XII

2.7K 219 13
                                        

Skończyły się papierosy. Nawet zapas ze schowka w samochodzie zdążył już zużyć. Zrobił drobny rekonesans domu i zamienił parę słów z dziadkiem dziewczyny. Starał się być względnie uprzejmy lecz starszy człowiek i tak patrzył na niego niechętnym, zdystansowanym spojrzeniem. Zorientował się, iż w tej cuchnacej stęchlizną kuchni nie ma zbyt wielu urządzeń. Stare szafki, które na pewno pamiętają czasy PRL-u, kuchenka gazowa- chyba jako jedyna wyglądała na nowszą, stół i cztery taborety. Była też mała lodówka, której zawartość przeraziła go. Kilka jajek, jakieś słoiki których wnętrza nie znał, kawałek masła lub innego smarowidła i nieprzyjemnie wyglądająca mielonka. Zamknał drzwiczki lodówki. Zastanawiał się jak można być tak biednym. Sam nigdy nie miał tego problemu. Myślał, iż ludzie biedni są w rzeczywistości ludźmi niezaradnymi. Sam, kiedy potrzebował pieniędzy organizował je. W jego pojęciu nie było ważne czy fundusze zdobyte są legalne czy też nie. Każdy jest kowalem własnego losu. Dlatego nie lubił niedojdów.

- Macie gdzieś tutaj sklep?- zapytał w końcu starca, który trzęsącymi się rekoma pomagał małemu chłopcu włożyć buty.
Nim zdążył odpowiedzieć chłopiec z radosnym dziecięcym piskiem oznajmił:

- Jest śklep! Jak przewieziesz mnie autem to ci pokazie! - wyrwał się spod dziadkowej opieki i złapał gościa za rękę. W pierwszej chwili Marcin chciał zabrać swoją dłoń. Jednak mała, pulchna i ciepła dziecięca łapka wywołała w nim dziwne uczucie. Spojrzał na małego. Ten spoglądał żywym, ciekawym spojrzeniem w góre. Te same oczy. On ma te same oczy co Liliana- powiedział w myślach. Jednak na głos wypowiedział tylko:

- Zgoda.

- Naplawde?! Jesteś supel ! Pawel choć sibko - seplenił malec.
Po chwili okazało się, że także i starszy chłopiec dołączy do wycieczki. - Sam siebie, kurwa nie ogarniam - karcił się w duchu. On i dwoje gówniarzy na wspólnych zakupach. Tego świat nie widział....

..........................................................

'Szefie, to jest mój nowy numer. Nie wiem na jak długo. Co u Ciebie? Wito.'

'Szefie, do cholery co jest grane? naprawde się martwię! Nigdy na tak dlugo nie znikałeś'

.................................................................

Zmęczona przebrała się w swoje ciuchy i zmerzała w stronę wyjścia.

- Halo kochana, zapomniałaś już o mnie?-

Odwróciła się. Tuż za nią, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach stała pulchna blondynka w średnim wieku.
Liliana westchnęła.

- Wiem Julciu, miałam zajść do ciebie, ale jestem tak padnięta, że do kuchni nie dotarłam. Gniewasz się?

- Gniewam - odparła kucharka patrząc jednak z uśmiechem. - zauważyłam, że kulejesz.. Co ci się stało?

- Wypadek. Z resztą już jest prawie dobrze - chciała zakończyć temat jak najszybciej.

- Nie za dużo ostatnio tych wypadków?

- No wiesz, ja na to wpływu nie mam- uśmiechnęła się blado.

- Lilka kręcisz. Ale nie chcesz, nie mów. Mam tylko nadzieje, że nie bije cie żaden amant bo dałabym mu popalić!- zagroziła kobieta.

- No coś ty! Nikt mnie nie bije! Kochana moja doceniam, że się martwisz - cmoknęła kucharke w policzek i pożegnała się.
W duchu zastanawiała się co myśli o sytuacji dziadek. W przeciwieństwie do babci całkiem twardo stąpa po świecie i nie ma problemu z ocenianiem rzeczywistości.

Po godzinie pieszej wędrówki była w domu. Zdązyła po drodze zrobić drobne lecz niezbędne zakupy. Wyczerpana postawiła reklamówkę w korytarzu i zdjęła przewieszoną przez ramię materiałową torbę. Postanowiła, że najpierw upewni się czy z domownikami wszystko w porządku. Zawołała wgłąb domu:

- Już jestem, chłopaki!

Cisza. Nie odezwał się nikt. Wzbudziło to jej podejrzenie. Rozglądnęła się. Niestety ani w kuchni ani w pokojach nie znalazła nikogo. W pokoju gościa też nie zastała żywego ducha. Przez głowę przeleciało jej mnóstwo czarnych myśli. Babcia nie opuszcza domu. Jedynie wychodzi czasem do ogrodu. Ogród!- olśniło ją i wyszła obchodząc dom dookoła. Przystanęła ujrzawszy braci wesoło bawiących się na rozścielonym kocu. Nieco dalej, w cieniu pod drzewem na stołkach siedzieli dziadkowie. Mocno bijące do tej pory serce Liliany uspokoiło się. Dotarło do niej, iż to ostatnie wydarzenia wpływają tak niepokojąco.
Chłopcy zerwali się na widok siostry z miejsca. Podbiegli z typową dla nich wesołością i poczęli przekrzykiwać się jeden przez drugiego:

- Byliśmy na ziakupach, jechaliśmy siamochodem!

- I zrobiliśmy takie wielkie zakupy! Wszystko - bułeczki i owoce i mięsko- wyliczał Pawełek, na co Jacuś potakiwał.

- Chwileczkę chłopcy - starała się uspokoić ich.
Czyżby nowa zabawa w okłamywanie siostry dla żartów czy może któryś z sąsiadów podwiózł ich razem z dziadkiem.

- Twój kolega nas zabrał, a my mu pokazaliśmy sklep - tłumaczył starszy z braci- i zaplacił za wszystko co włożyliśmy do koszyka.

- A on niawet nie mial pienionszkuf!- wyjaśnił kędzierzawy malec - płacił taką kartą!

Po wyjaśnieniu chłopców, poszła do domu sprawdzić zawartość kuchni. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Ten gburowaty, nieuprzejmy typ zabrał jej braci na zakupy? Jak to możliwe? Prędzej posądziłaby go o zakneblowanie im ust niż taki gest. Chyba, że nie jest taki do końca zły. Podobno nie ocenia się ludzi po pozorach. Lecz ona zdążyła go już trochę poznać..

To co zastała w kuchni upewniło ją, iż chlopcy nie kłamali. Na stole stały nierozpakowane reklamówki z owocami, stał też koszyk pełen czerwonych truskawek. Na kredensie stały reklamówki z pudełkami. Zaglądnęła. Były tam pudełka z herbatą, kawą, cukier, słoik miodu, ciastka maślane i inne produkty. Natomiast w lodówce znalazła sery, wędline, sałatę a nawet prawdziwe masło. Z jedej strony zastanawiała się co się kryje za gestem Marcina, jednak z drugiej poczuła wstyd, że ten człowiek wiedział o jej biedzie. Pewnie właśnie dlatego nią gardził. Jest bogaty. Ma apartament, pieniądze i jeszcze ten samochód, który zaparkowany pod jej domem wygląda jakby ktoś sobie postawił go tam dla żartu. Zbyt duży kontrast między wspaniałym samochodem a popadającym w ruine budynkiem. Westchnęła i poszła zabrać z korytarza swoją skromną reklamówkę. Za kuchennym oknem powoli zachodziło słońce, malując niebo różowo-fioletową barwą.

Odcienie SzmaragduOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz