Chapter 15

7K 278 30
                                        

- To co chciałeś mi powiedzieć? - zaciekawiłam się, idąc pod ramię z brunetem.

- Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale Amber zeszła się z Tomlinsonem - oświadczył, spoglądając na mnie radosnymi oczami.

- To jakiś biznesmen? - dopytywałam. - Nie śmiej się ze mnie - skarciłam go, kiedy chichotał pod nosem. - Nawet nie wiedziałam, że istnieje ktoś taki jak Harry Styles, który okazał się być jakąś ważną osobą.

- Naprawdę nie znałaś mojego nazwiska? - zdziwił się, marszcząc lekko nos.

- Między pracą a spaniem nie znalazłam czasu na śledzenie twojego życia, wybacz - rzuciłam sarkastycznie.

- Oj, nie obrażaj się. - Zarzucił ramię na moje barki, przyciągając mnie bliżej swojego boku. Poczułam bijące od niego ciepło. - Może pojedziemy do mnie? Robi się już chłodno.

- Czemu nie.

Nieśpiesznie wróciliśmy do samochodu i wsiadłszy do niego, pojechaliśmy do mieszkania chłopaka.

Po niedługiej przejażdżce pojazdem, a następnie windą już byliśmy w środku. Zostawiliśmy nasze płaszcze na wieszaku przy drzwiach.

- Jesteś głodna? - zapytał, kierując się do kuchni.

- Nie bardzo. - Pokręciłam głową. Zielonooki spojrzał na mnie z uniesioną brwią. – No, może trochę.

- Na co masz ochotę? - zadał pytanie zadowolony.

- A co proponujesz? - Usiadłam na stołku barowym przy wyspie kuchennej. Bardzo podobał mi się ten element w kuchni.

- Może zapiekanka z kurczakiem i warzywami? - spytał, zdejmując krawat. Odpiął dwa pierwsze guziki koszuli i podwinął rękawy do łokci.

- Brzmi nieźle. - Uśmiechnęłam się, wstając z miejsca. - Pomogę ci.

- Larysa, jesteś gościem. Ja sobie poradzę - zaprotestował, chcąc mnie zaprowadzić na miejsce, gdzie siedziałam.

- Razem pójdzie nam szybciej.

- Okej - uległ w końcu. - A chciałem się wykazać - westchnął teatralnie, na co parsknęłam śmiechem.

Po umyciu rąk mogliśmy zabrać się za przygotowywanie jedzenia. Harry wyjął dwa fartuchy, z czego jeden wręczył mi. Nałożyłam go, dopiero potem zwracając uwagę na wzór.

- Skąd masz różowe fartuchy w kolorowe żaby? - zaciekawiłam się, próbując nie parsknąć śmiechem.

- Prezent urodzinowy od siostry - odparł nieco zażenowany.

- Są całkiem urocze. - Poklepałam go po ramieniu.

Prezes wyjął wszystkie potrzebne nam składniki i sprzęty.

- Pokrój cebulę w kostkę, a ja zajmę się ziemniakami - polecił.

Od razu wzięliśmy się za robotę. W międzyczasie Harry włączył radio i pośpiewywał cicho przeboje, które obecnie były grane. Nie da się ukryć, że miał piękny głos. Kiedy kroiłam paprykę, nagle poczułam ból. Nawet nie zorientowałam się, że nóż spotkał się z moim palcem.

- Co się stało? - Koło mnie natychmiast pojawił się zaniepokojony Harry.

- Skaleczyłam się - odparłam, oglądając ranę. - To nic wielkiego.

- Chodź.

Harry pociągnął mnie w stronę zlewu. Przemyłam palec zimną wodą, po czym brunet nakleił mi plaster, który wygrzebał z apteczki.

Zakochany w kelnerceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz