Kręciłam się w łóżku nie mogąc zasnąć. Ogarniał mnie ogromny stres uniemożliwiając mi odpoczynek. Usiadłam gwałtownie wpatrując się w okno, za którym rozciągał się las. Westchnęłam głośno opadając ciężko na poduszkę. Zegar wiszący na ścianie wskazywał równo 2:30. Wiedziałam, że nie zasnę, więc wstałam i poszłam do łazienki aby wziąć gorący prysznic. Około 3:00 siedziałam ubrana w czarną bluzkę z dekoltem i granatowe, luźne jeansy. Spojrzałam na puste biurko próbując przypomnieć sobie swoje życie sprzed sześciu miesięcy. Ktoś mógłby uznać, że pół roku to nic biorąc pod uwagę ile już przeżyłam oraz ile jeszcze przeżyje. Podeszłam do jednej z szafek i wyjęłam ze środka kilka zeszytów w kratkę. Większość z nich była zapisane różnymi działaniami i notatkami. Położyłam stertę na biurku i zapaliłam lampkę. Przejrzałam każdy z nich analizując działania i zapiski, świadczące o tym, że niegdyś mieszkał tu jakiś dorosły naukowiec albo fanatyk matematyki.
Schowałam puste zeszyty i długopis do kupionego przez Wandę plecaka i zasunęłam suwak.
Około 6:30 zeszłam na dół do kuchni aby zjeść jakieś śniadanie. Wyjęłam sobie jogurt próbując zapanować nad ściskającym się ze stresu żołądkiem. Usiadłam przy stole wpatrując się w las za ogromnym oknem.
- Cześć- rozległo się powitanie. Odwróciłam głowę do tyłu widząc wyjmującego patelnie Steve'a.
- Hej- odparłam wracając do jedzenia.
- Chyba nie spałaś za dobrze, prawda?- zapytał blondyn widząc moją markotną minę.
- W ogóle nie spałam- burknęłam.
- Boisz się wrócić do szkoły, bo jest to dla ciebie bardziej obce niż praca z nami?- upewnił się Rogers zerkając na mnie kątem oka.
- Dobry jesteś- zaśmiałam się siadając przy blacie na przeciwko niego.
- Z tego wiem ten chłopak też nie jest zwyczajny- powiedział po dłuższej chwili mężczyzna.- Sądzę, że nic nie będzie wam grozić, a nawet jeśli to jesteśmy jeszcze my- dodał wyjmując talerze.
- Widzę, że nasze ranne ptaszki już gotowe do działania- powiedziała sarkastycznie Natasha wchodząc do kuchni.
- Ciebie też miło widzieć- odpowiedział z uśmiechem Rogers.
- Jest za pięć siódma, Stark czeka w samochodzie- rzuciła kobieta otwierając lodówkę. Poczułam ścisk w żołądku. Zerknęłam blondyna próbując znaleźć choć odrobinę wsparcia. Poczułam bijącą od niego pewność siebie i troskę. Uśmiechnęłam się lekko zeskakując ze stołka. Wyrzuciłam opakowanie po jogurcie do kosza i ruszyłam w stronę wyjścia z kuchni.
- Do zobaczenia- powiedziałam oglądając się na Steve'a i Natashe.
- Powodzenia- odparła Romanoff posyłając mi lekki uśmiech wyglądający bardziej jak grymas. Wyszłam z kuchni kierując się do sypialni Barnesa. Chciałam się z nim pożegnać, nie mogłam tak po prostu wyjechać. Podeszłam do białych drzwi i zapukałam czekając na odpowiedź.
- Proszę- dotarł do mnie zaspany głos mężczyzny. Otworzyłam niepewnie drzwi zaglądając do środka.
- Chciałam się pożegnać- oznajmiłam stając w wejściu.
- Oh to już dziś...- zamyślił się Bucky siadając na łóżku.
- To nie jest ostatecznie pożegnanie, jeszcze się spotkamy- dodałam podchodząc do szatyna.
- Oby jak najrzadziej- dodał ze śmiechem. Było mu przykro, nie chciał abym wyjeżdżała. Wiele mu zawdzięczałam, przywiązaliśmy się do siebie w pewien sposób. Zerknęłam na niego i objęłam za szyje. Po chwili odwzajemnił gest tuląc do siebie moje plecy.
- Powodzenia Alex- szepnął odsuwając się lekko.
- Powodzenia Bucky- odpowiedziałam czując napływające do moich oczu łzy. Odwróciłam głowę w drugą stronę dyskretnie wycierając policzki.
- Muszę iść- dodałam wstając z łóżka.- Cześć- rzuciłam wychodząc w pośpiechu z pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam biegiem w stronę sypialni Wandy. Zapukałam trzy razy i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Kobieta stała akurat przed szafą wybierając ubrania, które założy. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam ją w talii.
- Oh!- krzyknęła śmiejąc się. Od razu odwzajemniła gest obejmując mnie delikatnie. Poczułam jak kilka łez spływa po moich policzkach.
- Będę tęsknić- szepnęłam odsuwając się od kobiety.
- Weź przestań, nie żegnamy się na zawsze!- zaśmiała się wycierając łzę z mojego policzka.- Idź załóż soczewki- dodała patrząc w moje zielonobrązowe oczy.
- Okej- odparłam z uśmiechem.- Do zobaczenia- dodałam wychodząc z pokoju. Pobiegłam z powrotem do mojego pokoju aby założyć owe niebieskie soczewki. Gdy byłam już gotowa zbiegłam po schodach do garażu. Od razu zobaczyłam pomarańczowe, sportowe auto Starka. Wsiadłam do środka zerkając na grzebiącego w telefonie bruneta.
- Hej- przywitałam się patrząc na jego skupiony profil.
- Mhm- mruknął pisząc do kogoś.
- Co robisz?- spytałam zerkając na ekran.
- Pisze do May Parker- odparł gasząc wyświetlacz.- Jedziemy?- zapytał odwracając się w moją stronę.
- Chyba tak...- zawahałam się odwracając wzrok.
- Wszystko się ułoży- powiedział Tony odpalając silnik. Spojrzałam na tylne siedzenie, gdzie leżał plecak oraz mała walizka.
- Te rzeczy są moje?- dopytałam odwracając głowę do przodu.
- Tak, masz tam ubrania, kosmetyczkę i pare zeszytów, które leżały na biurku- odparł mężczyzna wyjeżdżając z garażu. Jechaliśmy ponad półgodziny, gdyż zbliżały się godziny szczytu. Dojechaliśmy pod kamienice w Queens około 7:40. Wysiadłam z samochodu zabierając z tylnego siedzenia plecak oraz walizkę. Stanęłam obok bruneta czekając co dalej. Po chwili ze środka wyszła uśmiechnięta, szczupła kobieta.
- Cześć! Ty musisz być Camila?- skierowała pytanie do mnie. Przytaknęłam niepewnie, zerkając na Starka.
- Jestem May, miło mi cię poznać- dodała wyciągając dłoń. Uścisnęłam ją uśmiechając lekko.- Peter czeka na górze- oznajmiła wracając do budynku. Spojrzałam ostatni raz na Tony'ego, po czym ruszyłam za nią wgłąb korytarza, aż do staromodnej windy. Wjechałyśmy na 3 piętro kierując się na sam koniec korytarza. May otworzyła drzwi przepuszczając mnie w wejściu. Rozejrzałam się po dość sporej salono-kuchni, wypełnionej roślinami i obrazkami. Dopiero po chwili zauważyłam chłopaka opierającego się o framugę drzwi prowadzących do jego pokoju.
- Cześć- powiedziałam podchodząc bliżej.- Camila West- dodałam wyciągając dłoń.
- Pe-Peter Parker- zająknął się chłopak ściskając moją rękę.- Emm... chodź pokaże ci pokój- dodał wchodząc do pomieszczenia za nim. Weszłam do małej sypialni wypełnionej sprzętem w stylu retro. Na przeciwko wejścia, obok okna, stało piętrowe łóżko.
- Ładnie- powiedziałam uśmiechając się delikatnie.
- Dzięki- rzucił chłopak rumieniąc się.- Chcesz już dziś iść do szkoły, czy wolisz się najpierw zadomowić?- spytał po chwili.
- Wolałabym dopiero jutro- odparłam kładąc walizkę obok okna.- Ale ty idź, nie chce żebyś ze względu na mnie wagarował- dodałam rozglądając się raz jeszcze po pokoju.
- Nie ma sprawy, mogę oprowadzić cię po okolicy czy coś- zaproponował zerkając w bok. Bardzo stresował się nowymi znajomościami, był nieśmiały i skryty. Czułam jednak, że wie o mnie coś więcej niż May. Nie chciałam na starcie znajomosci wchodzić mu do głowy, wolałam szczerze porozmawiać.
- Super, to idziemy?- zapytałam z uśmiechem.
- Em.. jasne- zawahał się wychodząc z sypialni.- May, wychodzimy!- krzyknął otwierając drzwi wejściowe.
- Gdzie?- rozległo się pytanie z głębi innego pokoju.
- Oprowadzę Camile po okolicy!- odparł Peter przepuszczając mnie w drzwiach i zdejmując po drodze kurtkę z wieszaka. Zjechaliśmy windą w dół i wyszliśmy na dwór. Na ulicy kręciło się wiele ludzi, spieszących się do pracy albo szkoły.
- Prowadź- oznajmiłam zerkając na chłopaka. Ruszyliśmy wgłąb ulicy kierując się na Brooklyn. Dopięłam kurtkę i wyjęłam czapkę schowaną w kieszeni. Cały czas miałam obawy, że ktoś mnie rozpozna, a w rezultacie zaatakuje albo zabije.
- Wszystko okej?- zapytał po chwili Parker widząc moją zestresowaną twarz.
- Hm?- spytałam udając, że nie dosłyszałam pytania.
- Czy wszystko okej?- powtórzył patrząc na mnie z troską w oczach.
- Oh, tak, tak- odparłam zerkając w drugą stronę.- Po prostu kiedyś mieszkałam na Brooklynie i wszystkie wspomnienia wracają- dodałam badając grunt. Nie wiedziałam ile informacji przekazał mu Stark, chciałam wiedzieć na ile mogę być szczera z nowym współlokatorem.
- Oh... czyli znasz okolice?- odpowiedział nie wiedząc co powiedzieć. Był ciekawy, chciał dowiedzieć się o mnie czegoś więcej, czułam to.
- Może usiądziemy gdzieś w jakimś ustronnym miejscu?- zaproponowałam zatrzymując się pod ścianą jednego z budynków.
- Cóż, są godziny szczytu, więc wątpię, że takie znajdziemy- odparł chłopak rozglądając się wokoło.- Możemy pójść do domu i wrócić na miasto wieczorem- dodał czekając na odpowiedź.
- Jasne- odparłam z uśmiechem.- Może w między czasie nadrobię materiał ze szkoły- zaśmiałam się zawracając do kamienicy Parkerów.
- Długo nie chodziłaś do szkoły?- zapytał po chwili Peter.
- Pół roku- westchnęłam patrząc pod nogi.
- Dasz radę- rzekł uśmiechając się pocieszająco.
- May pracuje w domu?- zapytałam przypominając sobie o obecności kobiety.
- Nie, około 8:00 powinna wyjść do pracy- odpowiedział zerkając na zegarek wskazujący 7:45.
Weszliśmy do mieszkania od razu idąc do pokoju chłopaka. Czułam się nieswojo w obcym domu, ale to chyba normalne. Podobne odczucia miałam u Bartonów, jakbym weszła z butami w cudze życie.
- Śpisz na dole czy na górze?- zapytałam nie wiedząc gdzie usiąść.
- Obojętnie- odparł wzruszając ramionami.
- To mogę na górze?- dopytałam podchodząc do łóżka.
- Jasne- uśmiechnął się siadając przy biurku. Wtem do pokoju wpadła May w samym ręczniku.
- Oh! Wróciliście?- zdziwiła się automatycznie poprawiając ręcznik.
- Dużo ludzi, wyjdziemy wieczorem- wyjaśnił Peter wyjmując gruby zeszyt.- Pomogę Camili nadrobić zaległości- dodał pokazując kartki z obliczeniami.
- Jasne, jasne już wam nie przeszkadzam- powiedziała May zabierając szczotkę z komody .- Ciesze się, że jesteś Camila. Czuj się jak u siebie- dodała kobieta po czym wyszła zamykając drzwi.
Uśmiechnęłam się wyjmując z plecaka jeden z pustych zeszytów. Podeszłam do biurka chcąc zobaczyć ostatni zapisany przez Parkera temat oraz przeanalizować zadania. Zobaczyłam tylko nagłówek i jedno zrobione ćwiczenie.
- Nie jesteś typem kujona, co?- zaśmiałam się przewracając kilka kartek wcześniej, które również w dużej mierze świeciły pustkami.
- Nie notuje za dużo, wole słuchać- wyjaśnił wyjmując podręcznik.- Lepiej poucz się z tego- dodał podając mi książkę. Midtown jako, że było najlepszą szkołą w mieście, wymagało więcej od zwykłego liceum. Skupiali się głównie na przedmiotach ścisłych i ponad programowych, takich jak robotyka albo inżynieria. Na szczęście nigdy nie miałam problemu z matematyką, a z dodatkowymi umiejętnościami byłam w stanie szybko nadrobić materiał.
Około godziny 15:00 Peter zamówił pizzę. Zjadłam kilka kawałków analizując podręcznik od fizyki. Postanowiłam do wieczora nauczyć się wszystkiego co potrzebne na najbliższe lekcje. Została mi tylko chemia i wos. Wypiłam szklankę wody czując, że mój mózg zaraz eksploduje. Nie oderwałam wzroku od książek przez dobre 7 godzin. Peter w między czasie naprawiał stary komputer i czytał jakąś książkę związaną z robotyką. Zerknęłam na chłopaka, który zdążył pochłonąć całą pizze w niecałe 5 minut.
- Nie chcesz sobie zrobić przerwy?- zapytał widząc moje przekrwione oczy.
- Masz w domu kawę?- zmieniłam temat odwracając głowę w stronę kuchni.
- Zrobić ci?- zaproponował podchodząc do szafek i wyjmując słoik z rozpuszczalną kawą.
- Poproszę- odparłam z uśmiechem po czym wróciłam do nauki.
Wypiłam dwa kubki życiodajnego napoju i dokończyłam czytanie materiału. Było po 17, więc większość osób już wróciła do domu albo dalej siedziała w pracy. Zerknęłam na Petera, który oglądał coś na telefonie. Od razu poczuł na sobie mój wzrok i zdjął słuchawki.
- Idziemy?- zapytał chowając komórkę do kieszeni.
- Jasne- odpowiedziałam wstając z łóżka.- Gdzie pójdziemy?- spytałam zatrzymując tym samym chłopaka w drzwiach.
- Chcesz iść w ustronne miejsce?- dopytał analizując moją reakcje.
- Żeby nikt nas nie słyszał- sprostowałam mijając go w drzwiach.
- Znam takie jedno miejsce, ale trudno się tam dostać- stwierdził zakładając kurtkę.
- Dach?- upewniłam się zasuwając zamek pod szyje i zarzucając na siebie szalik.
- Bingo- odparł chowając ręce do kieszeni.- Jest taki jeden budynek, z którego widać panoramę miasta. Idzie się tam około 20 minut, ale warto- zapewnił mnie otwierając drzwi.
- Uwierz mi, 20 minut spacerku to dla mnie nic- zaśmiałam się podchodząc do windy.
- Trzeba wejść po schodach pożarowych i uważać, że nie spaść- dodał wchodząc za mną.
- Akurat ty nie musisz używać schodów- odparłam mierząc go porozumiewawczym spojrzeniem. Poczułam nagłą fale stresu zalewającą chłopaka. Odwrócił wzrok prędko wychodząc z windy.
- Nie wiem o co ci chodzi- rzucił próbując zabrzmieć naturalnie.
Całą drogę odbyliśmy w ciszy. Nie chciałam poruszać tematu na środku ulicy wśród cywilów. Każdy mógł nas usłyszeć albo śledzić. Budynek, o którym mówił Peter znajdował się na granicy Brooklynu i Queens. Wspięliśmy się po zardzewiałych schodach ostatecznie znajdując się na dachu starej, opuszczonej kamienicy. W pobliżu nie było żywej duszy. Rozejrzałam się wokoło chłonąc grudniowy mróz. Usiadłam na skraju dachu spuszczając luźno nogi. Peter usiadł obok mnie w podobny sposób. Gdyby któreś z nas spadło, byłby to śmiertelny upadek. Wpatrywałam się w piękną panoramę miasta świecącego milionami kolorów.
- Wiem kim tak naprawdę jesteś, rozmawiałam z Tonym- powiedziałam przerywając ciszę.
- Co takiego powiedział ci pan Stark?- zapytał nie odwracając wzroku od miasta.
- Na przykład, że od niedawna nie jesteś już zwykłym chłopakiem- odparłam zbierając myśli.- Nie zrobiłeś tego celowo, to był wypadek. Ugryzł cię jakiś zmutowany pająk i teraz umiesz robić sieci, chodzić po ścianach itp... Nikt nie zna prawdy oprócz Tony'ego, mnie i reszty Avengers- dodałam próbując jakkolwiek uspokoić chłopaka.
- Pan Stark też mi powiedział o tobie. Nie wszystko, tylko podstawowe informacje. Powiedział też, że lepiej żebyś ty mi o wszystkim opowiedziała- oznajmił odwracając głowę w moją stronę.
- Cóż, może ciężko ci w to uwierzyć, ale jestem dużo bardziej niebezpieczna niż ty. Mam wrogów, którzy chcą mnie dopaść. Stark ci zaufał dając mnie akurat do ciebie. Wie, że damy sobie rade, oboje się przecież ukrywamy- zaczęłam analizując reakcje szatyna.
- Nie nazywasz się Camila West, prawda?- zapytał świdrując mnie zaciekawionym wzrokiem.
- Nie- odparłam wzruszając ramionami.- Nie wiem, czy mogę ci już na tyle zaufać, aby ci zdradzić moją tożsamość- wytłumaczyłam odwracając wzrok w drugą stronę.
- Nie musisz jeśli nie chcesz, ale sekrety są u mnie bezpieczne- zapewnił mnie Peter.
- Alex- westchnęłam odchylając głowę do tyłu.- Nazywam się Alex.
- Miło mi cię poznać Alex- odpowiedział z uśmiechem.
- Twój instynkt, który wyczuwa zagrożenie działa, prawda?- upewniłam się przypominając sobie o mężczyźnie z magazynu oraz bazy TARCZY.
- Z tego co wiem to tak- zawahał się chłopak.- Sądzisz, że coś nam grozi?- dopytał automatycznie rozglądając się na boki.
- Zawsze jest takie ryzyko- odpowiedziałam kładąc się na plecach aby podziwiać gwiazdy.
- Chodzi ci o te Hydrę?- zapytał zerkając na mnie.
- Między innymi- jęknęłam przecierając oczy.- W tym momencie bardziej obawiam się TARCZY.
- TARCZY?!- niemal krzyknął przerażony Parker.
- Ciii!- syknęłam siadając gwałtownie-Nie jestem przestępcą, okej? Jestem oskarżona o udział w ataku terrorystycznym w Wiedniu. Oczywiście niesłusznie, bo gdy do niego doszło, znajdowałam się na Syberii w bazie Hydry- wytłumaczyłam kładąc się z powrotem na beton.
- Chodzi o podłożoną bombę w budynku ONZ?- dopytał niepewnie.- Pan Stark coś wspominał, ale nie wiedziałem o co dokładnie chodzi...
- Mhm- mruknęłam potwierdzając obawy Parkera.- Tak więc król T'Challa również chciał mnie zabić i pewnie by to zrobił, gdyby nie Wanda- dodałam wpatrując się świecące punkciki na niebie.
- Wanda Maximoff?- zapytał szatyn.
- Tak, też ma doświadczenia z Hydrą- wyjaśniłam widząc na niebie lecący samolot.
- Twoi rodzice wiedzą, że wróciłaś?- spytał po chwili.
- Wątpię, bo nie żyją- westchnęłam.
- Ou- speszył się Peter.- Witaj w klubie- dodał kładąc się obok mnie.
- Ty chociaż masz kochającą ciocie- stwierdziłam odwracając głowę w stronę chłopaka.
- Doceniam to- zapewnił mnie szatyn.- Czyli porwano cię, gdy byłaś w domu dziecka?- upewnił się również odwracając twarz w moją stronę.
- Tak...- potwierdziłam wkładając ręce pod głowę.- Całe życie spędziłam na Brooklynie, a teraz czuje się tu obco.
- Bardzo dużo przeszłaś... nic dziwnego, że ciężko ci wrócić do normalności- zauważył Peter.- Wiem, że nie przeżyłem tego co ty, ale jestem w stanie cię zrozumieć. Spędzimy ze sobą najbliższe pare miesięcy, więc pamiętaj, że możesz mi zaufać.
- Z czasem się bardziej otworzę- zapewniłam szatyna podnosząc się z ziemi.- I tak dużo ci powiedziałam biorąc pod uwagę, że znamy się jeden dzień- dodałam ze śmiechem.
- Wracamy?- zapytał chłopak widząc jak wstaje.
- Możemy, już jest dość późno- stwierdziłam zerkając na zegarek Parkera, który wskazywał 18:06.
- Spokojnie, nic ci nie grozi- powiedział po chwili szatyn, który prawdopodobnie wyczuł mój lęk.
- Nie byłabym tego taka pewna, ale dzięki- odparłam z uśmiechem kierując się w stronę schodów.
CZYTASZ
PERFECT SOLDIER
Hayran KurguBól- tak opisałabym moje życie jednym słowem. Ból, walka i zemsta- to już bardziej rozwinięty opis. Hydra mnie porwała i zmusiła do zmiany w bezduszną maszynę. Od tego czasu wszystko się zmieniło, cały świat stanął do góry nogami. Tylko, jak to na...
