Wraz ze Starkiem, wjechaliśmy windą na parter. Podałam mężczyźnie swój karton i ruszyłam szybkim krokiem w kierunku sypialni Barnesa. Tony w między czasie miał zapakować wszystko do auta i wyjechać na zewnątrz. Ja natomiast musiałam sprowadzić Barnesa i Romanoff. Weszłam do pomieszczenia zastając szatyna leżącego w łóżku.
- James za 5 minut wyjeżdżamy- powiedziałam półgłosem nachylając się nad mężczyzną.
- Co? Co jest- jęknął otwierając oczy
- Wstawaj- oznajmiłam kierując się do drzwi.- Masz 5 minut, parking na dworze.
Opuściłam pokój biegnąc w stronę pokoju Natashy. Zapukałam i weszłam do środka widząc kobietę zakładającą buty.
- Parking na dworze, teraz- powiedziałam i wyszłam na korytarz. Rozejrzałam się i ruszyłam w stronę wyjścia z bazy. Co jakiś czas oglądałam się za siebie aby upewnić się, że nikt niepożądany mnie nie śledzi. Otworzyłam drzwi wychodząc na zimne, grudniowe powietrze. Dopięłam czerwony płaszcz podbiegając do samochodu Starka.
W środku, na tylnym siedzeniu, siedział podekscytowany Peter.
- Już idą- rzekłam dosiadając się do chłopaka.
- Zostawimy auto kawałek dalej, aby tak łatwo nie powiązali nas z lotniskiem- oznajmił Stark rozglądając się czujnie po parkingu. Po chwili zauważyłam Jamesa i Natashe idących w naszą stronę. Tony odpalił silnik gotów w każdej chwili odjechać. Kobieta usiadła z przodu, a Barnes wepchnął się obok mnie. Ruszyliśmy w stronę lasu, prowadzącego na główną drogę. Jechaliśmy w ciszy, każdy z nas zastanawiał się, czy mamy jakiekolwiek szanse na powodzenie. Tony załatwił dla każdego słuchawkę i mikrofon umożliwiający nam komunikacje. Po niecałych 25 minutach dojechaliśmy na opuszczone lotnisko. Mężczyzna zajechał kawałek dalej zostawiając samochód za wysokimi krzakami. Wysiedliśmy kierując się w stronę budynku, w którym czekał odrzutowiec. Spojrzałam za siebie orientując się, że nie ma z nami Petera.
- Gdzie Parker?- zapytałam zatrzymując się parędziesiąt metrów od auta.
- Pewnie się przebiera- odparł Stark wciskając przycisk na klatce piersiowej. Po chwili był już ubrany w swoją zbroje.- Friday, zeskanuj teren na obecność Petera Parkera- polecił wyciągając przed siebie dłoń.
- 87 metrów na wschód, obok pomarańczowego samochodu- poinformowała nas zbroja. Jak na zawołanie zza auta wyłonił się przebrany w nowy strój chłopak.
- Załóż słuchawkę- polecił Tony widząc urządzenie w ręku Petera.
- Ruszajmy- poleciła Natasha idąc szybkim krokiem na lotnisko.
W kilka minut doszliśmy na pas startowy. Skręciliśmy w prawo stając na ogromnym, betonowym placu będącym niegdyś parkingiem dla samolotów. Rozdzieliliśmy się aby nie stać w dużej grupie, która rzucała się w oczy. Wtem dobiegł do mnie stłumiony trzask. Podświetliłam dłonie odwracając się w stronę hałasu.
- Friday kto tu jest?- spytał Stark wyciągając rękę.
- Wanda Maximoff, Steven Rogers...
- Okej tyle wystarczy- przerwał sztucznej inteligencji Tony.
- Już tu są- szepnęłam rozglądając się na boki.
- Stark!- rozległ się znajomy krzyk.
- Rogers- westchnął brunet chowając hełm w zbroi.- Co cię tu sprowadza?- spytał kierując się w stronę blondyna.
- Stary, dobry Tony. Nigdy nie opuszcza go poczucie humoru- skomentował Steve.
- Załatwmy to jak dorośli- odpowiedział Stark stając w miejscu. Zerknęłam w stronę Parkera, chowającego się za jednym z kontenerów. Ustaliliśmy, że nie będziemy ujawniać jego obecności aż do sygnału Tony'ego.
- Czas załatwiania tego jak dorośli już minął- odparł Rogers spoglądając na mnie zdenerwowanym wzrokiem.-Wiesz, że mamy przewagę liczebną, to nie ma sensu- dodał rozkładając ręce.
- Okej dość tego, Underoos!- krzyknął Stark. Po chwili na kontenerze pojawił się chłopak, który wyrwał za pomocą sieci tarcze Steve'a, jednocześnie związując mu nią nadgarstki, po czym chwycił zwinnie broń lewą ręką.
- Dzi-Dzień dobry Kapitanie, jestem wielkim fanem- zająknął się.- Ten strój jest ekstra panie Stark, naprawdę- dodał prostując się.
- Widzę, że twój podopieczny też się zaangażował- rzucił Steve. Tony włożył z powrotem hełm i cofnął się o pare kroków. Stanęłam obok niego czekając na atak ze strony Kapitana. Wtem zza rogu wyleciała postać w podobnej zbroi do tej, co nosił Stark. Różniły się jedynie kolorami i wielkością, gdyż lecący w naszą stronę robot był srebrny.
- Rhodes?- zdziwił się Tony widząc jak mężczyzna przeciął laserem sieć, uwalniając nadgarstki Steve'a, a następnie wyrwał tarcze z rąk Petera i oddał ją Kapitanowi.
- Wybacz Tony, ale nie mogę cię poprzeć w tej kwestii- odezwał się męski głos dochodzący ze zbroi.
- Trudno, na szczęście nie wszyscy stanęli po stronie skrajnego egoizmu- dotarł do nas głos Bartona.
- Clint?- zdziwił się ponownie Stark widząc stojącego kawałek dalej mężczyznę.
- We własnej osobie- odparł stając w miejscu.
- Zadzwoniłam po niego, dzięki niemu załatwimy to szybciej i sprawniej- wyjaśniła Natasha wychodząc zza rogu, obrzucając Steve'a zirytowanym spojrzeniem.
- Masz ostatnią szanse aby się wycofać Rogers, lepiej skorzystaj- oznajmił Tony celując w niego uzbrojoną dłonią. Wtem za Kapitanem pojawił się Vision i jakiś obcy mężczyzna w hełmie przypominającym maskę do oddychania.
- Skoro żadne z nas się nie wycofuje, to sądzę, że nie ma innego wyjścia- westchnął Rogers poprawiając tarcze przyczepioną do zewnętrznej strony ręki.
- Wiecie co robić- westchnął Stark nie spuszczając wzroku z mężczyzn stojących za Stevem. Zerknęłam w stronę Barnesa schowanego za kontenerem i lekko kiwnęłam głową. Moim zadaniem było osłaniać go w drodze do odrzutowca. Stark, Romanoff i Parker mieli zatrzymać ekipę Rogersa jak najdłużej się da.
James ruszył biegiem w stronę budynku, a ja utworzyłam naokoło siebie ogromną powłokę. Biegłam pare metrów za nim, pilnując aby trzymać go w czerwonej poświacie. Wtem do moich uszu dotarł niemiłosierny hałas, zahaczający o ultradźwięki. Wrzasnęłam łapiąc się za uszy i nieświadomie likwidując barierę. Otworzyłam oczy widząc nad sobą lecącego Rhodes'a. Skurwysyn pomyślałam patrząc w stronę biegnącego Jamesa, który w ostatniej chwili wyhamował przed lecącym na niego kontenerem. Po chwili Stark podleciał bliżej strzelając do drugiego robota siatką elektryczną. Zbroja zaczęła bzyczeć po czym spadła na ziemie. Mężczyzna zdjął kask zaciskając powieki.
- Awaria systemu, zwarcie. Awaria systemu, zwarcie...- wyła maszyna.
- Wiem- jęknął Rhodes próbując naprawić przegrzany reaktor. Korzystając z okazji zerwałam się na równe nogi i pobiegłam w kierunku leżącego na wejściu do budynku kontenera. Chwyciłam go i uniosłam w powietrze umożliwiając Barnesowi wślizgnięcie się do środka. Zacisnęłam zęby starając się nie upuścić metalu na biegnącego mężczyznę. Po chwili ujrzałam zmierzającego w moją stronę Rogersa.
- Stark, mamy towarzystwo- wysapałam zerkając w stronę zbliżającego się do kontenera Barnesa.
- Dajcie mi minutę, zaraz będę w środku- oznajmił James nie oglądając się za siebie.
- Co się dzieje, kto do mnie mówi- rozległ się zdezorientowany głos Tony'ego.
- Co się dzieje?- zdziwiłam się nie odwracając uwagi od biegnącej na mnie sylwetki.- Potrzebuje tutaj kogoś!
- Coś jest w mojej zbroi, Friday włącz system przeciwpożarowy- polecił Stark.- Co to ma być!- krzyknął po chwili.
- Co tam się dzieje?- dotarł do mnie głos Natashy.
- Jeden z nich potrafi zmieniać rozmiary! Wszedł do środka mojej zbroi!- oznajmił poddenerwowany Tony.
- O czym ty mówisz! Potrzebuje pomocy, Steve zaraz do mnie dobiegnie!- wysapałam zirytowana. Gdy blondyn znajdował się niecałe 20 metrów ode mnie, obok niego przeleciała strzała. Obejrzałam się za siebie widząc Clinta celującego w Kapitana. Po chwili na Rogersa spadł wielki słup, który przecięła wystrzelona strzała, mająca malutki środek wybuchowy na czubku. Mężczyzna chwycił go dwoma rękoma, próbując przerzucić go obok siebie. Zerknęłam na trzymany przeze mnie kontener, skumulowałam w sobie całą energię i odrzuciłam go kilkanaście metrów dalej. Zakręciło mi się w głowie, nie miałam siły biec.
- Stark weź Wandę do odrzutowca- poleciła Natasha podbiegając w moją stronę.
- Lecę- odpowiedział mężczyzna.
- Ludzie? Mam mały problem- rozległ się głos Parkera w słuchawce.- Ten latający facet z kryształem na czole, próbuje mnie nim przedziurawić.
- Kuźwa, Stark pomóż mu ja się zajmę Wandą- oznajmiła po chwili rudowłosa zerkając na Rogersa, który w tamtym momencie zrzucił słup na ziemie.
- Dam radę, zajmij go czymś, ja dogonię Barnesa- poleciłam masując czoło, po czym wzbiłam się w powietrze. Podleciałam do budynku widząc Jamesa włamującego się do środka odrzutowca.
- Przesuń się- powiedziałam, po czym rozwaliłam zamek, blokujący nam dostęp.
- Musimy poczekać na resztę- westchnął zirytowany James wchodząc do środka.
- Zostań tu, ja stanę obok wejścia aby kontrolować kto tu wchodzi- oznajmiłam podbiegając do ogromnych metalowych drzwi, otwartych na oścież.
- Barnes jest w odrzutowcu, ja czekam na wejściu do garażu, pospieszcie się- poinformowałam resztę.
- Happy przyjedź tutaj, Peter będzie czekał obok mojego auta- dotarł do mnie głos Starka.
- Czy ty z kimś teraz rozmawiasz?- zdziwiła się Natasha.
- Peter z nami nie leci, to zbyt ryzykowne- odpowiedział Tony.- Właśnie lecę z nim w kierunku auta, zaraz będę przy odrzutowcu.
- Ja mogę pomóc! Naprawdę!- zapewniał zasapany chłopak.
- Czekaj tu- polecił Stark.- Lecę do ciebie Wanda, jak sytuacja?
- Czysto, parędziesiąt metrów dalej widzę Natashe walczącą ze Stevem- odparłam przyglądając się sylwetkom.
Po chwili obok mnie wylądowała zbroja Tony'ego. Mężczyzna schował hełm odsłaniając głowę.
- Nat, jak sytuacja?- spytał brunet patrząc na kobietę.
- Nie dam rady, lećcie beze mnie- wysapała kopiąc Rogersa w brzuch.
- Ja staram się zatrzymać tego co zmienia rozmiary, a w oddali widzę biegnącego na mnie T'Challe- zadźwięczał w słuchawce Clint.
- Stark idź do odrzutowca i odpal silnik, pomogę Clintowi i Natashy. Ma mój sygnał wystartuj- powiedziałam zerkając na mężczyznę.
- Jesteś pewna, że dasz rade?- zawahał się zakładając hełm.
- Nie, ale nie mamy innego wyjścia- westchnęłam podświetlając dłonie. Wzbiłam się w powietrze podlatując do Natashy. Chwyciłam czerwoną poświatą Steve'a i rzuciłam nim w T'Challe. W lecącego na mnie Wilsona wystrzeliłam kilka kul, uszkadzając mu skrzydła. Podniosłam leżący niedaleko słup i uderzyłam nim w podnoszących się z ziemi mężczyzn. Rogers ochronił się tarczą, a Czarna Pantera przeskoczyła go zwinnie, sunąc w moją stronę. Na szczęście Clint wystrzelił cztery strzały, które w trakcie lotu wyrzuciły z siebie sieci. Przygwoździł króla Wakandy do ściany najbliższego kontenera, oplatając mu nadgarstki i kostki siatką. Dla pewności chwyciłam Wilsona i rzuciłam nim o budynek będący niegdyś lotniskiem. Mężczyzna wleciał przez szybę lądując w środku.
- Biegnijcie do odrzutowca, osłaniam was- wysapałam rozglądając się na boki za Visionem.
- Jesteś pewna?- upewniła się rudowłosa.
- Biegnijcie!- krzyknęłam wyrywając jedną ze ścian kontenera i rzucając nią w biegnącego Steve'a. Przygwoździłam go nią do ziemi i wyrwałam mu tarcze z ręki.
- Wanda- dotarł do mnie spokojny głos androida.
- Vision proszę, nie każ mi znowu tego robić...- zawahałam się odrzucając na bok tarcze. W odpowiedzi Vision wystrzelił z kryształu promień, trafiając w uwolnionego i biegnącego na mnie T'Challe.
- Doszedłem do wniosku, że tak bardzo zależy ci na Alex, ponieważ widzisz w niej siebie. Leć z nimi i odbijcie ją. Zatrzymam ich- oznajmił wzbijając się w powietrze, aby powstrzymać Rhodes'a, który jak widać zdążył już naprawić swoją zbroje. Zerknęłam ostatni raz na Visiona i podleciałam do budynku.
- Startuj- poleciłam stając paręnaście metrów od wejścia.
- Widzę cię, zgarniemy cię po drodze- odpowiedziała Natasha odpalając silnik. Odrzutowiec wykołował zbliżając się z moją stronę. Nagle na środku placu stanęła gigantyczna postać.
- Co to jest!- krzyknął Stark na widok wielkiego mężczyzny. Vision próbował osłabić bo promieniem, przenikając przez jego machające na wszystkie strony ręce. Chwyciłam leżącą na ziemi ciężarówkę i rzuciłam nią w giganta. Oberwał w twarz lekko się chwiejąc. Zerknęłam w stronę starego lotniska widząc wylatującego ze środka Wilsona.
- Kuźwa jest źle- sapnęła zdenerwowana Romanoff.
- Ja i Vision się nimi zajmiemy, spróbujcie odlecieć poza jego zakres ruchów- poleciłam rzucając w wielkiego mężczyznę zaparkowanymi niedaleko autami.
- Dawaj nam na bieżąco znać, może uda ci się nas dogonić- westchnął Stark.
- Uda jej się- odezwał się milczący od dłuższego czasu Barnes.- Musi jej się udać.
Podleciałam bliżej Wilsona pchając go na ścianę. Przycisnęłam jego sylwetkę z całej siły, starając się zniszczyć mechaniczne skrzydła. Po chwili zauważyłam biegnącego na mnie T'Challe. Puściłam Sama i chwyciłam leżące na ziemi, złamane skrzydło samolotu. Rzuciłam nim w panterę, który zwinnie je ominął. Utworzyłam naokoło siebie barierę dając sobie chwile na zastanowienie się. Spojrzałam na Visiona przecinającego promieniem najbliższy kontener. Od razu skierowałam swoją uwagę na pocięte części blachy i zaczęłam nimi rzucać w giganta. Android w między czasie zaatakował Czarną Panterę próbując go obezwładnić. Na szczęście mężczyzna nie był w stanie go dotknąć, więc nie miał zbyt dużych szans. Coraz bardziej zdenerwowana podleciałam bliżej olbrzyma i chwyciłam go za nogi oplatając je czerwienią. Skumulowałam w tamtym miejscu całą energię i rzuciłam nim pare metrów dalej. Poskutkowało to tym, że mężczyzna znów wrócił do naturalnych rozmiarów.
- Gigant załatwiony- powiedziałam do słuchawki.- Gdzie jesteście?- dopytałam nie widząc nigdzie odrzutowca.
- Krążymy niedaleko lasu- odpowiedział Stark.
- Ale w naszą stronę leci Rhodes- dodała Natasha. Wzbiłam się w powietrze, kierując się w stronę oddalonego o kilkaset metrów pojazdu. Zauważyłam małą, srebrną postać lecącą kawałek za odrzutowcem. Jedną ręką trafiłam w niego czerwoną kulą, przez co się zachwiał. Drugą wystrzeliłam w nogi, dające mu napęd. Jedna z nich zaczęła mrugać. Mężczyzna starał się mnie ignorować, miał jeden cel, zatrzymać odrzutowiec. Podleciałam jeszcze bliżej i trafiłam go w rękę, uszkadzając kolejny z napędów.
- Wróć na ziemie, zanim stracisz możliwość latania!- krzyknęłam mając nadzieje, że mężczyzna mnie słyszy. W odpowiedzi strzelił do mnie laserem, który w ostatnim momencie ominęłam. Zirytowana skumulowałam jeszcze więcej energii i wystrzeliłam sporych rozmiarów kule trafiając w drugą rękę. Obie dłonie mrugnęły kilka razy, po czym zgasły. Zbroja powoli zaczęła tracić prędkość, aż w końcu runęła w dół.
- Nie!- wrzasnęłam próbując dogonić mężczyznę. Leciałam w jego stronę chcąc złapać go przed uderzeniem w ziemie. Zauważyłam kątem oka Visiona, który również leci w kierunku spadającego Rhodes'a. Wiedziałam, że jedyną opcją, jest podbicie go do góry za pomocą mocy. Jednakże do tego potrzebowałam dwóch rąk, więc straciłabym równowagę i również zaczęłabym spadać. Mężczyzna w zawrotnym tempie zbliżał się do ziemi. Kuźwa, przeklęłam w myślach po czym chwyciłam go dwoma rękoma, odpychając w stronę nadlatującego Visiona. Zanim zdążyłam znów złapać równowagę, uderzyłam z całej siły w ziemie, zamykając oczy.
CZYTASZ
PERFECT SOLDIER
FanfictionBól- tak opisałabym moje życie jednym słowem. Ból, walka i zemsta- to już bardziej rozwinięty opis. Hydra mnie porwała i zmusiła do zmiany w bezduszną maszynę. Od tego czasu wszystko się zmieniło, cały świat stanął do góry nogami. Tylko, jak to na...
