Wysoki na ponad sto dziewięćdziesiąt metrów szatyn patrzył na mnie.
-Gdzie Oskar?
-Po co on?-Niski głos rozległ się po pomieszczeniu.Po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Chce porozmawiać z Alfą.
-Właśnie z nim rozmawiasz.-Złapał mnie za talie i przycisnął do biurka.Wydarzyło się to tak szybko, że dopiero po chwili otrzeźwiałam.Przyłożył swoje dłonie obok moich.
Teraz miałam lepszy widok na jego twarz.Pokrywał ją kilkudniowy zarost.
Jego ciemno-czekoladowe oczy świdrowały mnie.
-Odsuń się.
-Nie.-Docisnął mnie swoim ciałem do mebla.
-Bo użyje siły.
-Nie dasz rady Kalissa.
-Skąd mnie znasz?!-Wrzasnęłam.
-Aż tak bardzo się nie zmieniłaś.-Otworzyłam usta zachłystając się powietrzem.
-Brant.-Słone łzy stanęły mnie w oczach.
-Zmieniłeś się.
-Miałem czas.-Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Wyjechałeś!
-Na 7 miesięcy.-Zacisnęłam usta w wąską linie.Oberwał się od biurka i zaczął chodzić wokół mnie.
-Wyobraź to sobie.Ja wracam, a ciebie nie ma.-Przyłożył swoje czoło do mojego.
-Trzymaj się z daleka ode mnie.
-Nie.Nie pozwolę ci znów uciec.
-Wiem jaki jesteś.Nie chce tego znów przeżywać!
-Nic nie wiesz.Po prostu wyjechałaś. Nie radziłaś sobie z niczym.
-Masz racje byłam słaba psychicznie i fizycznie, ale zapamiętaj coś sobie.-Przyłożyłam usta do jego ucha.
-Zmieniłam się.-Z całej siły kopnęłam go w brzuch.Syknął i upadł na podłogę.
-Trzymaj swoje stado na granicy.
-O czym ty mówisz?-Wciągnął powietrze.
-Twoi członkowie zaatakowali moich.
-Cały czas byli tutaj.-Podparł się o podłogę lewą ręką.
-Jak to?Przecież mówili..
-Masz nieprawdziwe informacje.-Wciągnął powietrze.-Niezłe uderzenie.
Prychłam.
-Pierwszy raz dziewczyna skopała ci tyłek?
-Jeszcze czego.-Poderwał się.Złapał mnie za łokieć i rzucił.
Wylądowałam na biurku, a Brat na mnie.Jego twarz znalazła się kilka centymetrów od mojej.
-Nie pozwolę nikomu ze mną wygrać!-Poczułam jego ciepłe usta na moich.
Złapał mnie za ręce i przyłożył je nad moją głową.
-Alfo!-Szatyn warknął w moje wargi.
-Alfo!
-Masz 5 minut na to aby uciec!Potem cię dorwę!-Ryknął.Krzyki ucichły słychać było tylko bieg.
Przekręcił głowę i przybliżył się do mnie w ostatniej chwili obróciłam głowę.
Jego usta trafiły na mój policzek.
-Odsuń się.
-Nie.-Na początku strzeliłam go kolanem w klatkę piersiową potem w podbrzusze.
Głośno wciągnął powietrze, ale nie ustąpił.
-Chcesz mocniej.Dobra.-Podniosłam nogę, ale wtedy złapał mnie za nią i zrzucił z mebla.
Wylądowałam na podłodze.
-Ty mały su..-Podniósł mnie.
-Możesz ze mną porozmawiać?
-Przecież to robimy.-Obróciłam się i podcięłam mu nogi.
Ostatecznie leżałam pod nim.Ciężko dysząc.Starałam się nie dać mu satysfakcji na to, że mnie pokonał.Złapał kosmyk moich włosów i wsadził za ucho.
-Po co ci to było?
-Nie trzeba było mnie całować.
- Trzeba było.Jak będziesz niegrzeczna znów to zrobię.
-Tylko sp..-Zatkał moje usta swoimi.
-Brant!Na podłodze w biurze!Co jak co, ale myślałam, że trochę przyzwoitości masz!
A ty co!-Jakiś dziewczęcy głos zaczął ucichać.
-Kalissa.-Co ona teraz sobie pomyślała?Zobaczyła mnie ze swoim bratem w dwuznacznej sytuacji?!Jaki wstyd.Zrzuciła Branta ze mnie i skoczyła na mnie.Wylądowała brzuchem na moje piersi.
-Milo!Gamoniu!-Zaśmiałam się.
-Złaź!To boli!-Podniosła się.
-Wcale się nie zmieniłaś.No może tyci.
-Milo.-Heninng siedział na podłodze.
-Muszę iść.-Wstałam.
-Ale już?
-Niestety, a ty!-Wskazałam na niego.-Następnym razem będzie mocniej!
Do domu dotarłam po kilku minutach.Na wejściu musiałam spotkać mamę.
-Dziecko!Gdzie ty byłaś!
-Załatwić sprawę.
-Kalissa.
-Przyzwyczajaj się do tego.Będzie tak częściej.
Poszłam do pokoju od razu wleciałam w łóżko.
Dałam mu się pocałować, a obiecywałam sobie, że już mu na to nie pozwolę.
CZYTASZ
Rodzinny sekret
WerewolfPrzez przeznaczenie pisani są jej obydwoje.Rozum podpowiada ,że może mieć tylko jednego.Niestety serce i los mówią co innego. Życie Kalissy przewraca się do góry nogami gdy odkrywa prawdę.Ucieka od tego. Klamka już zapadła.Od przezna...
