Rozdział 56

27 1 2
                                        

Szatan pracował powoli i dokładnie. Brzmiało to niewiarygodnie, dopóki nie dodało się, że wcale nie robił tego z dyscypliny. Robił to z lenistwa. Tak samo jak świata, demonów, aniołów i ludzi Szatan nienawidził pracy. Nienawidził być władcą, ale widocznie te małe stworzonka tylko przez pracę uznawali czyjąś wyższość. Czy tego chciał czy nie, biały demon musiał się dostosować do ów norm. Pracował więc. Ale na gwiazdę jak bardzo tego nienawidził.

Siedział przy tym ciężkim biurku z półką pełną pergaminów za sobą. Właśnie przeglądał jeden, gdy drzwi uchyliły się i szytywnym krokiem ktoś wszedł do środka, stając na środku ze sztywnymi plecami i przemawiając sztywnym głosem:

– Gość, panie.

Biały demon burknął coś pod nosem i jego ogon pod biurkiem poruszył się jak bicz.

– Kto?

– Niejaki Asmoday – odparł Erlik z lekkim westchnieniem ukrytym za jego słowami. – Postać może ci nieznana...

Znów ogon Szatana niecierpliwie zastukał o podłogę. Wyprostował się na krześle i wlepił te czerwone oczy w Erlika, tak jak wściekły pies ślepia wbija w kota.

– I za niezbędne uznałeś przyleźć tutaj? – syknął. – Uważasz, że własny mój mąż wymaga zgody, by tu wstąpić?

Erlik uniósł chwilowo brwi, ale przełknął ciężko komentarz.

– Wybacz.

– Milcz.

– Tak, panie – odparł, posłusznie schylając głowę.

Biały demon denerwował się bez baczenia na to, czy Erlik go zapowiadał, czy nie. Kosztowało go to kilka szram na plecach, ale wreszcie Erlik nauczył się, że uniżenie i przeprosiny były jedyną dobrą odpowiedzią. Pewnego razu przeprosił nawet za swoje imię, gdy w gniewie biały demon mieszał ,,l" i ,,r".

– Przyprowadź go.

Czarny demon kiwnął głową i ponownie zniknął za drzwiami.
Korytarz między wejściem a tym ciasnym, dusznym biurem był dosyć długi, by Erlik mógł zetrzeć z twarzy kwaśny wyraz. Oznaki irytacji zawsze tylko bardziej nakręcały tego durnia.

– Właź – mruknął szorstko, opierając się ponownie o ścianę przy drzwiach.

Asmodeus prychnął pod nosem, ale nie zwrócił uwagi na jego brak manier, jak to miał w zwyczaju. W głowie gotowało mu się zbyt wiele myśli, zbyt wiele planów usiłował utrzymać w sensownym porządku, by mieć na takie bzdury dość uwagi.
Zanim jednak wszedł do korytarza, zatrzymał się chwilowo.

– Kazał ci mnie wpuścić czy przyprowadzić?

Erlik już otwierał usta, ale sam sobie przerwał, zagryzając język.

– Nie pamiętam – burknął z goryczą, chociaż raz nie zwróconą w stronę Asmodeusa.

Demon pożądania machnął tylko na niego ręką i wstąpił w ciemny, kamienny korytarz. Te ciężkie drzwi ze stali wciąż były uchylone, więc Asmodeus wyłącznie je pchnął i wszedł do środka. Zamknął je za sobą i byli sami.

Biały demon nie podniósł wzroku, wąchając wyłącznie powietrze.

– Nie odprowadził cię?

Strzelajmy W Szczury 3Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz