Przez przeznaczenie pisani są jej obydwoje.Rozum podpowiada ,że może mieć tylko jednego.Niestety serce i los mówią co innego.
Życie Kalissy przewraca się do góry nogami gdy odkrywa prawdę.Ucieka od tego.
Klamka już zapadła.Od przezna...
Zaczynało świtać, kiedy leżeliśmy z Brantem na moim łóżku, a on ze mną na swojej piersi, bawił się kosmykami moich włosów.Rodziców jeszcze nie było.
-Nie zamierzam się z tym kryć.
Uśmiechnęłam się lekko, pocierając policzek o jego nagi tors.
Pogłaskał kciukiem moje ucho, kiedy ja jego przedramię.
Zamknęłam oczy, upajając się jego cudownym zapachem. Nie wyobrażałam sobie nawet, że już nigdy nie będę go dotykała w taki sposób. Że już nigdy go nie przytulę. Że nasz związek nie pójdzie dalej.
-Dlaczego do cholery musisz iść do wojska?
-Skąd wiesz?
-Mam swoje wtyki.Mia przyznała cię do wojska?
-To nie ona.
Zmarszczyłam brwi.
- Sam się zdeklarowałem.
Wstałam z łóżka.
- Kalissa, wysłuchaj mnie.
Brant próbował mnie uspokoić, ale to było na nic. Ciągle go ignorując, zaczęłam się szykować. Ubrałam czarny top na ramiączka, grube legginsy oraz tenisówki.
- Kochanie..
- Jak mogłeś! - wrzasnęłam w końcu, gwałtownie się do niego odwracając - Zgłaszasz się do armii, narażasz się, po czym przychodzisz tutaj i my..... - urwałam, spuszczając wzrok. Złapałam kilka oddechów, ściszając ton - Pomyślałeś o mnie? O tym, co ja czułam, kiedy usłyszałam gdzie cię przydzielili? Czy mój stan, jeśli cokolwiek ci się stanie, w ogóle cię obchodzi?!
- Kalissa - powtórzył moje imię chyba już dziesiąty raz, chwytając moje ramiona - Oczywiście że obchodzi. Ale nie mogę pozwolić, aby cokolwiek ci się stało. Chcę cię bronić, rozumiesz? Tak jak robią to inni. Nawet jeśli miałbym rzucić się do przepaści. Jeśli by to sprawiło, że będziesz bezpieczna.
- Jestem bezpieczna, kiedy ty jesteś przy mnie, rozumiesz? Potrzebuję cię mieć przy sobie. Nie na polu bitwy.
- Nie zostawię cię. Wygramy to. I wrócę. Będziemy razem.Jeszcze długo się ze mną pomęczysz.
- Zawsze razem - zamknęłam oczy, uwalniając łzy.
Pocałował mnie w czoło - wyczułam, jak delikatnie się uśmiecha.
Bałam się tylko, czy nasze "niedługo" w ogóle nadejdzie.Wojsko to nie przelewki.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
- Obiecaj na siebie uważać - szepnęłam, kiedy kroczyliśmy korytarzem. Trzymaliśmy się za dłonie.
-Obiecuje.
Uśmiechnął się, zbliżając do siebie nasze twarze.
- Wrócę tu. I się nie poddam, Kalissa. Nigdy się nie poddam - szepnął, odsuwając się ode mnie. Oszołomiona poczułam jak moje kolana uginają się pode mną.
Odwrócił się plecami, schodząc po schodach. Kiedy jego sylwetka była na tyle daleko, że ledwo co ją widziałam, pozwoliłam wypłynąć moim łzom na wierzch. Poczułam do siebie wstręt.