Rozdział 3

2.4K 189 21
                                        

- Jestem kretynem! - rzucił przemierzając salon szybkim krokiem.
Przez otwarte okno wdzierało się mroźne, grudniowe powietrze. Tamara tępo patrzyła na zewnątrz. Śnieg leżący gdziekolwiek okiem sięgnąć i zbliżające się święta bożego narodzenia wywoływały w niej wspomnienia. Myślami była w beztroskich czasach dzieciństwa, kiedy to świąt oczekiwała z dziecięcą niecierpliwością. Westchnęła i przeniosła wzrok na Wito, który siedział w drugim końcu pokoju i telepał się z zimna.

- Nie jesteś kretynem. Jeszcze na nic nie jest za późno - pocieszał przyjaciela - Możemy już zamknąć to okno?

Marcin nie odpowiedział. W ogóle zdawał się nie zauważać obecności swoich pracowników. Nerwowo chodził po apartamencie i mamrotał pod nosem coraz to dziwniejsze, niezrozumiałe słowa.
Wito kiwnął głową dając znak Tamarze, która natychmiast podeszła i zamknęła okno.
Najchętniej oboje wzięliby nogi za pas, gdyby tylko mieli pewność, że szef nie narobi głupstw. A tego niestety ręczyć nie mogli. Marcin ze swoją choleryczną naturą nie raz już ściągnął na siebie prawdziwe kłopoty.
Tamara i Wito postanowili mieć go na oku. Z resztą nie chodziło tu tylko o gest przyjaźni. Każde z nich mogło liczyć także na wysokie profity związane z współpracą z Marcinem, a także na prestiż w swoim środowisku. Być może dlatego byli tak oddanymi pracownikami.

- Zaparzę nam kawy. Zapowiada się długi dzień - Westchnęła z rezygnacją brunetka.
Gdy wróciła z parującymi na tacy filiżankami, Wito siedział wraz z Marcinem przy niskim stoliku.
Podała filiżanki i żeby zakończyć niezręczną ciszę rzuciła:

- Mam pomysł!

W tym momencie szef wyglądał na nieco ożywionego i zaciekawionego tym, co do powiedzenia miała brunetka.
Podparł ręką podbródek i wyczekiwał.

- Wow, ale entuzjazm.. Nie zapytacie co wymysliłam? - brunetka zrobiła nadąsaną minę, ale szybko przeszła do rzeczy - Marcin, to twoje dziecko..

- No, i co?

- Jeśli ona faktycznie planuje wyjść za tego prawnika i stworzyć szczęśliwą rodzinkę to możesz odebrać jej dziecko. Jest Twoje, masz do niego takie samo prawo jak i ona..

- Pojebało cię? Rozstałem się z nią, bo chciałem być wolny. A teraz mam robić za samotnego tatusia? Poza tym nie chcę się mścić. Ona nie jest moim wrogiem. Zrozumcie to w końcu!

- Ok, spokojnie - Wito wyciągnął rękę i położył ją na ramieniu przyjaciela - Tamara miała naprawdę głupi pomysł.

Brunetka oburzyła się, lecz nie odezwała się nawet słowem.
Marcin rozsiadł się wygodniej i zaczął wyjaśniać co go trapi.

- Tak myślę, że zrobiłem błąd. Ale nie potrafię tego logicznie wyjaśnić. Z jednej strony cholernie jej potrzebuję, cieszę się z ojcostwa. Z drugiej powiedzmy otwarcie, jestem hipokrytą. I to totalnym. Nie chcę zobowiązań i problemów.

- Ale kochasz ją? - Dla pewności zapytał Wito.

- Tak. - nienaturalnie, cicho odparł szatyn.

- To walcz, chłopie! Inaczej będziesz się gnębił do końca życia..

- Tak myślisz? - Zapytał chcąc się dostatecznie upewnić.

- Jasne. Związek często polega na kompromisie. Oboje musicie je ustalić, jakoś wypracować.. Ty rezygnujesz z wolności, ona nigdy jej nie zaznała.. Sam wiesz..

- Uhm, taa.. Dobra.

***

Pod koniec pierwszego trymestru Liliana postanowiła poinformować najbliższych o ciąży. Była to trudna rozmowa, więc dziewczyna postanowiła, iż najpierw wspólnie z Jankiem poinformują rodzinę o swoich ślubnych planach, następnie o mającym przyjść w krótce na świat dziecku.
Janek długo przekonywał narzeczoną żeby utrzymywać ojcostwo Marcina w tajemnicy. Liliana z początku sceptycznie nastawiona, ostatecznie zgodziła się ukrywać fakt, że to nie jej przyszły mąż jest ojcem nienarodzonego jeszcze dziecka.

Odcienie SzmaragduOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz