Chapter fifty one

388 15 11
                                        

POV Remek

- Nie przyszło ci do tej zajebanej głowy - zaczął Karol, groźnym, aczkolwiek dość spokojnym jak na niego tonem, wbijając wzrok w swoje buty. - że za chwilę wracacie do szkoły? Że zaczną się pytania o wasz domniemany związek? W którym niby byliście przed wypadkiem? Jak jej to niby wyjaśnisz? Czy może nakłonisz całą szkołę, żeby ją okłamywali, gdy ona w końcu zrozumie, że coś jest nie tak? Co? Czy ty w ogóle wtedy myślałeś?! - denerwował się, wędrując od jednego końca pokoju do drugiego, a ja tylko siedziałem na kanapie, z twarzą schowaną w dłoniach, zastanawiając się nad tym wszystkim. 

Jestem w dupie.

Tak konkretnie. 

- Błagam, nie mów jej nic.. jak się dowie, to nigdy mi tego nie wybaczy - jęknąłem, spoglądając na niego załzawionymi oczami. Ledwo się powstrzymywałem od popłakania się przy nim. Jak jakaś mała dziewczynka. - Błagam - powtórzyłem, wpatrując się w niego.

- No, ale co z tego, że ja nic nie powiem, jeśli prędzej czy później i tak się o tym od kogoś dowie? Nie lepiej, żeby dowiedziała się od ciebie, niż od jakiejś losowej osoby ze szkoły? - pytając o to, skrzyżował ręce na klatce piersiowej. To byłoby zdecydowanie lepsze, ale nie jestem do tego przygotowany. Totalnie. 

- Potrzebuję czasu - mruknąłem ledwo słyszalnie, kręcąc głową. 

Dużo czasu. 

Cholernie dużo czasu. 

- Nie masz go - warknął, podchodząc bliżej mnie. - Za dwa tygodnie wracacie do szkoły, wszyscy się dowiedzą, ona też - jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Dotarło do mnie, że cokolwiek zrobię, znowu ją stracę. Przez własną głupotę. 

Z n o w u. 

- Więc co mam zrobić? - spytałem. W odpowiedzi Karol jedynie wzruszył rękoma, ciągle wpatrując się we mnie zdenerwowanym wzrokiem, a ja czułem się bezradny, jak nigdy wcześniej. 

- Nie mój problem - jego słowa wypowiedziane najbardziej obojętnym tonem, jaki w życiu słyszałem, rozbrzmiały mi w głowie. 

POV Marcelina

Po dłuższym czasie wędrowania i nieudanych poszukiwań Przemka, którego miałam szczerą nadzieję znaleźć, poczułam wibracje w kieszeni, na co zmarszczyłam lekko brwi, bo zupełnie zapomniałam o istnieniu czegoś takiego jak telefon komórkowy. Widząc, że ktoś do mnie dzwoni, bez namysłu odebrałam połączenie. 

- Wyglądasz na zmęczoną - stwierdził ciepło znajomy głos. Mimowolnie poczułam ulgę, słysząc go, jednak rozglądając się, nigdzie nie mogłam go dostrzec.

- Przemek? Gdzie ty jesteś? Proszę, chcę z tobą porozmawiać - mówiłam, szukając go wzrokiem dookoła. Czułam się strasznie źle przez tą sytuacje z wcześniej i chciałabym go przeprosić. Wyrzuty sumienia rozkurwiają mnie od środka. 

- Spójrz przez szybę - mruknął, a ja dopiero wtedy zorientowałam się, że stoję przed kawiarnią, w której się "poznaliśmy". Siedział z głową opartą o jedną rękę, uśmiechając się smutno w moim kierunku. Strasznie zrobiło mi się go żal, że go tak potraktowałam. Nie powinnam była tego robić. 

Przecież ja nic nie czuję do Remka, niepotrzebnie zrobiłam mu nadzieję. 

- Tak strasznie przepraszam, nie chciałam, żeby to tak wyszło - odezwałam się po dłuższej chwili patrzenia się na niego. - Chcesz się przejść i o tym pogadać? - zaproponowałam, na co Przemek jedynie pokiwał głową.

Z jednej strony chciałabym bliżej go poznać, ale z drugiej strony nie chcę robić przykrości Remkowi.. Boże, co ja odpierdalam? 

- Więc.. ty z nim jesteś? - spytał cicho, kiedy spacerowaliśmy chodnikiem. Spojrzałam na niego jak na idiotę, kręcąc głową przecząco. Dopiero po chwili zorientowałam się, że go wtedy pocałowałam, dlatego ktoś mógł sobie pomyśleć, że jestem z Remkiem, ale nie potrafiłabym sobie tego wyobrazić. 

Coś mi mówi, że ja, Remek i związek to coś absurdalnego. 

Ale nie mam pojęcia czemu. 

- Nie - odezwałam się w końcu, gdy pozbierałam myśli i zastanowiłam się nad tym co chcę powiedzieć. - To znaczy.. Remek strasznie chciałby do mnie wrócić, ale ja nic nie pamiętam z naszego związku i nic do niego nie czuję - zacisnęłam usta w cienką linię, widząc zmieszany wyraz twarzy Przemka. - Co? Coś nie tak? - spytałam, zwalniając nieco kroku, gdy ten zatrzymał się na środku chodnika.

- To wy byliście wcześniej w związku? - spytał, wyglądając na cholernie zdziwionego tym, co powiedziałam, ale nie rozumiałam dlaczego. Podrapał się po karku, patrząc na mnie zamyślonym wzrokiem, a ja byłam chyba jeszcze bardziej zdziwiona niż on. 

- Myślałam, że chociaż ty mi coś poopowiadasz - westchnęłam. - Sama nic nie pamiętam, a Remek, ani nikt inny nie chce mi nic przypomnieć. Lekarz mówił, że opowiadanie mi o różnych rzeczach powinno w jakimś stopniu pomóc, więc nie rozumiem dlaczego oni nie chcą nic mówić - wzruszyłam lekko ramionami, ruszając z nim dalej, chodnikiem którym szliśmy. 

- To dziwne, mam w miarę dobry kontakt z Karolem, myślałem, że powiedziałby mi, gdybyś miała chłopaka - mówił w dalszym ciągu zdziwiony. 

Mam wrażenie, że wszyscy coś przede mną ukrywają. 

Tylko nie wiem co. 

 

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
toxic //reZigiuszOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz