Rozdział 9

3.6K 235 44
                                        

Tuż po świętach Bożego Narodzenia młodzi małżonkowie  wybrali się na umówioną wizytę u ginekologa. Oboje byli bardzo podnieceni faktem, iż w końcu poznają płeć pierworodnego potomka. Marcin starał się zachować pozory zdystansowanego, lecz błyszczące oczy i malujący się na twarzy nieświadomy uśmiech świadczył jak bardzo wyczekiwał tego dnia. Natomiast Liliana z radością obserwowała zmiany jakie zaszły w ukochanym od czasu ich zapoznania, aż do dnia ślubu. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, jak bardzo miłość potrafi zmienić ludzi. Nawet tych, dla których z pozoru nie ma już nadziei.

- Państwo Chylińscy, tak? Zapraszam do gabinetu. - usłyszeli z ust lekarki prowadzącej ciążę Liliany.   Lekko spięci wstali z krzeseł i weszli do wskazanego gabinetu.
Sympatyczna lekarka objaśniła małżonkom proces przeprowadzanych testów i zaprosiła ciężarną Lilianę na badanie ultrasonograficzne.
Marcin jak zahipnotyzowany spoglądał na mały monitor, gdzie widać było już całkiem wyraźny zarys maleństwa. Z zachwytu ściskał dłoń żony, która również nie posiadała się z radości.

- Wszystko wskazuje na to, że będziecie mieli córkę! - oznajmiła    pani doktor ścierając z brzucha kobiety nadmiar użytego żelu.

- Córkę?! - powtórzyli niemal jednocześnie.
Marcin puścił dłoń Liliany i wstał z krzesła. Podszedł do okna i otworzył je szeroko. Głośno wciągał powietrze.

- Co pan robi? - oburzyła się lekarka. Nagła postawa mężczyzny wprawiła w osłupienie także jego ukochaną.

- Marcin! Co się dzieje? - pytała podnosząc się i poprawiając ubranie.

Odwrócił się i stanął przodem do kobiet. Jego twarz była blada i niepokojąco zmieniona.

- Potrzebowałem świeżego powietrza... Przepraszam! - bąknął.
Usłyszawszy to obie roześmiały się głośno.
Lekarka mrugnęła porozumiewawczo do młodej kobiety i zamykając okno rzuciła:

- Taki poważny mężczyzna, a taki delikatny! Strach pomyśleć co to będzie przy porodzie!

- Nie martw się. Nie będziesz musiał być ze mną na porodówce. - uspokoiła męża Liliana głaskając go po zmierzwionych włosach.

- Też coś! Każdemu może się zdarzyć. Nie panikowałem. Rozbolała mnie głowa po prostu. - ratował swój wizerunek Marcin.

- No dobrze kochani - pani doktor przysiadła za biurkiem i zebrała w plik dokumenty - kolejna wizyta za miesiąc. Proszę o siebie dbać. Tutaj mają państwo recepty i proszę pamiętać, że z cukrzycą ciążową nie ma żartów. Narazie wszystko wygląda dobrze. Gratuluję spodziewanej córy i do zobaczenia! - Podała Lilianie teczkę z wynikami i recepty. Marcin uścisnął dłoń kobiety i opuścili gabinet.

***
Tamara miała ogromne poczucie winy z powodu zdrady przyjaciela. Była pełna obaw co do dalszej współpracy z Marcinem, a także jak dalej potoczą się jej losy. Gorączkowo modliła się żeby szef nie uznał jej za wroga. Miała sobie za złe utrzymywanie kontaktu z Roksaną, która omal nie doprowadziła do śmierci Marcina i jego żony. Wiedziała jednak, iż musi stawić czoła i wyjaśnić dlaczego postąpiła tak podle. Łudziła się, że w najgorszym wypadku szef pozwoli jej opuścić miasto i zacząć wszystko od nowa.
O tym, iż mógłby wybaczyć takie świństwo nawet nie marzyła.

- Jesteś gotowa? Marcin już przyjechał. - powiedział Wito, który właśnie wszedł do pokoju. Tamara zagasiła papierosa w dużej, porcelanowej popielnicy i wstając poprawiła sukienkę.

- Tak - odparła podąrzając za nim.

Marcin stał przodem do okna. Zupełnie nie przypominał mężczyzny, który zaszył się w apartamencie kilka miesięcy temu. Teraz ubrany był w krótką, czarną parkę i ciemne jeansowe spodnie. Jedynie mocny zapach wody po goleniu, który unosił się w powietrzu pozostał ten sam.
Odgłos dochodzących szpilek oderwał go od rozmyślania. Odwrócił się i spojrzał na Tamarę. Nie był to wzrok jakim witał ją wcześniej. Kiedyś lubił tę kobietę. Wierzył w jej lojalność i oddanie. Teraz mierzył ją wzrokiem pełnym pogardy i dezaprobaty.

Odcienie SzmaragduOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz