Rozdział 8

2.4K 181 18
                                        

Janek nie miał zupełnie żadnego kontaktu z narzeczoną od feralnego dnia odwiedzin. Złorzeczył Marcinowi za zniwelowanie jego planów, ale w głębi duszy cieszył go widok rozgoryczonego rywala.
Jego nagły atak frustracji i nieopanowana agresja stawiały Janka w lepszym świetle.
Zarówno Liliana, jak i jej rodzina zauważyć musieli jak kolosalne różnice dzielą obu mężczyzn.
Młody prawnik długo zastanawiał się nad zobowiązaniem, jakie miał niebawem wziąć na swoje barki. Próbował znaleźć złoty środek. Tak, aby będąc z Lilianą nie musiał być jednocześnie odpowiedzialny za jej bliskich. Zdawał sobie jednak sprawę z faktu, iż narzeczona nie wyrzeknie się nieletnich braci.
Taka opcja zupełnie nie wchodziła w grę. Natomiast Janek był sceptycznie nastawiony do myśli o wspólnym życiu u boku Liliany i krewnymi na jego garnuszku. Poza tym wiązałoby się to z odpowiedzialnością prawną za chłopców. Już sama myśl sprawiała, że mężczyzna czuł się nieswojo. Dotąd nie zadał sobie trudu poznać bliżej rodzeństwo ukochanej i dowiedzieć się jakimi są ludźmi. Nie miał zielonego pojęcia czy są dziećmi z problemami typowymi dla rodzin niemajętnych, sprawiają problemy wychowawcze czy też jak ich siostra wzorem chodzącej dobroci i posłuszeństwa.
Liliana wielokrotnie zapewniała, że rodzeństwo jej dla niej bardzo ważne, lecz nie przypominał sobie, czy kiedykolwiek wspominała o trudzie wychowania. Poza tym była jeszcze kwestia dziadków. Starsza pani była mało sprawna i nie mówiła. Zazwyczaj widział ją siedzącą w głębokim fotelu lub leżącą w łóżku na piętrze domu. Domyślał się, iż stan kobiety był poważny. Wnuczka pilnowała pory podawania lekarstw i wyczulona była na każdy, najmniejszy nawet kaszel kobiety. Biegła wtedy prędko do pokoju chorej zostawiając wszystko czym była zajęta.

Janek postanowił odwiedzić narzeczoną w Dorajewie i przeprowadzić z nią szczerą rozmowę. Nie wiedział jak zareaguje na słowa, które usłyszy, lecz żywił nadzieję, że zrozumie ona jego postawę.

Nie zastał Liliany w rodzinnym domu. Z ust kobiety, która podawała się za prywatną pielęgniarkę usłyszał, iż dziewczyna wybrała się z rodziną do miasta.
Rozczarowany opuścił Dorajewo z poczuciem, że ciężka rozmowa została przesunięta w czasie.

***

Odgłos wystrzałów przeraził staruszka. Jego stare, schorowane serce nieomal pękło na pół. W jednej chwili zrozumiał, że wydarzyło się coś strasznego. Panicznie bał się o życie wnuczki przebywającej wewnątrz świątyni. Mocniej ścisnął małe dłonie chłopców i krzyknął przerażony.
Tamara objęła mężczyznę ramieniem i dodając otuchy szepnęła:

- Wszystko będzie dobrze!

Staruszek spojrzał na nią z lękiem i pełnymi łez oczyma.
Nie ufał tej kobiecie. Żałował też tego, że obdarzył zaufaniem Marcina. Czuł się winny następstw planu, na jaki się zgodził.
Gdzieś z oddali zabrzmiały policyjne syreny. Brunetka nerwowo odwracała głowę próbując ocenić odległość nadjeżdżających samochodów.
Wielkie, kościelne drzwi otworzyły się i ich oczom ukazał się łysy, barczysty współpracownik Marcina.
Szedł ze schyloną głową, nie patrząc na stojących pod bramą ludzi.
Tamara nie wytrzymała napięcia. Wypuściła z objęć staruszka i szybkim krokiem podeszła do Wito. Ten podniósł głowę i łamiącym się głosem powiedział:

- Zjebałem sprawę.

Brunetka głośno przełknęła ślinę. Nie miała odwagi zapytać o rezultat krawej jatki. Położyła rękę na ramieniu przyjaciela i usłyszała - Oboje zjebaliśmy. Będziemy mieć problemy.

- Czy oni...? - Nie odważyła się dokończyć. W ich stronę szedł dziadek Liliany.
Głośne syreny dawały znać o zbliżających się już radiowozach.
- Żyją. Zostawiłem ich samych. Potrzebują chwili na uspokojenie.

Odcienie SzmaragduOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz