~6~

3.3K 154 11
                                        

-Mówiłeś, że będzie silniejsza i będzie miała ulepszoną kondycję. Dlaczego ona się do cholery świeci i posługuje telekinezą?!- Wrzeszczał Strucker. Uchyliłam lekko powieki, a moim oczom ukazał się dobrze mi znany gabinet. Siedziałam przykuta do metalowego fotela, a naokoło mnie stali przerażeni żołnierze.
-Śpiąca królewna się obudziła!- krzyknął wściekły Strucker i uderzył mnie z całej siły w twarz. Przez chwile zrobiło mi się słabo lecz szybko odzyskałam kontrole i chwyciłam jego nadgarstek roztrzaskując tym samym metalową obręcz, która trzymała moją dłoń. Nie spodziewał się tego ruchu. Wykorzystując jego dezorientacje wykręciłam mu rękę w drugą stronę zmuszając go tym samym do klęknięcia, po czym syknęłam mu do ucha:
- Gdzie jest Bucky?
Po moim pytaniu trzech żołnierzy próbowało uwolnić rękę szefa z mojego mocnego uścisku. Strucker milczał, czułam jednak jego złość. Nie byłam taka posłuszna jakby chciał.
- Niedługo się dowiesz, a teraz się zamknij i współpracuj- wycedził przez zaciśnięte ze złości zęby, podnosząc się przy tym z ziemi.
- Zrobimy ci parę kontrolnych badań aby odkryć przyczynę twoich nowych, nieoczekiwanych zdolności- wyjaśnił naprędce przysadzisty lekarz. Po tych słowach pobrał mi krew i sprawdził czy moje odruchy są w normie. Potem podłączył mi elektrody do głowy i analizował coś na ekranie komputera.
-Hmm to dziwne- zamyślił się, nie odrywając wzroku od ekranu.- Widzę, że twój mózg utworzył nowe,
nieznane dotychczas przez medycynę połączenia. Trochę jakby serum zadziałało poprawnie na twoje mięśnie, a dodatkowo ulepszył tez mózg. Niewiarygodne...- opowiadał zafascynowany lekarz.
-Mów po ludzku- warknął Strucker nie odrywając ode mnie wzroku.
-Chodzi o to, że jej mózg ewoluował. Dlatego tak szybko i dobrze opanowała nowe umiejętności walki. Dodatkowo utworzyła unikatowy sposób samoobrony. W ekstremalnie stresowych sytuacjach jej ciało uruchamia taki jakby protokół ochronny. Dlatego się tak świeciła i rzucała żołnierzami o ściany. Iście Fascynujące...- zamyślił się ponownie lekarz.
- Czy jest w stanie wrócić do treningów?- zapytał Strucker wbijając w mężczyznę lodowate spojrzenie.
- T-tak- zająknął się doktorek.- Od jutra może wrócić do treningów.
-Odprowadzić obiekt 48 do celi- rzucił Strucker po rosyjsku. Zaraz, zaraz... dlaczego ja rozumiem rosyjski?! Spojrzałam zdumiona na żołnierzy, uwolniłam drugą rękę i wstałam z fotela. Posłusznie udałam się do mojej celi analizując wszystko czego się dowiedziałam. Po wejściu do swojej komnaty rzuciłam do odprowadzających mnie żołnierzy:
- Spasibo, chto provodil menya v etu proklyatuyu kletku (Dziękuję za wprowadzenie mnie do tej cholernej klatki).
Mężczyźni wymienili ze sobą zdziwione spojrzenia i szybko wyszli z celi.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Następnego dnia udałam się na trening. Byłam zestresowana spotkaniem z Bucky'm, który przecież nie miał pojęcia kim jestem. W sali dalej wisiała kamera, dlatego żołnierze nie byli potrzebni. W środku czekał już na mnie Buck. Podeszłam niepewnie i stanęłam w bezpiecznej odległości od niego. Przyglądałam się jego profilowi i metalowej ręce. Stał do mnie bokiem wpatrując się czujnie w ścianę. Po chwili odwrócił głowę w moim kierunku i zaczął iść w moją stronę. Stałam w miejscu czekając na to, co zrobi. Nagle podniósł rękę chcąc uderzyć mnie w twarz. Odparłam jego nagły atak i uderzyłam go mocno w brzuch.
-Przepraszam- szepnęłam przestraszona gdy Bucky zgiął się w pół. Jednak mężczyzna nie przejął się moimi słowami i chwycił metalową ręką moją szyję unosząc mnie w górę. Czułam jak powietrze kończy mi się w płucach, a twarz robi się czerwona. W panice chwyciłam dwoma rękoma jego duszącą mnie dłoń starając się jakoś go odepchnąć. Szarpałam się parę sekund czując, że zaraz umrę.
-Puść mnie- wydusiłam ledwo łapiąc dech. Po tych słowach puścił moją szyje, a ja upadłam na podłogę kaszląc. Jeszcze pare sekund i padłabym nieprzytomna. Po chwili Zimowy podszedł mnie i podniósł do pozycji pionowej. Ledwo utrzymywałam się na nogach, lecz on chciał kontynuować trening. Stanął naprzeciwko mnie gotów na mój atak.
- Bucky, przestań- wysapałam. Po usłyszeniu znajomego imienia skrzywił się i odwrócił ode mnie wzrok.
- Ty jesteś Bucky- powiedziałam próbując się uśmiechnąć. Jednak mu nie spodobało się to, że wracam do przeszłości i kopnął mnie w brzuch. Przez siłę z jaką to zrobił odleciałam kawałek do tyłu upadając na plecy. Moje oczy zaszkliły się, ale nie z bólu fizycznego. Bolało mnie to, że znów odebrali mu najcenniejszą dla niego rzecz. Jego wspomnienia.
- Bucky obudź się!- krzyknęłam wstając z ziemi, a moje żyły lekko się podświetliły.- Wiesz kim jestem, znasz mnie!
Czułam narastającą we mnie złość i bezsilność. Wokół mnie znów pojawiła się błękitna powłoka. Niewzruszony moimi mocami Bucky ruszył w moim kierunku. Spróbował uderzyć mnie w twarz lecz jego pięść odbiła się od otaczającej mnie bariery. Ja natomiast uderzyłam go mocno w nos podcinając przy tym jego kolana. Mężczyzna upadł zdezorientowany na ziemie jakby dopiero zauważył otaczający mnie błękit. Nie chcąc dalej walczyć podałam mu dłoń chcąc pomóc mu wstać. On przyjął moją dłoń lecz w innym celu. Zwinnie wykręcił mi nadgarstek i szarpnął w swoją stronę łamiąc mi przy tym rękę. Wrzasnęłam z bólu upadając na złamaną kość. Zimowy wykorzystał moment mojego upadku i wstał przyglądając mi się czujnie.
- Kurwa, co to miało być!- krzyknęłam z wyrzutem pokazując mu złamaną rękę. On natomiast wyglądał jakby za wszelką cenę starał się sobie cokolwiek przypomnieć. Niestety zanim to się stało do sali wpadło 6 żołnierzy, a za nimi wszedł Strucker. Obrzucił naszą dwójkę lodowatym spojrzeniem i rozkazał zakuć mnie w kajdanki. Szybko podniosłam się z ziemi cofając o pare kroków.
-Mam złamaną rękę, nie zakuwajcie mnie!- krzyknęłam przerażona. Jednak jeden z nich sięgnął po moją dłoń odbijając się od powłoki ochronnej.
-Zdejmij to coś i pozwól się po dobroci zakuć- warknął Strucker. Nie chciałam z nimi walczyć, ale nie miałam bladego pojęcia jak pozbyć się świecącej bariery.
-Nie umiem!- krzyknęłam ze łzami w oczach. Bałam się. Byłam wręcz przerażona. Dlatego nie potrafiłam opuścić bariery, chroniła mnie wbrew mojej woli. Zamknęłam oczy starając się ignorować otoczenie i wyciszyć. Skupiłam się na oddechu, starałam się go unormować. Pomyślałam o wszystkim czego dowiedziałam się o Bucky'm. Obiecałam sobie, że zwrócę mu jego wspomnienia. Po chwili poczułam jak czyjaś dłoń chwyta mnie za zdrową rękę i gdzieś prowadzi. Otworzyłam oczy i jak się okazało bariera zniknęła. Trzech żołnierzy prowadziło mnie do celi, gotowi w każdej chwili mnie zastrzelić gdybym próbowała uciec. Zamknęli mnie w pośpiechu bojąc się, że któregoś zaatakuje. Opadłam zmęczona na niewygodne łóżko i oparłam głowę na metalowej, niskiej barierce. Po chwili do środka wpadł Strucker i ten śmieszny lekarz.
Najpierw doktorek założył mi opatrunek i zawiesił rękę na bandażu tworząc tym samym prowizoryczny temblak, a później Strucker do mnie podszedł i wbił we mnie złowrogie
spojrzenie. Po chwili milczenia rzekł:
-Już za 2 dni przyjedzie komisja aby ocenić twoje umiejętności i postępy jakie robisz. Biorąc pod uwagę serum, ręka powinna się do tego czasu zagoić. Jeśli jeszcze raz spróbujesz przypomnieć coś Barnesowi albo zabijesz mojego żołnierza, skończysz jak twój tatuś.
Skończysz jak swój tatuś. O nie... nie, nie, nie! To oni go zabili. Oni odebrali mi moją jedyną rodzine jaka mi pozostała. Przez nich zostałam całkiem sama. Opuszczona. Poczułam jak moje mięśnie się napinają a zdrowa dłoń lekko podświetla. Podniosłam lodowate spojrzenie na Struckera i wycedziłam:
-Zabiliście mojego ojca?
Na to pytanie odpowiedział śmiechem. Złym śmiechem. Nie wytrzymałam i zerwałam się z pryczy uderzając w mężczyznę snopem światła. Ten odbił się od ściany i upadł na ziemie. Po chwili ja również upadłam. Nie miałam siły walczyć. Nie chciałam walczyć. Słowa Struckera krążyły po mojej głowie a wszystko układało się w spójną całość. Zabili moją jedyną rodzine aby nikt mnie nie szukał jak już mnie porwą. Tylko dlaczego czekali aż 3 lata? Poczułam silne ręce unoszące mnie i niosące gdzieś daleko. Uchyliłam powieki i zerknęłam na trzymającego mnie Bucky'ego. Uśmiechnęłam się lekko, przy nim czułam się bezpiecznie. Pomimo tego, że aktualnie był wypraną z emocji maszyną do zabijania. Dawał mi poczucie jakiego bardzo potrzebowałam, poczucie bliskości i bezpieczeństwa. Nagle Zimowy położył mnie na fotelu lekarskim w laboratorium i stanął za mną. Do
pomieszczenia doszedł niestety żywy Strucker, doktorek i towarzyszący im żołnierze.
-Pożałujesz tego gówniaro- wycedził Baron i przypiął moją zdrową rękę do fotela. Poczułam metalowy uścisk na chorym barku. Kazali Bucky'emu mnie trzymać. Dlaczego go w to mieszają! Po chwili jakiś obcy mężczyzna wstrzyknął mi dziwną substancje do żył. Syknęłam cicho czując jak owa substancja płynie przez moje żyły. Nagle poczułam niemiłosierny ból głowy. Zacisnęłam zęby i powieki jakby to miało mi jakkolwiek pomóc. Ból nie znikał, wręcz nasilał się z każdą sekundą. Gdy czułam jak moja głowa wybucha wrzasnęłam nieświadomie. Poczułam, że Bucky zaciska mi na barku metalowe palce, a zdrową dłoń przykłada od tyłu do mojej głowy. Chyba nikt nie zauważył tego drobnego gestu pomocy ze strony Zimowego. Pogładził mnie delikatnie po włosach i zabrał dłoń. Poczułam ogarniający mnie spokój. On tak na mnie działał.
Ból powoli ustawał, a mięśnie się rozluźniały. Otworzyłam delikatnie oczy zerkając na Struckera i doktora, którzy czekali na moją reakcje.
-Co to za substancja?- zapytałam zachrypnięta od krzyku.
-Kontrola- odpowiedział krótko Strucker uśmiechając się chytrze.
-Co? Jaka kontrola?- zaczęłam dopytywać.
-Wyciszyliśmy u ciebie ludzkie odruchy. Ta substancja wprawiła twój mózg w... jak to powiedzieć... stan otępienia- wyjaśnił lekarz.
-Do kiedy?- zapytałam.
-Dość tych pytań. Ciesz się, że uzyskałaś jakąkolwiek odpowiedź- warknął Strucker i wyszedł z pomieszczenia. Żołnierze odpięli moją rękę z fotela i zaprowadzili do celi.

PERFECT SOLDIEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz