Rozdział 43

19 2 0
                                        

- Co byś zrobił, gdybym umarł?

Szatan niewiele spał. W gruncie rzeczy nie spał w ogóle, bo jego własna energia rozproszona była po całym świecie i bez przerwy siły spijała z ludzkiego grzechu, demonicznej nienawiści, anielskiej frustracji. Pełen był energii, która miotała się wewnątrz oraz na zewnątrz niego bez przerwy. Nie mogąc usiedzieć w miejscu potrafił obce mu istoty porywać do tańca, do zabawy i śmiał się szczerze, donośnie, usiłując odreagować tą ekscytację, która rozrywała mu serce, zaburzała oddech i prowadziła do pękania żył. Gdy nie udawało mu się, zabijał. Bił, gryzł, rozszarpywał, bo to wymagało więcej wysiłku i zazwyczaj po większej rzeźni robił się senny. Ale wciąż nie spał.

Szatan leżał natomiast, nieważne jak bardzo jego ciało porywało się do ruchu. Leżał, bo Asmodeus leżał. Cały system swojego życia obracał wokół Asmodeusa. Jeśli Asmodeus kładł się spać, to z pewnością znaczyło, że nastał wieczór i pora się kłaść, a więc Szatan kładł się wraz z nim. Nawet gdy jego sen trwał dwanaście godzin, to widocznie wieczór musiał trwać dwanaście godzin i Szatan to przekonanie narzucał wszystkim. Nie lubił, gdy ktoś go zaczepiał wieczorami.
Nie lubił też, gdy ktoś mu przeszkadzał przy śniadaniu. Bo gdy Asmodeus jadł, najwidoczniej powszechnie czas był na jedzenie i Szatan jadł wraz z nim i to co on. W końcu jeśli to je, musi to być smaczne, nawet gdy od nadmiaru cukru i przypraw białego demona aż skręcało. Po śniadaniu zazwyczaj Asmodeus gdzieś wychodził i choćby była akurat druga w nocy, dla Szatana było to popołudnie i czas spaceru.

Chodził za Asmodeusem jak cień. Wszędzie, ale nie odzywał się niepytany. A gdy Asmodeus zaś go o coś pytał, wszystko inne przestawało się liczyć i białego demona zalewał zimny pot, by na pewno udzielić jak najlepszej odpowiedzi na pytanie czy lepiej pasuje mu płaszcz karminowy czy rubinowy.
Z nim uczestniczył w spotkaniach, z nim jadał obiady, z nim czytał, z nim spędzał samotne chwile. Gdy Asmodeus był szczęśliwy, Szatan był szczęśliwy, gdy Asmodeus był zły, Szatan był wściekły, gdy Asmodeus był przestraszony, Szatan był przerażony, a uczucie to zawsze go ekscytowało. A gdy zmuszony był go karać i Asmodeus płakał, Szatan wył jak męczennik.

Gdy za to Asmodeusa przy nim nie było, nic nie robił.
Dwie przyczyny mogły ich rozdzielić. Sprawy niezwykłej wagi w Gniewie lub ogóle piekieł, albo schadzki Asmodeusa. Tego akurat Szatan nie chciał oglądać. Wiedział o jego kochankach, pozwalał mu ich widywać, ale każdy jeden, którego przypadkiem przyłapał kończył pokarany losem, przy którym śmierć blednęła.

Szatan natomiast nie był zainteresowany erotycznymi związkami z kimkolwiek poza Asmodeusem. Do nikogo poza Asmodeusem nigdy nie odczuł też sympatii. Niektórzy myśleli, że Lucyfer go interesuje, ale prawda była taka, że drugi władca w oczach Szatana tak samo mdły był jak reszta jego świty.
Poza tym w oczach innych biały demon był istotą całkowicie wyzbytą seksapilu.
Nie był brzydki co prawda, a wręcz przeciwnie. Ludzie łatwo się w nim zakochali i młodzi aniołowie też, gdy widywali go przypadkiem, nie znając jego imienia. Prędko jednak gorące uczucia mijały, bo jedno jego spojrzenie w sercu potrafiło wzbudzić terror, który gasił nawet najodważniejszą namiętność.
A sam Szatan natomiast podniecony był tylko wtedy, gdy Asmodeus był, no a wtedy Szatan nie miał okazji rozglądać się za kimś innym.

Bez Asmodeusa zachowywał się jak ktoś kompletnie obcy dla tego świata. Nigdy nie wiedział która godzina, jak się czuje, jakie jest jego zdanie na dany temat, czy jest zmęczony, czy głodny, czy co w ogóle ma ze sobą począć.

To było okropne, gdy Asmodeus porzucił go na dwa lata. Dwa lata odbijał się od ścian jak ćma, wpatrując się pusto w sufit, bo nic bardziej interesującego nie miał do oglądania.

Lubił go oglądać. Wolał go oglądać niż spać i nie ukrywał tego. Asmodeus mimo początkowych uprzedzeń zdążył się też do tego przyzwyczaić. Prędko więc te jego krwawe oczy, błyszczące jak oczy jelenia w świetle ciężarówki zaczęły mu służyć jak lampki nocne.

- Co?

- Co byś zrobił, gdybym umarł?

Często Asmodeus musiał go pytać po kilka razy. Szatan paradoksalnie za bardzo się skupiał, by go zrozumieć. Każde jedno jego słowo rozkładał sobie w myślach na sylaby, głęboko analizował każdą literę i jej tonację, to gdzie w zdaniu łapał oddech, które słowa wymawiał mocniej, dlaczego właśnie takie wybrał, a we wszystkim tym łatwo było zgubić sam sens zdania.

- Byłoby ci smutno?

- Nie dałbym ci umrzeć - odparł biały demon, nie odrywając od niego wzroku.

Nie oderwał go odkąd poprzednio wstali z łóżka. To był udany dzień.

- To hipotetyczne pytanie.

- Po co pytać, skoro to się nie stanie?

Asmodeus wzruszył ramionami.

- Bardzo by mnie ucieszyło, gdybyś odpowiedział - naciskał niezbyt głośno. - Gdybym pewnego dnia, nie wiem... Został unicestwiony, uciekł, przepadł, tak że byś mnie nigdy nie znalazł, co byś zrobił?

Szatan zepchnął na bok absurd pytania i ponownie spróbował się skupić.

- Cóż bym zrobił... - mruknął do siebie, dokładnie układając plan. - Myślę, że położył bym się tu i zaczął moje ciało rozdzierać na części póki nie dałoby się mnie złożyć z powrotem.

- Zabiłbyś się?

Szatan przytaknął.
W końcu jeśli Asmodeus nie żyje, to widocznie czas jest umrzeć.

Asmodeus parsknął.

- Ale z ciebie romantyk.

Wydawał się rozbawiony, a więc Szatan się uśmiechnął, do czasu aż Asmodeus nie przerzucił się na drugi bok, odwrócił do niego plecami i kołdrę naciągnął na nagie ramiona.
Więc nie był rozbawiony?

Zagubiony, Szatan dźwignął się i przysunął bliżej.

- Nie?

- Idź spać Bi - mruknął, zamaskowaną twarz wtulając w poduszkę.

- Ale czemu nie?

- Żebyś się pytał - prychnął, nawet nie otwierając oczu.

Szatan znów się zmieszał, jeszcze moment patrząc się w jego plecy, czarne włosy, które falami jak smoła spływały po poduszce. Biały demon wstał gwałtownie, obszedł łóżko i położył się z drugiej strony, by znów mu spojrzeć w twarz. Rama łóżka wbijała mu się w żebra, ale nie zwrócił na to uwagi.

- Smutno ci? Nie chciałem.

Ciężko było mu porzucić raz zaczęty temat. Nawet gdy nie udawało mu się go pociągnąć, potrafił jeszcze długie godziny nawiedzać jego myśli.

- Nie. - Asmodeus z początku chciał udawać, że już zasnął, ale rozmyślił się. - Po prostu nie chcę, żebyś się przeze mnie zabijał. To chyba całkiem normalne.

Brzmiał jednak na smutnego i pachniał też, a więc Szatan przysunął się, ich czoła przyciskając do siebie.

- Tak długo jak będziesz ze mną, mogę żyć nawet wiecznie.

Strzelajmy W Szczury 3Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz