Jak ptaszek w klatce

1.1K 68 1
                                        

Otworzyłam oczy.Gdzie ja jestem.Patrzyłam na kasztanowe meble.Moją uwagę przykuła pewna fotografia.Przedstawiała ona brązowowłosą kobietę z dzieckiem na rękach.Obok jej nóg stał chłopiec.Usłyszałam trzask.Spojrzałam na drzwi.Stał przy nich brunet. Perfidnie się uśmiechał.

Dopiero teraz zauważyłam, że jestem w przydużym podkoszulku.Złapałam końcówkę materiału i pociągnęłam po same uda.Przekręcił głowę na bok.

-Czego tam szukałaś?

-Niczego.-Zaczął się do mnie zbliżać.Mój oddech przyśpieszył.

Złapał mnie za łokieć i podniósł.Stałam twarzą przed nim.

-Powtórzę.Co tam robiłaś?!

-Nic.-Ścisnął mój nadgarstek.

-Kłamiesz!

-Nie.Chciałam zobaczyć co tam się stało.

-Kto cię przysłał?

-Sama tam poszłam.-Ból rozszedł się po moim ciele.

-Przestań!To boli!

-Kto i po co cię tam wysłał!-Wrzeszczał.

-Nikt.-Wykręcił moją rękę.Pisnęłam.

-Mówię prawdę.-Łzy leciały z moich oczu.

-Po co miałabym kłamać?

-Żeby uratować życie.-Jego ucisk nasilał się.

Cichy płacz wydobył się z moich ust.Puścił mnie.Upadłam na podłogę.

-Następnym razem nie będę taki miły.Jak przyjdę masz mi wszystko powiedzieć.-Wyszedł.

Skóra na mojej ręce popękała.Przyłożyłam palce do niej, ale zaraz je zabrała.Syknęłam z bólu.

Do pokoju weszła młoda kobieta.Klękła przy mnie i wzięła się za oglądanie rany.

-Zdenerwowałaś go.

-Nic nie zrobiłam.

-I może tu był problem.-Przejechałam palcami po obrażeniu.Krzyknęłam.

-Jakaś ty delikatna.-Wbiła pazury w moje ramię.Przygryzłam wargę aby nie krzyknąć.

Uśmiechnęła się i wstała.

-Później wpadnę.-Trzasnęła drzwiami.

Popatrzyłam na ramię.Nie wyglądało dobrze.Dlaczego poszłam do tego cholernego lasu.Do tego miasta.

Ostrożnie wstałam i usiadłam na łóżku.

Muszę się stąd wydostać.

Podziwiałam zdjęcie dopóki ktoś nie wpadł do pokoju.Złapał mnie za ramiona.

-Kto ci to zrobił?-Unikałam z nim kontaktu wzrokowego.Złapał mój podbródek i uniósł.

Chciałam czy nie i tak ujrzałam jego twarz.

-Kto to robił.-Wycedził przez zęby.

-Ty.-Odpowiedziałam   takim samym tonem.Kręcił głową.

-Aż tak bardzo cię nie poturbowałem.-Odepchną mnie.Przeszedł kawałek pokoju.

-A..a...a to ciekawe.-Spojrzała na mnie.-Jesteś Wilson.Twoje rany powinny się zagoić.

Co nie?-Warknęłam na niego.Zaśmiał się i wyszedł.

Nie wiem ile już tutaj jestem

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Nie wiem ile już tutaj jestem.Cały czas liczę na to, że rodzice mnie znajdą i zabiorą od niego.

Z dnia na dzień jest coraz gorszy.Dręczy mnie,drwi sobie,ciągle wypytuje o nie wiadome rzeczy.

Jak mu nie odpowiadam to się znęca.Mam go dość.

-Wiesz co tam robiłem?

-Nie.Nie wiem.-Kolejne uderzenie.Wyplułam krew.

-Daj mi spokój.

-Przysłali cię.-Schylił się.-Chyba nie sądzisz, że od tak to zrobię?

Przełknęłam ślinę.

-Nienawidzę cię.

-To  dla mnie bez znaczenie.-Pociągnął mnie za włosy i rzucił na krzesło.

-Próbuję być uprzejmy, ale nie dajesz mi wyboru.-Uniósł mnie i rzucił o ścianę.

Byłam pewna, że rozcięłam sobie czoło. Jęknęłam z bólu kiedy obrócił mnie do siebie.

Przejechał pazurem po moim policzku. Westchnęłam drżąco, czując jak serce omal mi się nie zatrzymało.

-Czego ty chcesz?

Odsunął się ode mnie i schował ręce za placami.Wzruszył ramionami.

-Ojciec zabił moją matkę.

-Przykro mi.-Przycisnął moje gardło.

-Nie udawaj.Wiesz, dlaczego to zrobił?-Pokiwałam przecząco głową.

-Bo był tak zakochany w twojej matce, że ni myślał racjonalnie.Oszalał.

Gdy dowiedział się o twoich istnieniu zabił całą moją rodzinę!A na końcu sam popełnił samobójstwo.-Otworzyłam usta kiedy zaczęło brakować mi powietrza.

-Nie mam pojęcia co on w tobie widzi.-Próbowałam jakoś go odsunąć.Niestety ani drgnął.

Do pokoju wpadła Milo.Krzyknęła i odepchnęła brata.Łapczywie wciągałam powietrze.

-Co wy debilu robisz?!-Chciała uderzyć go w twarz, ale złapał jej dłoń.

-Nie wtrącaj się w to!

-Jak bym tu nie wpadła zabiłbyś ją!

-Byłby kłopot z głowy.-Rozszerzyła oczy.Uderzył ją z boku.Zostawił nas same.

Czarnowłosa przygarnęła mnie do siebie.Schowałam twarz w jej koszulkę.

-Jak dobrze, że zapomniałam plecaka.-Głaskała mnie po głowie.

-Co by się wydarzyło gdybym tutaj nie przyszła.-Pocierała moje ramiona.

Kiedy mój oddech się uspokoił.Wstałam.

-Dlaczego on taki jest?

-Sama nie wiem.

Rodzinny   sekretOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz