Chapter sixty four

209 3 0
                                        

- Tak strasznie cię przepraszam. Za wszystko. Za to jaki byłem dla ciebie okropny. Za to, że cię ignorowałem, obrażałem, wyśmiewałem, obgadywałem. Za to, że robiłem ci nadzieję, że znów będę taki jak wcześniej, a później nie odpisywałem na żadne twoje wiadomości. Za to, że nie było mnie, gdy mnie potrzebowałaś najbardziej. Za to, że mnie kochałaś, a ja cię odrzuciłem. A teraz ten cały wypadek.. to wszystko moja wina. To ja powinienem być na twoim miejscu - po jego głosie było słychać, że jest załamany. Że płacze i nie może przestać. Że jest wystraszony tą całą sytuacją i cholernie się boi straty. Straty ukochanej osoby. - Prawda jest taka, że ja cały ten czas cię kochałem. Kochałem cię, jak nikogo innego na świecie. Kochałem cię jak szalony, ale nie potrafiłem tego przyznać przed sobą ani przed nikim innym, bo za bardzo bałem się tego uczucia. Nigdy nie czułem czegoś takiego.. Do nikogo. Nigdy - łkał głośno, nie martwiąc się o to, że ktokolwiek go wtedy usłyszy. Z czasem zaczynał się czuć lepiej z tym, że się tak wypłakał i było z nim nieco lepiej. - Podobno, jak mówi się do osoby w śpiączce, to pomaga jej w wybudzeniu się - odezwał się po dłuższej ciszy, już nieco spokojniejszym tonem. - Wróć. Błagam wróć, a zrobię wszystko, żebyś była ze mną najszczęśliwsza. 

toxic //reZigiuszOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz