Dla naszego dobra

536 36 0
                                        

Bruno wyjechał na ''spotkanie''.Wiem co to jest i niestety nie mogę nic z tym zrobić.

Usiadłam na łóżku i spoglądałam w telefon.Mama wysłała zdjęcie Noah.Jest przesłodka.

Usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach.Już wrócił?Szybki jest.

Złapał za klamkę.Przecież nie może tu wejść.Podskoczyłam kiedy drzwi otworzyły się z hukiem.

Wstałam z pościli.

-Nie możesz...Co się stało?-Objęłam Branta dłońmi.

-Fobes.Zaatakowało z zaskoczenia.-Podniosłam jego koszulkę.

-Jesteś ranny.Potrzebujesz le..-Objął moją talie.

-Potrzebuje tylko jednego.-Pchnął mnie na łóżko.

Zawisł nade mną.

-Ciebie.-Wbił się w moje usta.

Całą noc kocham się z Brantem.Nie przejęłam się konsekwencjami.Choć wiedziałam co mnie czeka jeżeli Bruno nas nakryje lub ktoś do niego  o tym doniesie.

Słone łzy wypłynęły na moje policzki.Nasze zbliżenie zaczęłam traktować jak pożegnanie.

-Kalissa co się stało?

-Zrobiłem ci coś?-Spojrzał w moje załwione oczy.

-Nie nic..tylko było cudownie.Po prostu zapomniałam o wszystkim.-Musnęłam jego wargi.

-Przy tobie zapominam o wszystkich problemach.-Objęłam jego szyję.

Bruno zaczął wspinać się po schodach.

-Przepraszam musisz iść.

-Co takiego?

-Wyjdź oknem.-Podniosłam go z łóżka.

-Wyganiasz mnie?

-Proszę nie odbieraj tego w ten sposób.

-Boisz się, że nas zobaczy?A może tego, że go to zaboli?

-Po co do mnie przychodziłeś?

-A ty po co mnie przyjęłaś?

-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.

-Wiesz po co?Mówili, że skrzywdzą najważniejsze dla mnie osoby.

-Czyli, że ja jestem jedną z najważniejszych?

-Tak.

-Zapomnij o tym.

-O czym?

-O mnie.O tym co było.O wszystkim.

-Dlaczego?Po ..chcesz tego?

-Tak.-Ubrał się i wyszedł.

-Hej.-Bruno wszedł do środka.

-Wypad.

-Coś ty taka zimna.

-Nie słyszałeś?

-Nie.-Wzięłam wazon i rzuciłam w niego.

-Dobra.-Opuścił pokój.

Przyszli jego koledzy

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Przyszli jego koledzy.Zaczęli pić i puszczać głośno muzykę.

Wstawiony Bruno przyszedł do pokoju.

-Wyjdź.

-Jesteś moją żoną i masz się mnie słuchać.

-Jesteś pijany.Wyjdź.

-Nie.-Przysunął się do mnie.

-Co wolisz iść do niego?Myślisz, że nie wiem co robiliście?

Lepiej zakończ to.

-Wal się.-Wyszłam z domu.Padał obfity deszcz choć nie bardzo widziałam, wiedziałam gdzie mam iść.

Wbiegłam na granicę Ganimedes.

~Stój~-Otoczyli mnie.

~Lepiej się odsuńcie~

-Co jest?-Brant stanął obok mnie.

-Nie wiem co ty sobie pomyślałeś, ale to koniec.

-O czym ty gadasz?

-Dobrze wiesz.

-NIE NIE WIEM.-Ryknął.

-Nie chcę cię więcej widzieć.

-Nie mówisz poważnie.

-Mówię.

-Nie obchodzi mnie to i takę będę..

-Nie kocham cię.

-Powiedz mi to w twarz.-Spojrzałam w jego ciemno-czekoladowe oczy.

-Nie kocham cię.

-Idź stąd!-Krzyknął.Spuściłam  głowę.

-Nigdy więcej nie waż się tutaj przychodzić.Nigdy.

Wynoś się.-Podniosłam na niego wzrok.

~Kocham cię~

Widziałam w jego oczach łzy.

-Wypad.-Wycedził przez zęby.

Wybiegłam z stamtąd cicho łkając.

Rodzinny   sekretOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz