Kim on był?

527 33 0
                                        

Zaczęłam coraz częściej spotykać się z Brunem.Chłopak powiedział mi, że rodzice nie akceptują  naszego związku.

-Hej.-Stanęłam przy barierce od tarasu.

-Hej.

-Zejdziesz do mnie.

-Nie będę łaziła po gałęziach jeszcze się zabije.-Zaśmiał się.

-Skocz.-Przełożyłam obie nogi nad głową Bruna.

Trzymałam się mocno.

-Złapie cię.            

-A jak upuścisz?-Puściłam i pochyliłam się do przodu.Leciałam  w dół.

Wylądowałam w jego ramionach.

-Mówiłem.Tylko idiota by cię upuścił.-Musnęłam jego usta.

Postawił mnie na ziemi.

Poszliśmy na polanę.Stanęłam jak wryta.

Wokół rosły fiołki.

~Co się dzieje~

Łza kręciła mi się w oku.Obróciłam się i uciekłam z stamtąd.

-Kalissa.-Złapał mnie.

-Nie mogę tam iść.Coś się tam wydarzyło.

-CO?

-Nie wiem, ale coś innego.

-Nie wiem co..

-Kim był Brant.

-Kto?

-Brant.

-Twoim ...chłopakiem.Wyjechał do wojska.Zaczął tam służyć, zaraz po tym jak się ze sobą przespaliście.Zostawił cię.

Szłam przed siebie.

-Kalissa.

-Zostaw mnie.

Stanęłam przed domem.

Zauważyłam na trawniku rodziców.

-KIM ON BYŁ?!

-Kto?-Spytała zszokowana mama.

-BRANT.

-Nie wiesz?-Zapytał zdziwiony tata.

-Nie.

-Co zrobiłaś?-Zwrócił się do mamy.

-To co było konieczne aby nie cierpiała.

-Ale nie trzeba było posuwać się do takich środków!

Był twoim mężem.

-Co to znaczy był?

-Nie żyje.-Otworzyłam usta.

Miałam męża?

~Ale jak to?~

Rada zwołała jakieś spotkanie

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Rada zwołała jakieś spotkanie.Nie mówiła nikomu o co chodzi tylko, że jest pilne.

-Mamy tego dość!-Głos zawarł dziadek.

-Fobos za dużo sobie pozwala!Kompletnie ignoruje zasady, dlatego postanowiliśmy, że czas najwyższy dać im nauczkę.-Odparł  Cyprian.

-Chociaż Betelgez jest połączone z twoim stadem Kalissa to ich siły  i tak nie są wystarczające by ich pokonać, dlatego przejmiesz z Brunem wszystkie stada.

-CO?!-Tata wstał.

-Jeff proszę nie mieszaj się w to.Tu chodzi nie tylko o nas, ale także o innych.Oni zaczynają mieszać się w spawy innych istot, a nawet ludzi.Coraz więcej ich ginie.

-Po co to robią?-Zapytałam.-To głupie.Zabijać ludzi.Przeceiż oni nic nie robią.Żyjemy  w pokoju.

-Chcą pokazać, że są niepokonani.Nic ich nie powstrzyma.-Jakiś facet podniósł się.

-Jeżeli złączymy wszystkie najważniejsze stada...nie przecież one zawsze były skłócone.

-Czasy się zmieniają Peter, tak samo jak przywódcy.Z tego co zauważyłem macie się ku sobie Kalissa  to i nawet lepiej.

Z tego co zauważyłem macie się ku sobie Kalissa  to i nawet lepiej

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Miesiąc póżniej

-Przybyliśmy tutaj aby złączyć związkiem małżeńskim Kalisse Heninng i Bruna Fero.

Bruno podpisywał dokumenty.Brałam już jeden ślub, który miał być do końca, dlatego ten będzie tylko na dokumencie.

Według niego nie będziemy mieli intercyzy.Wszystko mamy razem.Nawet stada.

Wzięłam długopis do ręki.

~Na pewno tego chcesz?~

~Chyba tak~-Ręka mi zadrżała kiedy podpisywałam papiery.

-STOP!-Ktoś krzyknął.Wszyscy wstrzymali oddech.

Obróciłam się i zamarłam.

Moje serce zaczęło bić szybciej.

Stał tam i patrzał groźnie na wszystkich.

-Kalissa.Kochanie.-Oderwałam się z osłupienia.

Podniosłam suknie i zaczęłam uciekać.

-Kalissa!-Biegł za mną.Przyśpieszyłam.

Ściągnęłam buty i wybiegłam do lasu.

Porwałam sukienkę u dołu.

Dobiegłam do cmentarzu.Stanęłam obok tabliczki.

Brant Heninng 

*1995+ 2020

Powstrzymywałam łzy.Stanął obok mnie.

-Ty nie żyjesz!-Zaszlochałam.

-Widzisz mnie!Wszyscy uwierzyliście im!Nawet nie sprawdzaliście do jest w środku trumny.

Usiadłam na trawę przykrywając swoją twarz rękawem sukni.

-Minął miesiąc, a ty brałaś ślub z innym.

-Myślałam, że nie żyjesz!

-Obiecałem ci, że cię więcej nie zostawię!Nie łamie obietnic.Możesz mi wile zarzucić , ale nie to, że mógłbym coś takiego zrobić.Teraz nie będzie mi potrzebny.-Ściągnął z palca obrączkę i postawił ją przede mną.

-Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.-Włożył ręce w spodnie i obrócił się.

-Brant.-Ruszył przed siebie.

-Przepraszam!


Rodzinny   sekretOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz