przestałam płakać,przestałam też na niego wrzeszczeć. Pokiwałam parę razy głową po czym odwróciłam się po to żeby spakować swoje rzeczy.
-Lacey.-usłyszałam za sobą.-Zaczekaj.
Ale ja nie zaczekałam. Byłam już w połowie spakowana,kiedy Bruce zatrzasnął moją walizkę.

Black Rose||BatmanOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz