Jak wielu mniema, Wszechświat ma postać wieżowca, gdzie najwyższe piętro zajmują Niebiosa, pod nimi Czyściec, po środku świat śmiertelny i w piwnicach leży piekło. To jednak wybitnie uproszczony schemat, gdyż Wszechświat nie operuje na tak prymitywnych pojęciach, jak góra, dół, wysoko, czy nisko. Równie dobrze rzec by można, że to piekło jest u góry i nadal byłaby to prawda, tak długo jak się piekielny świat odwróci o sto osiemdziesiąt stopni, gdyż nieważne jaką postać przyjmowało to płynne uniwersum, piekielna wieża zawsze zwrócona musiała być w stronę Niebios.
Umownie jednak Niebiosa zajmowały najwyższe piętro.
Absolutną i nie do usprawiedliwienia było jednak twierdzenie, że Czyściec znajdował się pod Niebem. Wprawdzie znajdował się obok, otaczał Niebiosa. Czyściec był białą pustynią, o piaskach zimnych i orzeźwiających jak suchy śnieg, który dryfował smugami w powietrzu, podrywany przez powiewy wiatru nieznajomego pochodzenia. Tam właśnie błąkały się ludzkie dusze, które nie zasłużyły na piekielne męki, ale których anioł stróżujący nie mógł się pofatygować, by im wskazać drogę do bram Niebios. Błąkali tak więc, nie w bólu, lecz w determinacji, czasem pociągani za modlitwy tych nadal żywych w odpowiednią stronę.
Ich przeciwieństwem teraz był jednak anioł, archanioł, który doskonale wiedział gdzie zmierza i robił to krokiem imponująco pewnym.
Dziwna była jego postać. Choć widocznie próbowała naśladować człowieka, wiele miała elementów od innych stworzeń. Był ciemnym, fioletowym z lekka punktem na tle białych piasków, lecz posiadał zarazem cztery pary lśniących, diamentowych skrzydeł. Jedne skrywały mu pas, drugie nogi, trzecie prostował za plecami, a czwarte służyły mu za strzelisty kołnierz, okrywając jego pierś. Włosy miał długie, czarne, oraz rogi, dziesiątki zwiniętych we wszystkie strony rogów, zamiast nóg łapy jak u psa, czy wilka i pawi ogon zmiatał za nim ślady, które zostawiał w piasku.
Nie był sam, lecz ta druga postać była o wiele przyjemniejsza oczom niż on.
Była niewysoka, przynajmniej w porównaniu, a kształty jej były całkiem ludzkie, okryte prostą i lekką szatą w kolorze czerwieni. Szła wyprostowana, utrzymując tempa i spojrzeniem krwawych oczu błądziła po piaskach ze znudzeniem i posmakiem goryczy na języku. Nie widać było jej twarzy, gdyż skrywała ją stalowa, diabelska maska, o złotych rogach i brwiach zmarszczonych szkaradnie we wściekłym wyrazie.
- Długo będziesz obrażony? - zapytał wreszcie archanioł, łamiąc ciszę jak metalowy pręt.
- Nie traktuj mnie jak dziecka - prychnął. - Ale mogłeś mnie o tym wcześniej poinformować.
- Mogłem, ale ty też mogłeś się domyślić. Po co miałbym ci mówić o tym spotkaniu, gdybym nie planował zabrać cię ze sobą? - odparł, brodę unosząc wysoko i zerknął na niego tylko kątem białego oka. - Poznałeś już świętych archaniołów?
- Zależy co uznajesz za poznanie. Jednego raz widziałem na oczy, drugiego szantażowałem, a trzeci ponoć mnie próbował ratować.
- Boisz się?
- Nie - odparł, jego głos ostry, lecz zarazem drgnął nieznacznie, co było wystarczającym dowodem oszustwa dla samego ojca kłamstwa.
Lucyfer prychnął cicho do siebie.
- To tylko banda szczeniaków, ale za swoje oddanie dostali tytuły archaniołów. Nawet nie są żadnego wyższego sortu. To najzwyklejsze anioły, jak Raziel, a nawet jeszcze mniej zaradne - rzekł, gestykulując jakoś gwałtowniej, prawdopodobnie przez irytację.
Jeszcze nie ukazał im się Niebiański mur, czy jakakolwiek pojmująca istota, a więc Edward uniósł stalową maskę z twarzy.
- Niezbyt za nimi przepadasz, co?
CZYTASZ
Strzelajmy W Szczury 3
FantasiTo był spokojny czas. Nieidealny może, lecz nadal spokojny, beztroski, na tyle nawet, że śmieli ujrzeć w nim prawdziwy koniec całej tej tragedii. To była jednak jedynie chwila przerwy przed wielkim finałem. Częste i niewyjaśnione przypadki opętań s...
