Larysa's P.O.V.
Razem z Harrym ustaliliśmy, że po świętach weźmiemy dzień wolnego, żebym mogła się do niego spokojnie przeprowadzić, w czym brunet miał mi pomóc. Zabraliśmy się za to z samego rana. Wcześniej przygotowałam sobie walizki i pudła. Co prawda ubrań nie miałam dużo, ale zawsze znalazły się jakieś drobiazgi.
Właśnie spakowałam moją kosmetyczkę, a potem wróciłam do sypialni, gdzie Harry składał moje ubrania.
- Chyba wyślę Jeffa do ciebie na lekcje składania ubrań – powiedziałam, mając w głowie obraz porozwalanych ciuchów w szafie brata.
- Przekierowałbym go do mojej mamy. Od małego zmuszała mnie do samodzielnego porządkowania w szafie – odparł ze śmiechem.
- Wstyd przyznać, ale robisz to lepiej ode mnie – mruknęłam, obrzucając krytycznym wzrokiem zieloną bluzkę, którą starałam się złożyć.
- To kwestia wprawy.
Zielonooki usiadł obok mnie na łóżku – do tej pory kręcił się po pokoju, wyjmując z półek ubrania – i przejął materiał. Sprawnym ruchem go złożył.
- Poddaję się. – Rzuciłam się plecami na materac.
Harry położył się obok, obejmując mnie ramieniem.
- Masz rację, pakowanie może poczekać.
***
Chłopak otworzył drzwi, przepuszczając mnie pierwszą.
- Witam w domu.
Mimo że już znałam salon, kuchnię, a nawet sypialnię bruneta – teraz również moją – patrzyłam na to inaczej, wiedząc, że to ma być nasze wspólne miejsce.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
Harry odstawił moje walizki i pociągnął mnie za rękę w nieznanym mi kierunku. Minęliśmy sypialnię, a moim oczom ukazały się białe drzwi, które wyglądały, jakby ktoś opryskał je kolorową farbą. Zachęcona przez uśmiechniętego Harry'ego, nacisnęłam klamkę.
Weszłam do sporego pomieszczenia z balkonem. Ściany pomalowano na błękit, a na nich wisiały obrazki w czarnych ramkach, które przedstawiały szkice lub obrazy. Po prawej stronie od drzwi pod ścianą stała nieduża beżowa kanapa. Obok ustawiona była szafka z szufladami wypełnionymi przyborami do malowania. Były tam pędzle, farby, kredki, ołówki, pastele, węgiel rysunkowy, bloki z kartkami i wiele innych – wszystko najlepszej jakości. Każda szuflada była podpisana, dlatego bez szukania wiedziałam, w którym miejscu znajdę upragnioną rzecz. Pod przeciwną ścianą było biurko z lampką, zapewniającą dobre oświetlenie. Przy blacie znajdował się czarny, zapewne bardzo wygodny fotel. Po lewej stronie od drzwi ustawione były płótna i sztalugi. Na środku pomieszczenia leżał puchaty niebieski dywan.
- Harry, co to jest? – spytałam oniemiała, wpatrując się w duże okno, dające sporo światła.
- Pomyślałem, że skoro ja mam własny gabinet, to ty możesz mieć swoją pracownię – odpowiedział z uśmiechem.
- To musiało dużo kosztować. – Przeniosłam wzrok na niego. – Nie musiałeś wydawać na mnie tyle pieniędzy.
- Uznaj to za prezent powitalny.
Przez chwilę toczyliśmy walkę na spojrzenia. W końcu westchnęłam pokonana.
- Dziękuję. – Objęłam zielonookiego w pasie, wtulając się w jego tors.
Pocałował mnie w czubek głowy, oddając uścisk. Słysząc bicie jego serca, pomyślałam, że właśnie tak powinno być.
Brunet oznajmił, że najpierw ułożymy moje rzeczy w garderobie, a potem zrobimy obiad.
Wchodząc do wspomnianego pomieszczenia odebrało mi mowę. Na wieszakach było multum koszul, marynarek, krawatów, a na półkach leżały zwykłe T-shirty, swetry, spodnie. Na specjalnym miejscu ustawione były buty. Druga połowa pomieszczenia była pusta, zapewne przeznaczona dla mnie.
Zabraliśmy się za rozpakowywanie walizek. Kiedy skończyliśmy, nie zajęły one nawet połowy miejsca w garderobie.
- Musimy ci kupić więcej ubrań.
- Nie widzę takiej potrzeby – odparowałam, chowając torby w odpowiednim miejscu.
Zielonooki westchnął tylko, nie komentując mojej postawy. Razem przeszliśmy do kuchni. Było już południe, a my byliśmy zmęczeni, więc postawiliśmy na spaghetti. Wstawiłam makaron na gaz i rozłożyliśmy się na kanapie w salonie. Chwilę później rozdzwonił się mój telefon, co spotkało się z moim niezadowolonym jękiem.
- Czy rozmawiam z Larysą Styles? – usłyszałam wesoły głos przyjaciółki.
- Skylar, daj spokój. – Zaśmiałam się, przykładając dłoń do czoła. – Nie uruchamiaj wyobraźni.
- Hej, to całkiem nieźle brzmi! I mam nadzieję, że będę druhną na ślubie i chrzestną małego Stylesa.
- My nie planujemy ślubu – zaoponowałam. Szybko zatkałam usta ręką, uświadamiając sobie, że powiedziałam to na głos, a obok siedział Harry. Chłopak zaśmiał się cicho pod nosem. Spojrzał na mnie, unosząc brew.
- Jeszcze – poprawiła. – Myślę...
- Lepiej tyle nie myśl – przerwałam jej i mogłam się założyć, że zacisnęła usta.
- Myślę – kontynuowała – że powinniśmy się wybrać na podwójną randkę.
- Proszę, nie nazywaj tego tak – marudziłam.
- Ale zrzęda – przedrzeźniała mnie. – Ostatecznie może być nas więcej.
- Okej, jeszcze się zgadamy, pracusiu.
- Ciesz się wolnym, póki możesz, bo jutro razem pracujemy – odparowała. – Na razie.
Odłożyłam urządzenie, a zaraz dał znać o sobie minutnik oznajmujący, że makaron gotowy.
- Nie ma chwili spokoju – burknęłam, podnosząc się z wygodnego miejsca.
- Zostań, ja pójdę. – Harry zatrzymał moje ruchy, kładąc dłoń na moim kolanie.
Odwdzięczyłam się uśmiechem. Zielonooki pocałował mnie przelotnie i zniknął w kuchni. Rozłożyłam się ponownie na meblu, ciesząc się chwilą wytchnienia.
***
Harry's P.O.V.
Nie mogłem doczekać się dnia, kiedy Lara się do mnie wprowadzi. Niespodzianka z jej pracownią się udała, z czego byłem bardzo zadowolony. Miałem nadzieję, że będzie z niej korzystać, bo bardzo chciałem zobaczyć jej obrazy.
Leżałem już w łóżku, czekając na moją dziewczynę. Chwilę potem Wild pojawiła się w sypialni. Ubrana była w krótkie dresowe spodenki i za dużą koszulkę, w czym wyglądała naprawdę uroczo. Położyła się obok, przykrywając się kołdrą. Przyjąłem taką samą pozycję jak ona, dlatego wtedy wpatrywaliśmy się w siebie. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Czemu tak na mnie patrzysz? – zapytała.
- Bardzo się cieszę, że jesteś teraz obok – odparłem, obejmując ją ramieniem.
- A ja się cieszę, że mogę być teraz obok – odparowała, uśmiechając się lekko.
Widząc zamykające się powieki szatynki, zgasiłem lampkę nocną. Położyłem się na plecach, a Larysa wtuliła się w mój bok, kładąc głowę na moim torsie.
- Dobranoc, Harry – powiedziała sennym głosem.
- Dobranoc, kochanie.
Pocałowałem ją w czoło z myślą, że to niesamowite uczucie, zasypiać z osobą, na której ci zależy.
CZYTASZ
Zakochany w kelnerce
FanfictionKsiążka jest laureatem konkursu Fanfiction 2017 w kategorii Piórkiem Pisane. *** Czy dziewiętnastoletnia kelnerka bez wyższego wykształcenia ma szansę, by zaistnieć w wielkim świecie? Może uda jej się, gdy z pomocą przyjdzie pewien młody biznesmen? ...
