Mówi się, że człowiek szalony jest takim, który w kółko czyni to samo, oczekując innego wyniku. Myśl ta była nieproszoną towarzyszką jego tułaczki przez mroczne, ciasne korytarze. Zbywał ją za każdym razem tak samo. To nie szaleństwo, tylko dobra wola, nie szaleństwo, tylko determinacja, zapał, upartość, miłość. To była miłość. Zagryzał język i myślał, że zdziera sobie dłonie i obija co po chwila kark z miłości.
Po kolejnej godzinie marszu zmieszanego ze wspinaczką, zatrzymał się po raz kolejny. Obejrzał się przez ramię na Oskara. Już przedtem widział, jak bezradność w jego oczach stopniowo kiełkowała w obojętność i w tamtej właśnie chwili nastąpił rozkwit.
Edward zrozumiał, że być może ta jego miłość i upartość były odmianą szaleństwa.
Nie przejął się tym. Jak każdy szaleniec.
- Zawracamy - oznajmił, nie patrząc mu w oczy, gdy odwrócił się i ruszył z powrotem.
Oskar milczał. Zamknął oczy i przez moment skupił się wyłącznie na tym, jak rozpuszczone włosy łaskotały jego brudne, lepkie powieki.
- Edek...
- Chodź. Tam była druga droga.
- A co jest nie tak z tą? - zapytał kpiąco, wskazując w górę korytarza. - Przestrzenna, wystrój niebanalny i co najważniejsze, idzie w górę, Rudy. Musimy iść w górę.
- Jak chcesz - odwrócił się do niego gwałtownie, ściskając mocniej rękojeść miecza, przez co ostre promienie słońca wbiły się w jego dłoń - to idź.
Z tym Edward odwrócił się i ruszył z powrotem. A Oskar zastosował się do jego rady. Poszedł... tyle, że za nim.
Z ciężkim westchnieniem wspiął się z powrotem do wnęki na zasypanym końcu korytarza. Już za pierwszym razem ta niewielka dziura odkryła w nim niedoznaną przedtem klaustrofobię. Pocieszył się, że ponowne przejście powinno być prostsze.
Nie było.
- Edek, czekaj! - zawołał między stęknięciami, łapiąc się krawędzi i dźwigając do wąskiego otworu.
Edward, będąc trochę mniejszym i dużo bardziej wysportowanym, nie miał w tym miejscu tyle problemów.
- A w tamtą stronę czułeś chociaż, że jesteśmy bliżej? - zapytał Oskar, doganiając go.
- Tak. - Edward zagryzł język, by kropla krwi na jego podniebieniu zmyła wciąż obecny smak goryczy. - A potem zaczęliśmy się oddalać.
Oskar złapał dech i starł szarawy pot z czoła.
- A może to on się oddala - zasugerował z ustami wygiętymi w gorzki grymas. - Bo nie chcę nic mówić, ale koleś jest demonem. Demonem. Jeśli nasza dwójka przeżyła ten upadek to on tym bardziej. - Nie otrzymał odpowiedzi, a więc parsknął śmiechem pozbawionym rozbawienia. - Pewnie szuka wyjścia stąd. Bo wiesz, to jest to logiczne rozwiązanie, zamiast tułanie się za jakąś... magiczną więzią, czy jak ty to tam nazwałeś.
- Energii. Więź energii - poprawił, nie oglądając się na niego.
Uniósł miecz odrobinę wyżej, bo jak się okazało, Nosiciel Światła faktycznie nosił światło. Przynajmniej w tak absolutnej ciemności. Ostrze migotało delikatnie złotawym światłem, ale to wystarczyło, by widzieli ziemię pod stopami.
- Jasne. Więź energii - mruknął. - Do reszty mojej wypowiedzi nie masz komentarza?
Edward zamknął oczy i wciągnął powietrze przez zęby.
- Może nic mu nie jest - zgodził się, wreszcie odwracając w jego stronę. - A może leży gdzieś sam i potrzebuje pomocy. Nie będę ryzykować. Znam go przecież. Gdyby... Też by mnie szukał, gdyby mógł.
CZYTASZ
Strzelajmy W Szczury 3
FantasyTo był spokojny czas. Nieidealny może, lecz nadal spokojny, beztroski, na tyle nawet, że śmieli ujrzeć w nim prawdziwy koniec całej tej tragedii. To była jednak jedynie chwila przerwy przed wielkim finałem. Częste i niewyjaśnione przypadki opętań s...
