Nie miałam ochoty się stroić,ale też nie miałam innego wyjścia. Nie chciałam przecież wyglądać jak zombie. Zrobiłam sobie makijaż i związałam włosy w wysoki kucyk poczym się ubrałam. Prawie nie poznałam samej siebie w lustrze. Przez ostatni czas zdążyłam się już przyzwyczaić do widoku siebie w dresach i potarganych włosach.
-Musimy się pospieszyć jeśli nie chcemy się spóźnić.-Bruce wszedł do łazienki przerywając mi moje rozmyślenia.
Odwróciłam wzrok od lustra i spojrzałam na niego. Tak jak ja postawił na czerń i teraz zapinał ostatnie kuziki swojej czarnej koszuli. Stałam przez chwilę patrząc się na niego.
-Lacey,słyszałaś mnie?-zapytał.
Pokiwałam parę razy głową i ruszyłam w kierunku drzwi,ale Bruce złapał mnie za łokieć kiedy przechodziłam obok niego.
-Nie musisz tego robić,jeśli nie chcesz. Znajdę jakąś wymówkę.-powiedział.
Szarpnęłam delikatnie moim łokciem dając mu tym samym znak żeby mnie puścił,co też uczynił.
-Jest w porządku. Mogę pojechać.-odparłam szybko i wyszłam z łazienki.
Słyszałam jak ciężko wzdycha,czując że moje słowa nie są prawdą. Jednak nic mi nie powiedział. Oboje wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Oczywiście całą podróż przebiegła w ciszy bo żadne z nas chyba za bardzo nie wiedziało co powiedzieć.
W końcu dotarliśmy na posesję państwa Colt. Po przekroczeniu bramy jechaliśmy jeszcze parę minut przez mały lasek. Po chwili wyłonił się przed nami dom. Chociaż dom to za mało powiedziane. To była jakaś pieprzona willa z mnóstwem pięter. Z początku przypominała mi stary dom Bruce'a, który mijało się w drodze do nowego. Jednak szybko zdałam sobie sprawę że ten który widzę jest chyba z dwa razy większy.
-Tylko błagam nie miej takiego wyrazu twarzy przez cały nasz pobyt tutaj.-odezwał się Bruce gasząc silnik.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę że mam szeroko otwarte oczy ze zdumienia i lekko uchylone usta.
-Postaram się.-mruknęłam.
Poczekałam aż Bruce otworzy mi drzwi i poda rękę aby pomóc mi wyjść z samochodu. Niemal w tym samym czasie,kiedy drzwi auta się zamknęły usłyszeliśmy znajomy głos.
-Tak się cieszę,że jesteście. Już się bałam,że zmieniliście zdanie.-powiedziała Angela uśmiechając się do nas promiennie.
-Nawet przez myśl nam to nie przeszło.-odaprł Bruce odwzajemniając jej uśmiech.
Po tym jak Angela nas przywitała,ruchem dłoni zaprosiła nas do środka. Weszłam zaraz za Bruce'em i od razu poczułam się strasznie mała. Staliśmy w ogromnym holu z którego wychodziły trzy korytarze. Z sufitu zwisał ogromny kryształowy żyrandol,który zachwycił mnie tym jak pięknie się mienił. Wszędzie gdzie się tylko dało stały kwiaty,których słodki zapach przyprawiał mnie niemal o mdłości. Oprócz tego moją uwagę przykuły ogromne schody z marmuru,które prowadziły na kolejne piętro.
-Po twojej minie wnioskuje,że nasz dom przypadł ci do gustu.-zaśmiała się Angela.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy,że przez ostatnią chwilę gapiłem się na wszystko jak zaczarowana. Zrobiło mi się strasznie głupio,dlatego wpuściłam wzrok i delikatnie się zaczerwienieniłam ze wstydu.
-Tak,jest piękny.-wymamrotałam tylko.
-Dziękuje. Sama go urządzałam.-odparła nasza gospodyni.-A teraz przejdźmy do jadalni. Frank już na nas czeka.
Ruszyliśmy za nią. Z całej siły starałam się nie patrzeć na wszystkie strony jak ciele w malowane wrota,ale średnio mi to wychodziło. W końcu dotarliśmy do celu. Jadalnia,jak z resztą pozostała część domu, była urządzona w dość ciemny ale przytulny sposób. Królowało tutaj ciemne drewno oraz głęboka zieleń. Jedynymi meblami w tym pomieszczeniu był ogromny stół oraz pasujące do niego krzesła. Tak jak w holu,był tutaj również żyrandol,ale znaczenie mniejszy.
-Bruce,jak dobrze cię widzieć.-powiedział ktoś.
Dopiero teraz zauważyłam,że w pomieszczeniu ktoś przebywa. Elegancki mężczyzna zbliżył się do Bruce'a i uścisnął jego dłoń.
-Sporo czasu minęło od naszego ostatniego spotkania.-zaśmiał się Bruce.-Pozwól,że przedstawię ci Lacey. Lacey to jest właśnie Frank.
Podeszłam bliżej do mężczyzny,a on uścisnął moją dłoń.
-Miło pana poznać.-powiedziałam.
-Mi również. Bruce dużo o tobie opowiadał.-odparł Frank.
-Mam nadzieję że same dobre rzeczy.-mruknęłam a wszyscy się zaśmiali.
-Skoro uprzejmości zostały już wymienione,zapraszam do stołu.-powiedziała Angela ruszając w stronę jednego z krzeseł.
Bruce popchnął mnie lekko dając mi tym samym znak żebym ruszyła przed nim. Nie chciałam tego robić,bo bałam się że zaraz strzelę jakąś gafę. Wayne widząc moje zawahanie,położył dłoń na dole moich pleców i zaczął mnie prowadzić lekko popychając.
-Chyba nie zamierzaliście zaczynać beze mnie.-usłyszeliśmy czyiś głos.
Wszyscy obrócili się w stronę drzwi gdzie stała dziewczyna niewiele starsza ode mnie. Miała długie brązowe włosy,a jej nogi zdawały się nie mieć końca co podkreślała krótka fioletowa sukienka.
-Mia,myślałam że jednak nie dasz rady przyjść.-powiedziała Angela wyraźnie zakłopotana.
Kątem oka spojrzałam na Bruce'a,który wyglądał na równie zakłopotanego jak gospodyni.
-Tylko nie mów mi że z nią spałeś.-szepnęłam.
W odpowiedzi Bruce tylko zacisnął usta co dało mi jasną odpowiedź.
-Zmieniliśmy plany.-zaszczebiotała dziewczyna.
-My?-zdziwił się Frank.
-Tak,my. Chyba nie macie nic przeciwko,że mój przyjaciel będzie nam towarzyszył?
Jakby znikąd koło niej stanął chłopak. Czarnowłosy chłopak o zielonych oczach i umięśnionej sylwetce.
-Lucas.-wyrwało mi się szeptem.
Bruce od razu na mnie spojrzał.
-Tylko nie mów mi że z nim spałaś.
CZYTASZ
Black Rose||Batman
FanfictionW dzień jest zwykłą dziewczyną studiującą prawo i na zabój zakochaną w tańcu. W nocy jednak, Lexie Anne jest jedną z najbardziej niebezpiecznych osób w Gotham City. Do tej pory dziewczyna nie dopuszczała do siebie nikogo po za siostrami,ale zarówno...
