Rozdział 41

24 3 0
                                        

Musiał zasnąć, ale nie był pewien na jak długo.
Obudził się z głową na brzuchu psa, a jego sen zgoniło to przeraźliwe skrzypnięcie zardzewiałego metalu. Blask znów rozjaśnił grotę i Edward dźwignął się na łokciach, zmrużonymi oczami patrząc w stronę otworu.

Ktoś zjechał na dół z gracją godną baleriny. Zatrzymał się zaraz na końcu, białe oko spojrzało na Edwarda, po czym odwrócił się i wystawił ręce.
Zrobił to w porę by złapać dwie inne postaci, które natomiast spadły z gracją worka kartofli.

- Teraz przynajmniej nie będziemy musieli się martwić, że ktoś zdecyduje się obrazić i oddzielić od reszty - skomentował Lucyfer, Oskara i Darię dźwigając do pionu, gdy zadyszeni czepiali się go jak sterroryzowane koty.

- Być może, gdyby ktoś był szczery od samego początku, nigdy nie bylibyśmy w tej sytuacji - syknął Edward, z trudem dźwigając się na nogi.

- Być może, gdyby co poniektórzy z nas nie zachowywali się jak rozwydrzone bachory, byłbym w stanie nas z tej sytuacji wyciągnąć.

- Edek, do cholery.

Edward niemal przewrócił się, gdy nagle Daria zamieniła Lucyfera na niego i objęła go całą mocą, która tylko pozostała jej w drżących rękach. Brudna, rozczochrana i zalana łzami, twarz wtuliła w jego ramię.

- Ja już chcę do domu...

- Wiem, wiem - odetchnął, również ją obejmując. Racja. Nie czas był na spory. - Wyciągnę nas stąd, obiecuję.

- Nie będzie takiej potrzeby - przerwał Lucyfer, poprawiając pelerynę i mocniej zaciskając pasy swojego stroju. - Jesteśmy dokładnie tam, gdzie mamy być.

Edward spojrzał na niego z powątpiewaniem. Był poturbowany i brakowało mu lewego oka, ale daleko mu było do stanu krytycznego. Tu i tam jego zbroja była poszarpana, splamiona krwią, skórę miał zdrapaną i obitą, ale żaden z tych śladów nie powaliłby go na ziemię.

- Poddałeś się?

- Bardzo mocne słowo, a na dodatek niewłaściwie - uciął szorstko władca. - Prędzej pozwoliłem się tu zaprowadzić. Jeśli dowodzi nimi Duch, a tak zapewne jest, oto właśnie dotarliśmy wprost pod jego próg. Prawda Mastema?

Wszyscy obejrzeli się na Szatana, który leżał na plecach z nogami wyciągniętymi na ścianie. Gapił się wielkimi oczami w to małe światełko wiszące w powietrzu, kamień nasączony przez niego energią.

- Mastema! - Prędko po tym Lucyfer jednak odpuścił i machnął na niego ręką. - Co ważne to fakt, że wszystko idzie zgodnie z planem.

- Z planem? - prychnął Edward, ostrożnie odsuwając Darię od siebie. - Czyli twój plan zakładał, że porwą Asmodeusa? Zajebisty ten twój plan, nie ma co!

- Nie było go z wami?

- Nie! Odkąd się obudziłem, nigdzie go nie było!

- Ah... - Wzruszył ramionami. - Może więc nierozsądnym było spać?

Edward szczerze zaniemówił, prostując się, mrugając kilka razy, jakby zorientował się, że Lucyfer był tylko wytworem jego wyobrazi. Niestety, wbrew powszechnej opinii, stał przed nim naprawdę.

- Jak możesz tak mówić? - zapytał, zbyt zszokowany, zbyt rozsypany , by mieć siły na gniew. Po prostu nie chciał już tu być. Chciał mieć Asmodeusa z powrotem i o nic więcej nie śmiałby prosić. - Wiesz, że ja... - Język odmówił mu posłuszeństwa. Nie mógł, nie chciał już mówić. - Ja sobie nie wybaczę, jeśli coś mu zrobią.

Lucyfer nie odpowiadał chwilę, a nim mógł, poczuł szturchnięcie w boku. Odwrócił się gwałtownie, ale zobaczył już tylko jak Oskar równo z nim odwraca się, nagle niezwykle zainteresowany ścianą.
Władca syknął pod nosem i na sekundę przymknął oczy.

Strzelajmy W Szczury 3Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz