- Camila, stój!- krzyknął Peter przeciskając się przez tłum uczniów. Zatrzymałam się czekając aż chłopak do mnie dobiegnie.
- Chodź na dwór, za budynek- powiedziałam wychodząc na zewnątrz. Rozejrzałam się wokół nie widząc zbyt wielu uczniów. W końcu na dworze było kilka stopni poniżej zera, wszyscy woleli zostać w środku. Skręciłam za budynek stając obok śmietnika. Parker po chwili wyłonił się zza rogu z zaciekawionym wyrazem twarzy.
- Co się stało?- spytał opierając się o ścianę.
- Dwóch agentów TARCZY weszło do szkoły, musiałam to załatwić- odparłam wzdychając.
- Zabiłaś ich?!- wyszeptał przerażony chłopak.
- Oni chcieli zabić mnie, musiałam coś zrobić!- odpowiedziałam zirytowanym półgłosem.- Nikt nas nie widział, jedynie po fakcie zawołałam cała we łzach woźnego. Spokojnie, uwierzył, że się na nich natknęłam przypadkiem- dodałam opierając się plecami o zimny mur.
- Co teraz zrobisz?- zapytał analizując sytuacje.
- Powiadomię o wszystkim Wandę, która przekaże to Starkowi- oznajmiłam zrzucając plecak.- Daj mi chwile.
- Emm... jasne- zawahał się chłopak nie do końca pewny co chce zrobić.
Zamknęłam oczy szukając Wandy z ciemnościach. Wanda, jest problem, powiedziałam dostrzegając jej sylwetkę w oddali. Kobieta odwróciła się gwałtownie w moją stronę czekając na to co mam do powiedzenia. Dwóch agentów weszło do szkoły, chcieli mnie zabrać. Musiałam to załatwić, nie żyją. Nikt nas nie widział, zepsułam kamerę, a później zawołałam woźnego udając, że pierwszy raz ich widzę. Wszyscy myślą, że się na nich natknęłam, kazałam im tak myśleć. Gdy policjanci wezwą mnie na przesłuchanie, nasunę im myśl, że nie miałam z tym nic wspólnego, wyjaśniłam widząc coraz bardziej zestresowaną twarz Wandy. „Dobrze to rozegrałaś, mam tylko nadzieje, że naprawdę nie było żadnych świadków", westchnęła kobieta. Jedynym problemem jest to, że Fury domyśli się, że skoro jego agenci zginęli w tej szkole to musiała być moja sprawka, dodałam wzdychając głośno. Poczułam jak ktoś stuka moje ramie, prawdopodobnie był to zniecierpliwiony Peter.
- Chwile- powiedziałam nie urywając kontaktu z Wandą. Peter nie wie co się dzieje i mnie zaczepia. Powiedz proszę o wszystkim Tony'emu albo komukolwiek, kto porozmawia z TARCZĄ. Ja zajmę się policją i ewentualnymi świadkami, zaproponowałam mając nadzieje, że mój plan się powiedzie. „Okej, oby Fury nie drążył tematu i uwierzył, że to nie byłaś ty. Jest ryzyko, że raz jeszcze pośle do twojej szkoły agentów", rzekła zestresowana kobieta. „Powodzenia" dodała rozpływając się w powietrzu.
- Okej mam plan- oznajmiłam strasząc tym samym zamyślonego Petera.
- Co to było?- zapytał nie wiedząc co się ze mną działo.
- Rozmawiałam z Wandą Maximoff- odparłam podnosząc plecak.- Nieważne- dodałam widząc zdziwienie na twarzy chłopaka.
- Wracamy na lekcje?- spytał wskazując kciukiem w stronę, z której przyszliśmy.
- Musimy- westchnęłam mijając go.- Pewnie jeszcze dziś zostanę wezwana na przesłuchanie w sprawie tej dwójki agentów- jęknęłam wchodząc do budynku.
- Mówiłaś, że masz plan. Dasz radę- pocieszył mnie chłopak otwierając przede mną drzwi.
Około godziny 15 skończyliśmy lekcje. Wybiegliśmy ze szkoły chcąc zdążyć na autobus.
- Camila poczekaj!- dobiegł do mnie krzyk MJ. Zatrzymałam się gwałtownie, odwracając głowę do tyłu. Dziewczyna podbiegła do mnie ewidentnie czymś zestresowana.
- Coś się stało?- zapytałam nie do końca pewna dlaczego się do mnie odzywa.
- Chodźmy w bardziej ustronne miejsce- powiedziała rozglądając się nerwowo. Przeszedł mnie dreszcz, obawiałam się, że dziewczyna widziała całą sytuacje z agentami.
- Poczekasz?- poprosiłam zerkając na Petera.
- Jasne- odparł chłopak opierając się o słup z rozkładem jazdy i wyciągając telefon.
Ruszyłam za brunetką, która prowadziła mnie za szkołę. Stanęłyśmy przy tym samym śmietniku co ja z Parkerem.
- Posłuchaj... nic mi do tego kim jesteś i co tu robisz. Nie powiem nikomu o tej sytuacji, ale... po prostu...- jąkała się dziewczyna.
- Widziałaś tamtą akcje na korytarzu?- upewniłam się czując narastający lęk.
- Tak- szepnęła spuszczając wzrok.- Obiecuje, nie powiem o tym nikomu!- dodała natychmiastowo.
- Spokojnie, nic ci nie zrobie- uspokoiłam ją próbując zebrać do kupy wszystkie fakty.- Nie mogę powiedzieć ci wszystkiego, bo tylko bym ci zaszkodziła. Im mniej wiesz tym lepiej dla ciebie- powiedziałam czując, że tylko pogarszam sytuacje.
- Kim oni byli?- zapytała po chwili.
- Nie mogę ci powiedzieć- westchnęłam.- Ale uwierz mi, nic ci nie grozi dopóki nie będziesz tego rozpowiadać. Zajmę się tym, wszystko załatwię. Nikt się nie dowie, że byłaś świadkiem tego zdarzenia- oznajmiłam mając nadzieje, że MJ nie będzie drążyć tematu.
- Kim ty w ogóle jesteś? Znamy się jeden dzień, a już wiem, że coś jest z tobą nie tak- stwierdziła wpatrując się w moje oczy.- Czy ty masz soczewki?- spytała po chwili dalej analizując moje tęczówki.
- Co? Nie- prychnęłam odwracając wzrok.- Posłuchaj, nie mogę ci powiedzieć całej prawdy dla twojego bezpieczeństwa. Moja sytuacja jest bardziej skomplikowana niż ci się wydaje. Po prostu udawajmy, że tej rozmowy i tamtego zdarzenia nie było, okej?- zaproponowałam próbując jednocześnie wejść wgłąb jej myśli. Wolałam wymazać to wspomnienie aby upewnić się, że nie będzie jej to nurtowało.
- Co robisz?- zdziwiła się dziewczyna.- Czemu tak na mnie patrzysz?
- Robie to dla twojego bezpieczeństwa- odparłam nie odrywając wzroku od jej powiększających się źrenic.
- Przestań, to dziwne- powiedziała odwracając głowę w drugą stronę.
- Muszę wymazać to jakoś z twojej głowy- oznajmiłam próbując uspokoić szatynkę.
- Co?- niemal krzyknęła robiąc kilka kroków w tył.
- Chcesz o tym zapomnieć czy nie?- dopytałam czując jak z minuty na minutę ogarnia mnie większa irytacja i lęk.
- Niby jak?- spytała robiąc mały krok w przód.
- Jestem w stanie to zrobić. Nic ci się nie stanie, jedynie zapomnisz o tamtym incydencie- sprostowałam podchodząc bliżej.- Nie znamy się, ale możesz mi zaufać- dodałam uśmiechając się lekko.
- Peter zna prawdę?- zapytała po chwili zastanowienia. Nie odpowiedziałam. Czułam, że to naraziłoby Parkera na niepotrzebne ryzyko. MJ mogłaby wtedy połączyć fakty i wydedukować, że to on jest Spidermanem.
- Czyli tak- westchnęła nie uzyskawszy odpowiedzi.
- Nie o wszystkim- zapewniłam wykorzystując moment gdy dziewczyna na mnie patrzy. Udało mi się wejść do jej myśli. Chwyciłam granatową linię i ruszyłam wzdłuż niej mijając różne wspomnienia. Miałam na to niewiele czasu, więc przyspieszyłam rozglądając się nerwowo po ciemnościach panujących w jej głowie. Wszystkie wspomnienia spowijał mrok, czarna mgła. Pierwszy raz widziałam coś takiego, zazwyczaj obrazy są jasne i wyraźne. W końcu dotarłam do dnia dzisiejszego. Nigdy nie robiłam czegoś takiego, jak usuwanie wspomnień, zwykle tylko oglądałam te istniejące. Dotknęłam obrazu skupiając na nim całą energię. Moje ręce emanowały błękitnym światłem, które płynęło przez żyły. Zacisnęłam powieki próbując zniszczyć te chwile. Nagle ujrzałam przed sobą pusty korytarz szkolny. Zza rogu wyłonił się mężczyzna w płaszczu, a przed nim na schodach stała jakaś dziewczyna. To ja... pomyślałam zdając sobie sprawę, że oglądam całą sytuacje z perspektywy MJ, która chowała się za ścianą blisko schodów. Widziała wszystko z boku, lecz była w stanie dostrzec twarze. Wyrwałam się z tego wspomnienia wracając do ciemności. Cofnęłam się kawałek aby nie dotykać obrazu, co jak widać skutkowało wchodzeniem w niego. Skumulowałam energię i skupiłam ją na wspomnieniu. Po chwili zdałam sobie sprawę, że nic przede mną nie ma. Nie byłam pewna czy je usunęłam, czy nigdy go tu nie było. Otworzyłam szeroko oczy wracając do rzeczywistości.
- Camila? Co się dzieje? Camila?!- dochodził do mnie ledwo słyszalny głos MJ.
- C-co?- zająknęłam się odzyskując przytomność.
- Mówiłaś, że masz usunąć mi jakieś wspomnienie, więc pytam jakie- wyjaśniła dziewczyna czekając na odpowiedź.
- Pamiętasz cokolwiek związanego ze mną?- spytałam niepewnie.
- Tę dziwną rozmowę, którą teraz prowadzimy i moment jak weszłaś do klasy i usiadłaś na moim miejscu- odparła nie do końca rozumiejąc moje pytanie.
- Nic więcej?- upewniłam się czując coraz większą ulgę.
- A powinnam?- zdziwiła się szatynka.
- Nie, nie... nic więcej- odpowiedziałam z uśmiechem.- To do jutra!- rzuciłam wracając biegiem do Petera, ignorując wołającą mnie zdezorientowaną brunetkę.
Jechaliśmy w ciszy. Chłopak nie chciał być namolny, ale bardzo interesowała go moja rozmowa z MJ.
- Opowiem ci w domu- szepnęłam odwracając głowę w stronę okna.
- O-okej- odparł nie spodziewając się takiego komunikatu. Wysiedliśmy pare przystanków dalej tuż przed kamienicą Parkera. Weszliśmy do środka, a szatyn od razu usiadł na kanapie. Upewniwszy się, że May jeszcze nie wróciła, skróciłam Peterowi całą konwersacje.
- Czyli pamięta tylko waszą rozmowę na ten temat? Nic z aktualnego zdarzenia?- dopytał chłopak nie do końca rozumiejąc jak to zrobiłam.
- Tak mi się wydaje- westchnęłam podnosząc się z kanapy.- Chcesz szklankę wo...
- PADNIJ!- krzyknął Peter zrywając się z kanapy i rzucając się w moją stronę aby przewrócić mnie na podłogę. Niecałą sekundę później przez pokój przeleciały trzy pociski wystrzelone z pokoju Parkera.
- Co to kurwa było!- wrzasnęłam siadając i chowając się pod blatem wyspy kuchennej.
- Nie wiem, sama mówiłaś, że masz wrogów!- odkrzyknął równie przerażony chłopak.
- Czujesz coś jeszcze czy możemy już wstać?- zapytałam tworząc barierę ochronną i wychylając się niepewnie zza wysepki, która zasłaniała widok na salon. W ścianie, nad jedną z roślin powstały trzy dziurki obok siebie.
- Poczekaj tu- powiedział Peter kucając i wyglądając zza ściany, za którą się schował. Po chwili gwałtownie cofnął głowę, obok której przeleciał kolejny dziwny pocisk. Nie było słychać żadnego dźwięku, a nabój zatrzymał się w połowie ściany. Wtem rzuciła mi się w oczy czerwona, migająca kropeczka.
- Bomba!- krzyknęłam szarpiąc chłopaka za rękę aby przysunąć go bliżej. Utworzyłam naokoło niego niebieską bańkę, po czym wstałam i wyjęłam migające ustrojstwo ze ściany. Otoczyłam je błękitem i wyrzuciłam przez rozbite okno w pokoju Petera. W momencie gdy bomba opuściła teren mieszkania dotarł do mnie przyduszony huk. Podbiegłam do parapetu widząc odlatujący helikopter.
- Skurwysyny- warknęłam wyglądając na zewnątrz. Na szczęście nikomu, kto akurat tędy przechodził, nic się nie stało, gdyż eksplozje stłumiła niebieska bańka. Rozejrzałam się po sypialni aby upewnić się, że nikogo w niej nie ma. Wyszłam z pokoju i zlikwidowałam otaczającą Petera barierę.
- Co to było!- wrzasnął chłopak zrywając się na równe nogi.
- Już wiedzą- syknęłam wpatrując się w tynk, który odpadł z postrzelonej ściany.
- Kto to był?- zapytał podchodząc bliżej.
- Nie wiem... zgaduje, że Hydra- westchnęłam przecierając zmęczoną twarz.- Wiedziałam, że to się nie uda. Wiedziałam, że prędzej czy później mnie znajdą!- jęknęłam zirytowana.
- Spokojnie, poradzimy sobie- próbował uspokoić mnie Parker.
- To zbyt duże ryzyko- oznajmiłam stanowczo.- Pożycz mi swój telefon, zadzwonię do Tony'ego- dodałam wyciągając dłoń w stronę zdezorientowanego chłopaka. Po chwili zawahania podał mi telefon, a ja znalazłam na stronie internetowej numer do Stark Industries. Dodzwoniłam się do sekretarki Pepper, która przekierowała mnie do szefowej.
- Halo?- dotarł do mnie głos należący najprawdopodobniej do samej Pepper.
- Pani Potts? Dzwonię gdyż muszę pilnie porozumieć się z panem Starkiem- oznajmiłam chodząc naokoło kanapy.- Mówi Alex- dodałam mając nadzieje, że to ją przekona.
- Podyktuje ci jego numer- oznajmiła niemal natychmiastowo kobieta po czym odczytała szereg cyfr.
- Dziękuje- odpowiedziałam kończąc połączenie. Prędko wybrałam numer modląc się, aby Tony odebrał.
- Halo?- rozległ się zniecierpliwiony głos Starka.
- Tu Alex, jest problem- powiedziałam najszybciej jak umiałam, aby nie dopuścić do zakończenia rozmowy.
- Co się dzieje?- zapytał odzyskując emocje w głosie.
- Wystrzelili trzy pociski i bombę z jakiegoś helikoptera na dworze. Nikomu nic się nie stało, jedynie ściana w salonie jest dziurawa. Nie wiem kto to zrobił, zgaduje, że Hydra- poinformowałam mężczyznę na jednym wdechu.
- Wysyłam po ciebie Happy'ego, weź ze sobą Parkera- odparł po chwili Tony po czym zakończył połączenie.
- Jedziemy do bazy- oznajmiłam patrząc na zaciekawionego Petera.
- Czekaj, czekaj... bazy Avengers?- upewnił się chłopak ledwo powstrzymując emocje.
- No tak- zaśmiałam się podchodząc do wieszaków w przedpokoju.- Rozwalili ci okno więc za paręnaście minut będzie tu ziąb- stwierdziłam rzucając mu kurtkę.
CZYTASZ
PERFECT SOLDIER
ФанфикшнBól- tak opisałabym moje życie jednym słowem. Ból, walka i zemsta- to już bardziej rozwinięty opis. Hydra mnie porwała i zmusiła do zmiany w bezduszną maszynę. Od tego czasu wszystko się zmieniło, cały świat stanął do góry nogami. Tylko, jak to na...
