Chapter 53

3.4K 171 12
                                        

Obudziłam się w niedzielę rano z wielkim uśmiechem na twarzy, bo miałam świadomość, że dziś miałam dzień całkowicie wolny od nauki. No i oczywiście był obok mnie Harry... Albo powinien być. Z trudem otworzyłam zaspane oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Prześcieradło obok mnie było zimne, co oznaczało, że musiał wstać jakiś czas temu. Z westchnieniem przeciągnęłam się, ziewając szeroko. Zrzuciłam kołdrę i wstałam, a dreszcz przebiegł po moim ciele. Narzuciłam na ramiona szlafrok i wyszłam z sypialni.

Bruneta znalazłam w kuchni, siedzącego z jakimiś papierami. Ubrany był w luźny podkoszulek i czarne spodnie.

- Dzień dobry – przywitałam się, zwracając na siebie jego uwagę.

Z jego uśmiechem ten poranek był idealny.

- Dzień dobry.

Podeszłam do niego, a ten przyciągnął mnie na swoje kolana. Cmoknął mnie w usta, a potem chwycił moją dłoń, na której był pierścionek zaręczynowy i ucałował jej wierzch. Jego zielone oczy błyszczały w sposób, który uwielbiałam.

- Jak się spało? – spytał, przyglądając mi się.

- Bardzo dobrze. Tylko potem było jakoś tak zimno.

Harry zaśmiał się, wiedząc, o co mi chodzi.

- Wybacz, ale musiałem wstać, żeby ogarnąć trochę te papiery, zanim pojedziemy do moich rodziców.

Wtedy przypomniałam sobie, że zaprosili nas na niedzielny obiad. Gemma dzwoniła jeszcze tego samego wieczoru, co Harry mi się oświadczył. Chyba wiedziała o wszystkim i chciała, by brat zdał jej relacje, ale ja odebrałam telefon.

- O której mamy u nich być?

- Koło trzeciej.

- A która jest? – zapytałam, bo wcześniej nie przejmowałam się czymś takim jak godzina.

- Dochodzi dwunasta.

Wydałam z siebie zduszony jęk, bo przespałam stanowczo za dużo czasu. Trzeba to naprawić.

- To ty tu sobie pracuj, a ja zajmę się czymś pożytecznym. Może naszkicuję obraz Payne'a czy coś – powiedziałam.

Cmoknęłam go w policzek i poszłam do toalety. Wykonałam wszystkie poranne czynności i wróciłam do sypialni. Ubrałam się w strój odpowiedni do ewentualnego ubrudzenie farbami i skierowałam się do mojej pracowni.

Czyste płótno czekało na sztaludze, a obok rozłożone były pędzle i farby. Przed nim stał okrągły biały stołek. Usiadłam na nim. Przez chwilę patrzyłam przed siebie, zastanawiając się od czego zacząć. W końcu wzięłam odpowiedni ołówek i zerkając na zdjęcie, którym się inspirowałam zaczęłam pracę.

***

- Kochanie, jesteś gotowa? – spytał Harry, wchodząc do pomieszczenia.

Mruknęłam coś pod nosem, nie przestając malować.

- Wow, nieźle – skomentował, stając za mną i patrząc mi przez ramię.

- Prawda? – wyprostowałam się, oceniając początki obrazu. W tak krótkim czasie wykonałam kawał dobrej roboty. Uznałam, że szybko go skończę.

- Prawda – przytaknął mi chłopak. – Ale na razie chyba musisz skończyć. Za kilka minut  wyjeżdżamy.

- Jejku, faktycznie!

Odłożyłam wszystko na swoje miejsce, choć z chęcią bym tu została i malowała dalej. Wytarłam ręczniczkiem palce z farby, którą jednak bardziej rozmazałam. Pobiegłam do łazienki, zostawiając chłopaka za sobą. Namydliłam porządnie ręce, a po jakimś czasie w umywalce popłynęła żółto-pomarańczowa woda. Wytarłam dłonie ręcznikiem, a gdy spojrzałam w lustro wydałam z siebie głośny jęk niezadowolenia. Na policzkach, nosie, a nawet czole miałam żółte smugi farby. Szybko zaczęłam to zmywać, mając nadzieję, że łatwo pójdzie, bo naprawdę nie chciałam używać do tego szczotki drucianej.

Zakochany w kelnerceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz