Chapter 12

7.3K 271 15
                                        

Rano wstałam w dobrym humorze i z nową energią. Nie mam pojęcia, co się stało, ale nawet budzik nie był tak irytujący, jak zazwyczaj. Poranna toaleta zajęła mi mniej czasu niż zwykle, co mnie bardzo ucieszyło, bo nie lubiłam się spieszyć ze śniadaniem. Właśnie przygotowywałam posiłek, kiedy do kuchni zszedł blondyn.

- Cześć, Jeffrey - przywitałam go z uśmiechem.

- Hej.

Usiadł przy wyspie kuchennej na swoim stałym miejscu, a po chwili postawiłam przed nim talerz i kubek herbaty.

- Twoje ulubione tosty. - Cmoknęłam go w policzek i spoczęłam naprzeciw niego.

Miałam się zabierać za jedzenie, ale czułam na sobie wzrok brata. Podniosłam głowę, napotykając jego zdziwione spojrzenie.

- Coś nie tak? - zapytałam.

- Wszystko w porządku? - zadał pytanie, uważnie lustrując mnie brązowymi oczętami.

- W jak najlepszym - potwierdziłam wesoło.

- To... dobrze - wymamrotał, biorąc łyka herbaty i dziwnie się krzywiąc.

- Powinieneś się cieszyć, a nie jeszcze marudzić. - Pokręciłam głową, sięgając po tosta.

- Cieszę się, nawet bardzo - dodał entuzjastycznie. - Tylko tak się zastanawiam, dlaczego moja herbata jest posolona.

Popatrzyłam na niego zdziwiona i zabrawszy jego kubek, upiłam łyka. Natychmiast wyplułam go z powrotem.

- Napij się mojej - poleciłam, wylewając nienadający się do spożycia napój do zlewu.

Jeff wyraźnie rozbawiony zaśmiał się pod nosem, ale posłusznie sięgnął po moją szklankę. Reszta śniadania przebiegła bez większych problemów, ale w końcu musieliśmy jechać do swoich codziennych miejsc nauki i pracy. Do Sunrise wchodziłam z myślą, że dzisiaj jestem gotowa na wszystko.

***

- Larysa, możesz mi pomóc?! - usłyszałam wołanie Skylar, stojącej za ladą.

- Momencik! - odkrzyknęłam, wręcz wbiegając z brudnymi naczyniami do kuchni. Zostawiłam je na odpowiednim miejscu i wybiegłam z powrotem.

- Błagam, pomóż mi - jęczała blondynka. - Ta cholerna kasa znowu się zacięła - skarżyła się, uderzając sprzęt w bok.

Zrobiłam to, co kiedyś nauczył mnie Simon - zadałam mocny cios w tył przedmiotu.

- Od razu lepiej. - Uśmiechnęłam się.

- Dzięki, ratujesz mnie. - Przytuliła mnie szybko i wróciła do poprzedniego zajęcia.

Nie zdążyłam zrobić kroku, bo koło mnie zmaterializował się Jerry.

- Larysa, ja muszę lecieć po zamówienia, a trzeba zetrzeć jakąś plamę przy wyjściu - mówił szybko. - Zajmiesz się tym?

- Tak, już idę - odparłam.

- Jesteś wielka! - krzyknął, idąc w stronę kuchni.

Pognałam do składziku po ostatnio często przeze mnie używany mop. Tam zastałam Taylora.

- O, Larysa. - Uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył.

- Taylor. Co tutaj robisz?

- Wysłali mnie po płyn do naczyń. - Pomachał buteleczką z żółtą substancją, którą trzymał w dłoni.

Zakochany w kelnerceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz