~2~

5.6K 178 34
                                        

  Otworzyłam lekko oczy łapiąc się za bolącą głowę. Nade mną stały przerażone dziewczyny.
-Jednak żyje- westchnęła z ulgą jedna z nich.- Nie mam zamiaru mieć na koncie martwej suki.
-Jak mnie nazwałaś?- wycedziłam wstając z podłogi. Miałam już dość tego miejsca, dość tych dziewczyn, w ogóle miałam wszystkiego dość! Na szczęście krew już nie leciała, a ból powoli mijał. Jednak adrenalina faktycznie działała przeciwbólowo.
-Patrzcie jaka waleczna- zaśmiała się brunetka.- Nazwałam cię głupią suką- szepnęła patrząc mi w oczy.
Byłam tak wściekła, że nie myślałam logicznie. Rzuciłam się na dziewczynę przewracając ją na ziemie. Okładałam ją pięściami zamroczona żalem i frustracją. Nie miałam już siły na ciągłe upokarzanie i strach. Nie była to pierwsza tego typu sytuacja, te laski się na mnie uwzięły! Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ręce i podnosi z nieprzytomnej dziewczyny. Była to nasza wychowawczyni. Zdenerwowana rzuciła mi lodowate spojrzenie i zajęła się pomaganiem mojej oprawczyni. Po chwili ocknęłam się i spojrzałam na pobitą do nieprzytomności nastolatkę. Ja to zrobiłam? Nie, to niemożliwe. Ja nie jestem agresywna! Myśli krążyły mi po głowie, a sumienie krzyczało. Przerażona złapałam pusty plecak i wybiegłam z pokoju. Nikt mnie nie gonił, więc zdecydowałam opuścić budynek. Kierowana chęcią ucieczki wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i odjechałam.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

  Po godzinie jazdy autobus się zatrzymał, a kierowca ogłosił, że to ostatni przystanek. Wysiadłam z pojazdu i spojrzałam na zegar wiszący obok przystanku. Była dokładnie 8:00, czyli moje lekcje już się rozpoczęły, a ja byłam gdzieś na końcu miasta. Zdezorientowana spojrzałam na rozkład jazdy i zdałam sobie sprawę, że jestem bardzo daleko od miejsca zamieszkania. Westchnęłam cicho i ruszyłam w kierunku pobliskiego lasu. Nie miałam ochoty na towarzystwo, chciałam ciszy i spokoju. Oczywiście mój telefon został w ośrodku, więc i tak nikt by mnie tutaj nie znalazł. Szłam przed siebie zagłębiając się przy tym w puszczę. Nowy Jork to ogromne miasto, więc musiałam już dawno opuścić jego granice skoro przed sobą miałam kilometry lasu. Szłam już jakiś czas pogrążona we własnych myślach. Co jeśli ją zabiłam? Uciekłam, więc nie mogę być pewna, że się ocknęła. Nie mogłam uciszyć swojego sumienia. Oczywiście, od czasu śmierci ojca zmieniłam się diametralnie, lecz nigdy nie miałam w naturze agresji. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu i żelazny uścisk na ustach, co ostatecznie wybiło mnie z zamartwiania się. Przerażona zaczęłam się wyrywać, na próżno. Mój oprawca był nadludzko silny. Po chwili szamotaniny w moją szyje wbiła się igła, a po moim ciele rozlał się spokój. Przestałam się szarpać z nieznajomym i upadłam na ziemie. Czułam już tylko jak ktoś mnie podnosi z ziemi i gdzieś niesie. Zasnęłam.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

  Obudziłam się w małym, ciemnym pokoju bez okien. Leżałam na starej pryczy przy kamiennej ścianie. Powoli usiadłam na „łóżku" i rozejrzałam się po pokoju. Przede mną były metalowe drzwi z małym zakratowanym okienkiem. Na prostopadłych do drzwi ścianach wisiały puste, metalowe półki. Wyglądało to trochę jak izolatka w więzieniu. Obok mojej pryczy znajdowały się drzwi, prowadzące do malutkiej łazienki z toaletą, umywalką nad którą wisiało pęknięte lustro i prysznicem. Gdzie ja do cholery jestem? Pomyślałam i jak na odpowiedź drzwi celi otworzyły się na oścież. Moim oczom ukazało się dwóch uzbrojonych mężczyzn w maskach ukazujących tylko połowę twarzy. Spojrzeli na mnie obojętnym wzrokiem i złapali za ręce zmuszając mnie przy tym do wstania z pryczy.
-Co się dzieje? Kim jesteście?- zadawałam w panice pytania. Żadne z nich nie odpowiedziało. W ciszy zaciągnęli mnie do pokoju wyglądającego jak laboratorium.
-Gdzie ja jestem!- krzyknęłam przerażona gdy posadzili mnie na niewygodnym fotelu i przypięli metalowymi obręczami za nadgarstki.
-Tishina!- odpowiedział jeden z żołnierzy i wyszedł z pokoju.
  Zostałam całkiem sama w obcym, ciemnym pomieszczeniu, starając się zrozumieć co powiedział do mnie tamten mężczyzna. W między czasie próbowałam się jakoś uwolnić, lecz obręcze nawet nie drgnęły. Zrezygnowana oparłam głowę o metalowy fotel dentystyczny. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranego zamka. Odwróciłam głowę w stronę drzwi, a moim oczom ukazał się mężczyzna wyglądający jak pseudo lekarz. Miał na sobie biały kitel i wąskie, okrągłe okulary. Był dość niski i przysadzisty przez co nie wyglądał na kogoś kto był jakkolwiek niebezpieczny.
-Co tu się dzieje?- zapytałam cicho patrząc na lekarzynę. Nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem, zaśmiał się pod nosem i wyjął z szafki strzykawkę napełnioną niebieską, świecącą substancją. Spanikowana zaczęłam się wyrywać z fotela trzymana przez metalowe kajdany.
-Leż spokojnie- powiedział mężczyzna łamaną angielszczyzną po czym poszedł do mnie i podwinął rękaw mojej bluzki.
-Chwile zaboli, ale spokojnie nic ci nie będzie- powiedział sam nie wierząc w swoje słowa i wbił igłę w moje przedramię. Momentalnie moje ciało się spięło, a niewyobrażalny ból przeszył każdy mięsień. Czułam jakby coś rozrywało moje tkanki i łączyło je na nowo. Nieświadomie zaczęłam krzyczeć na całe gardło. Zacisnęłam powieki starając się nie myśleć o bólu.
Po dłuższej chwili moje mięśnie się rozluźniły. Zdezorientowana otworzyłam oczy i zobaczyłam świecący płyn w żyłach na lewej ręce, rozpływający się po całym ciele. Nagły przypływ siły sprawił, że z łatwością wyrwałam swoje dłonie z metalowych obręczy i wstałam z fotela lekko się przy tym chwiejąc. Wtedy do pokoju wpadło kilku żołnierzy sadzając mnie z powrotem. Wściekła odepchnęłam gwałtownie jednego z nich posyłając go na ścianę. Upadł na ziemie z rozwaloną czaszką. Reszta żołnierzy spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach, którego nie potrafili zamaskować. Odsunęli się powoli, a ja patrzyłam tępo na martwego mężczyznę. Po chwili jeden z nich powiedział coś do walkie-talkie przy mundurze. Nie zrozumiałam ani słowa gdyż mówił po rosyjsku, lecz nie musiałam długo czekać by ujrzeć tego samego lekarza co wstrzyknął mi to ścierwo do żył.
-Niesamowite- szepnął po angielsku patrząc przy tym na moje świecące ciało. -Obiekt 48 gotowy do dalszych badań!- krzyknął podekscytowany do swojego walkie-talkie i wybiegł z pomieszczenia. Posłałam żołnierzom zdezorientowane spojrzenie, po czym zauważyłam wysokiego i dobrze zbudowanego mężczyznę z metalową ręką. Miał długie do ramion  brązowe włosy i stalowo szare tęczówki przeszywające mnie na wylot. Przez maskę nie byłam w stanie zobaczyć reszty jego twarzy, lecz mimo to wydawał mi się znajomy. Podszedł do mnie spokojnym krokiem i uderzył metalową dłonią w twarz. Upadłam na ziemie czując jak mój policzek pulsuje z bólu. Niewiele myśląc podniosłam się z podłogi i walnęłam go z całej siły w brzuch. Ani drgnął. Zdziwiona postanowiłam ponownie go uderzyć lecz tym razem zablokował cios, wykręcił mi rękę i za pomocą zdrowej dłoni zapiął kajdanki na wykręconym nienaturalnie nadgarstku. Krzyknęłam z bólu wyrywając mu się z żelaznego uścisku, lecz wtedy on dopiął moją wolną rękę do kajdanek i podniósł mnie z ziemi. Byłam skuta i bezbronna. Nie mając sił na dalszą walkę pozwoliłam żołnierzom wyprowadzić się z pomieszczenia. Rzuciłam tylko ostatnie spojrzenie stalowym tęczówkom i opuściłam pokój.

Mam nadzieje, że nie przeszkadza Wam to, że używam naszego alfabetu zamiast cyrylicy. Stwierdziłam po prostu iż będzie prościej to przeczytać bądź przetłumaczyć. :)

PERFECT SOLDIEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz