dzień dziecka

28 17 51
                                        

Dawniej z lizakiem biegała,
Mało płakała, dużo się śmiała.
Blondyneczka w warkoczykach,
Ze świecącymi oczkami, w delikatnych kolczykach.

Sukieneczki kochała ubierać,
Do głowy jej nie przychodziło by umierać.
Dzieciaki ją lubiły,
Przy niej pewności siebie nie gubiły.

Przyszedł czas nastoletni,
Rówieśnicy nie mniej smętni.
Weseli, rozbawieni,
Na spotkania umówieni.

Wykluczają dziewczynę w większej bluzie,
Brak makijażu, bez tego brzydką ma buzie.
Spodnie, nie spódniczki,
Papierosa nie tknie, brzydzi się popielniczki.

Oczy już nie tak błyszczące,
Usta suche, nie kuszące.
Zakochana w nauce,
W historii i sztuce.

Siedzi na parapecie,
Poważną minę ma na mecie.
W ręce jej broń,
Poranioną ma dłoń.

Śmierć na nią czyha,
Czas jej czmycha.
Jako dziewczynka by nie pomyślała,
Że zniszczy ją rana, tak niepozornie mała.

Chodź dzieckiem jest się cały czas, nie raz,
Depresja? Dla dorosłych! Nawet ją dopadła teraz.
Pierwszy czerwca przeklęty,
Dzieckiem jest każdy, każdy wyklęty.

Cierniste Łzy Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz