Chapter 52

3.4K 190 23
                                        

- Denerwujesz się?

- Nie, skąd.

Harry posłał mi powątpiewające spojrzenie.

Trudno się mu dziwić. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie i kiedy podał mi szklankę wody, o mało co jej nie wylałam. Denerwowałam się i to bardzo. Obawiałam się, że nie będę twarda jak to sobie obiecałam, że wymięknę i znów będę tą słabą Larysą.

- Jesteś pewien, że to dobry pomysł, by spotkać się z Paynem tutaj, w Sunrise? – spytałam niepewna. – To trochę dziwne, bo tu kiedyś pracowałam...

- Spokojnie, tu jest w porządku.

- Kiedy on przyjdzie?

- Laro, wdech i wydech. Nie martw się tak. Musisz być skupiona i całkowicie profesjonalna, jakbyś to zawsze robiła, dobrze? – mówiła, gładząc mnie po dłoni.

Posłusznie wzięłam wdech i wydech. Względnie uspokojona pokiwałam głową.

- Świetnie. Teraz nie panikuj, ale Payne właśnie wszedł do środka.

Na jego słowa automatycznie się spięłam, ale starałam się oddychać miarowo, żeby nie było tego widać. Mężczyzna podszedł do naszego stolika, więc wstałam razem z Harrym.

- Witam, panno Wild – przywitał się, ściskając moją dłoń. – Panie Styles.

- Dzień dobry – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.

Kiedy usiedliśmy przy stoliku, obok pojawił się Simon. Posłał mi uśmiech, a zaraz potem niezrozumiałe spojrzenie, gdy zauważył z nami prezesa. Odpowiedziałam mu niepewnym uśmiechem.

- Dzień dobry. Czy mogę przyjąć zamówienie?

- Laryso? – zwrócił się do mnie Harry.

- Poproszę espresso.

Mężczyźni złożyli podobne zamówienia. Simon odszedł, wciąż skanując mnie spojrzeniem.

- Jak samopoczucie, panie Styles? – zadał pytanie brunet, czym trochę mnie zdziwił.

Na jego twarzy wciąż widniał bezczelny uśmieszek. Miałam ochotę stąd wyjść.

- Dobrze, dziękuję – odparł. – Ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Przejdźmy może do konkretów. Co pan na to, panie Payne?

- Oczywiście – rzucił. – Zatem od kiedy pani maluje, panno Wild?

Rzuciłam krótkie spojrzenie Stylesowi.

- Od jakiegoś czasu – odpowiedziałam, starając się brzmieć nonszalancko.

Obok znów pojawił się Gray.

- Państwa zamówienie – oznajmił i ustawił przed nami filiżanki, by zaraz znów nas zostawić.

- Czy przed panem Stylesem miałaś innych klientów?

- Nie – rzuciłam. – Nie miałam na to czasu, teraz mogę sobie na to pozwolić.

- No tak, praca. – Uśmiechnął się i rozejrzał po lokalu. – Nie rozumiem czemu zrezygnowałaś z takiej posady.

- Może wróćmy do tematu. Chce pan złożyć zamówienie?

- Tak.

- Więc słucham. – Wyjęłam z torebki notesik, by wszystko zapisać. – Co ma się znaleźć na obrazie?

- Chciałbym, żeby pani coś zaproponowała – powiedział, jakby od początku o to mu chodziło. – Mój gabinet jest urządzony w ciemnych kolorach. Chciałbym akcent, który by go rozjaśnił, ale nie gryzł się z resztą.

Zakochany w kelnerceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz