Chapter 42

3.9K 191 5
                                        

Jadłam powoli śniadanie pod czujnym okiem Harry'ego. Gdy tylko wysiadłam z samolotu, myślałam, że zemdleję. Po dotarciu do mieszkania w środku nocy chciałam się trochę przespać, jednak mój żołądek postanowił się zbuntować i zamiast leżeć w łóżku, klęczałam przed muszlą klozetową.

- Nie powinnaś iść do pracy – powiedział chłopak.

- Nie mam wyjścia.

Już wcześniej ustalone było w grafiku, że po urlopie musiałam tego dnia iść do pracy, co w tym stanie było nie lada wyzwaniem. Dlatego brunet zadzwonił rano do Megan z prośbą o dzień wolnego. Udało się tylko wytargować pół zmiany. Nie dlatego, że panna Hood chciała być złośliwa. Po prostu większość miała teraz urlop i naprawdę potrzebny był personel.

- Musimy już jechać – oznajmiłam, kontrolując godzinę na zegarku.

- Zjedz do końca.

- Nie mogę już – jęknęłam, odsuwając od siebie talerz.

- Laryso, bez śniadania nie wyjdziesz z mieszkania.

- Zjem i wyrzygam – wymamrotałam.

- Jakie trafne określenie.

Wzruszyłam tylko ramionami.

- Dobrze, chodź już – ustąpił w końcu.

Wsunęłam stopy w buty i byłam już gotowa. Harry wziął potrzebne dokumenty i wyszliśmy z mieszkania.

***

- Cześć, Sky – przywitałam się nieco niepewnie z przyjaciółką.

- Hej – rzuciła tylko, spoglądając na mnie krótko.

- Co u ciebie słychać?

- Jest okej.

- Super.

Przyglądałam jej się wyczekująco. Chyba była na mnie zła.

- Sky?

Kiedy na mnie spojrzała, wiedziałam, że nie była zła. Może nieco smutna.

- Mam coś dla ciebie – powiedziałam, wyciągając zza placów tekturkę.

Podałam blondynce pocztówkę, która przedstawiała kanały w Wenecji.

- Nie wysłałam jej, bo ja przyjechałabym pierwsza niż ona by doszła – wyjaśniłam.

- Ale pamiętałaś. – Uśmiechnęła się szeroko, oglądając widokówkę. – Płynęłaś na gondoli?

- Oczywiście! I faktycznie śmierdziało – rzekłam, na co dziewczyna się roześmiała. – Mam coś jeszcze.

Wyjęłam z kieszeni spodenek materiałowy woreczek i podałam pannie Moore. Ta z ciekawością wytrzepała zawartość. Na dłoń wypadła jej bransoletka zrobiona z rzemyków – specjalnie dla niej, bo na moje zamówienie, zrobił ją bardzo miły mężczyzna.

- Jest śliczna!

Podała mi ją i wystawiła rękę w moją stronę. Przejęłam biżuterię i założyłam ją, zaciągając sznureczki.

- Dziękuję. – Przytuliła mnie, prawie mnie zgniatając.

- Wszystko dla mojej przyjaciółki. – Zaśmiałam się. – Byłaś gdzie z Simonem? Opowiadaj!

- Zamówienie! – zawołała Ava z kuchni.

- Obie dziś mamy pół zmiany, to może pójdziemy gdzieś po pracy?

- Jasne – przytaknęłam i obie poszłyśmy roznieść zamówienia.

***

Harry's P.O.V.

Zakochany w kelnerceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz