Chapter 55

3.2K 171 24
                                        

Harry's P.O.V.

Siedziałem za biurkiem w moim gabinecie, przeglądając i uzupełniając potrzebne dokumenty na jutrzejsze spotkanie. Moją uwagę rozproszył telefon, stojący na biurku. Odebrałem go, odkładając kartki na bok i przecierając oczy.

- Tak?

- Panie Styles, pan Payne do pana – powiedziała Jade.

- Byliśmy umówieni? – Zmarszczyłem brwi, sięgając po kalendarz. Na dziś nic nie miałem zaplanowane.

- Nie, ale mówi, że to bardzo ważne.

Zastanowiłem się chwilę, bo nie miałem pojęcia o co może chodzić.

- Niech wejdzie.

Wpatrywałem się w drzwi, przez które po chwili weszła brunetka razem z prezesem.

- Zrobię panom kawę – rzekła, posyłając mi pytające spojrzenie.

Kiwnąłem jej jedynie głową w podzięce i przeniosłem wzrok na bruneta, gdy ta wyszła. Wskazałem ręką na krzesło przed biurkiem, na którym po chwili zasiadł.

- W czym mogę panu pomóc?

- Przyszedłem w sprawie obrazu.

- Jednak się nie podoba? Obawiam się, że nie przyjmujemy reklamacji. – Uśmiechnąłem się nieznacznie.

Larysa jak tylko skończyła obraz, skontaktowała się z Paynem. Przysłał jednego ze swoich ludzi do naszego mieszkania po odbiór zamówienia. Pieniądze zostały przekazane w białej kopercie do rąk szatynki.

- Nie, skąd! – Zaśmiał się cicho. – Obraz jest naprawdę dobry i pasuje do gabinetu. Chciałem pogratulować zdolności.

- To powinien pan powiedzieć Larysie.

- Wolałem się skontaktować z panem, panie Styles – odparował. – Panna Larysa szybko się wspina po szczeblach kariery, czyż nie? Najpierw zwykła kelnerka, a tu nagle studentka. U pana boku może sobie na to pozwolić, prawda?

- Pomagam jej jak mogę.

- Czy to na pewno jest tylko pomoc? – Uniósł prowokacyjnie brew.

- Należy wspierać swoich partnerów, nieprawdaż? – Skopiowałem jego gest.

- A jak ona wspiera pana?

- Jej miłość to więcej, niż mógłbym chcieć.

- Zapewne pana pieniądze to też więcej, niż mogłaby sobie wymarzyć.

- Co pan sugeruje? – warknąłem, nachylając się bardziej do przodu.

- Czy to nie oczywiste? – Wywrócił oczami. – Cóż, dla zaślepionego miłością człowieka może nie, ale już tłumaczę – odchrząknął. – Pani Wild jest ładną i mądrą kobietą, więc nie dziwię się, że zwrócił pan na nią uwagę. A jak pan myśli, co najpierw ją w panu urzekło? – Uniósł brew, ale nie czekał na odpowiedź. – Pieniądze. Każdy ich pragnie. A dla kogoś, kto przez ich brak nie mógł się spełniać są dużą wartością.

- Sugeruje pan, że Larysa jest ze mną tylko dla pieniędzy?

Uśmiechnął się szeroko. Był to najbardziej fałszywy uśmiech, jaki dane było mi oglądać.

- Jest inny powód?

- Jest coś takiego jak miłość, panie Payne.

W tym momencie weszła Jade z kawami, o których już zdążyłem zapomnieć. Postawiła je przed nami i szybko wyszła. Pociągnąłem długi łyk.

Zakochany w kelnerceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz