Rozdział 5

2.1K 172 15
                                        

Późnym wieczorem do Dorajewa przyjechał Marcin.
Nie zastanawiał się nad reakcją ukochanej, kiedy dowie się o jutrzejszej uroczystości.
Nadal był na nią wystarczająco zły za to, iż próbowała ukryć przed światem jego ojcostwo.
W czymże lepszy miał być ten młody adwokacina, poza tym, że lepił się do Liliany jak rzep do psiego ogona? Czy na prawdę liczyła, że Marcin pozwoli by obcy facet dał nazwisko jego dziecku? Tego było za wiele.
Na szczęście Tamara i Wito spisali się doskonale i wszystkie szczegóły jutrzejszej ceremonii zostały dopięte na ostatni guzik.
Korzystając z tego, iż drzwi otworzył dziadek dziewczyny, Marcin postanowił porozmawiać z mężczyzną na osobności.

- Dobry wieczór.. Nie spodziewałem się pana.. - Starszy mężczyzna był zaskoczony, lecz nie sprawiał wrażenia niezadowolonego - Ale proszę, zaraz zawołam wnuczkę. Zdaje się, że macie do porozmawiania..

- Chwileczkę! Jeśli można, chciałem najpierw z panem zamienić słowo..

Staruszek uniósł zdziwione, siwe brwi i zapytał:

- Ze mną? A o czym?

- Zaraz się pan dowie, pozwoli pan na zewnątrz? - Marcin w spokojny ton wypowiedzi wkładał całą posiadaną empatię jaką kiedykolwiek posiadł. Nie lubił rozmawiać z prostymi ludźmi, zwłaszcza jeśli musiał okazywać szacunek i skruchę.

- No dobrze. Tylko coś na siebie włożę - zgodził się dziadek i kilka minit później siedzieli obaj w samochodzie szatyna.
Marcin szybko obmyślił jak pokierować rozmową w korzystny dla siebie sposób.

- Przyjechałem tutaj, żeby udowodnić Lilianie i państwu, że moje intencje są jak najbardziej dobre.. Nie wiem co wnuczka panu mówiła na mój temat, jednak wierzę, że jest dla nas szansa..

- Panie Marcinie, powiem tak - zaczął starszy pan - Wam młodym się wydaje, że jak ktoś stary, to od razu ślepy i głuchy.
A ja swoje widziałem i swoje wiem. Ale nie to teraz najważniejsze. Problem jest dużo większy niż się wydaje.
Jakie ma pan plany wobec Lili?

- Chcę wziąć z nią ślub - odparł Marcin zgodnie z prawdą.

- Ślub? - zdumiał się starszy pan - Przecież ona już jest zaręczona z Jankiem..

- Dlatego potrzebuję pana pomocy.. Mogę być z panem szczery? - Marcin postanowił zagrać asem z rękawa. W końcu podobno najsilniejszym argumentem w życiu powinna być miłość.

- Oczywiście - przytaknął siwiejący mężczyzna poprawiając okulary na nosie.

- To dobrze. Chodzi o to, że ja kocham Lilianę. Ona mnie też kocha, ale ten Janek tak nią manipuluje, że sama nie potrafi podjąć żadnej decyzji...

- Janek? Myślałem, iż zaopiekował się Lilą po tym jak ją pan porzucił... Nie pomyślałbym nawet inaczej...

- Widzi pan? O to właśnie chodzi temu Jankowi. Od początku przedstawia mnie w złym świetle, a z siebie robi bohatera...

Staruszek w zamyśleniu kiwał głową i analizował usłyszane słowa. Marcin nie chcąc tracić czasu toczył dalsze wyjaśnienia:

- Nasz związek z Lilianą może był trochę dziwny, ale bardzo się kochamy. Od pierwszego dnia kiedy spotkałem ją na drodze. Prowadzę interesy w mieście, dlatego też sam pan widział - przyjeżdżałem kiedy tylko mogłem. Jednak od kiedy pojawił się ten jej znajomy, wszystko między nami zaczęło się psuć... Teraz uparł się zabrać mi także moje dziecko...

Odcienie SzmaragduOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz