- Ja.. tak bardzo cię kocham - wyznał bez zastanowienia. Nieco mnie to zdezorientowało i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Remek zaczął się powoli zbliżać w moją stronę, jednak dalej nie potrafiłam nic z siebie wykrztusić. Nie chcę go więcej ranić. Widziałam, jak bardzo bolało go to, że nie nieodwzajemniałam jego uczuć. Nie mogę znowu do tego dopuścić. - Obiecujesz, że choćby nie wiem co się stało, będziesz przy mnie?
- Obiecuję - wymruczałam cicho, nie odrywając wzroku od jego oczu.
Czuję, że to prawdziwe.
Czuję, że tego chcę.
Szybko znalazłam się w jego ramionach. Ściskał mnie tak mocno, jakbym zaraz miała zniknąć. Ale.. podobało mi się to.
POV Remek
Gdy miałem ją w swoich objęciach, czułem, że mam przy sobie wszystko i byłem pewny, że teraz już nic nas nie rozłączy.
Nawet moje małe kłamstewka.
Na dół zeszliśmy, trzymając się za ręce. Byłem przepełniony miłością i nieźle podekscytowany zaistniałą sytuacją. Tak bardzo, że aż zapomniałem o tym, po co Michał tutaj przyszedł.
- Hej, dobrze, że jesteście! - zawołał Michał, a uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej się poszerzył, gdy zobaczył nas w progu drzwi. Wyczułem co najmniej tonę sarkazmu w jego słowach, jednak nie chciałem dać po sobie poznać, że coś jest nie tak.
- Też się cieszę, że cię widzę, Michał! - zawołałem, z równie radosnym wyrazem twarzy, chcąc mu udowodnić, że wszystko układa się po mojej myśli. Objąłem Marcelinę w talii i mocniej przyciągnąłem do siebie, nie odrywając od niego wzroku.
Karol, przyglądający się nam z boku, chyba zdążył wyczuć między nami dziwny konflikt, bo podniósł się z miejsca i poprosił mnie na słowo, oddalając się razem ze mną od kuchni, w której przebywaliśmy.
- Chcesz ją tam zabrać? - spytał prosto z mostu, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Nie mam pojęcia jak to zrobisz, ale nie chcę, żeby znowu przez ciebie cierpiała, rozumiesz? - był prawie, że tak samo przepełniony wściekłością, jak ja miłością jeszcze kilka minut temu. Trudno mi było spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, bo wiedziałem, że nie będzie. Pomimo tamtej rozmowy z nią, i tak męczyło mnie zamartwianie się o nasz związek. Nie mogłem przestać. Tylko ona siedziała w mojej głowie.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się staram, żeby wszystko zmienić i jakaś głupia impreza Michała mi tego nie popsuje - mówiłem, jakbym nagle odzyskał nadzieje. Jednak tak nie było. - Zabiorę ją ze sobą i jeszcze zobaczysz, że wróci z niej zadowolona. Razem ze mną. - udawałem pewnego siebie, jednak w rzeczywistości wiedziałem, że tak to się nie skończy.
To nie ma prawa skończyć się dobrze.
- I co zrobisz, jak dowie się całej prawdy? - drwiący głos Michała zabrzmiał zza moich pleców. Odwróciłem się, jednak tym razem już nie uśmiechałem się na jego widok. - Wszyscy tam będą, wystarczy chwila, a zacznie coś podejrzewać, widząc, że ludzie dziwnie się na was patrzą. Chwila, a ludzie zaczną gadać. Chwila, a wszystkiego się dowie - jego słowa odbijały się echem w mojej głowie.
- Zamknij się - warknąłem, zaciskając ręce w pięści. - Sam dam sobie radę, z twoją pomocą, czy bez.
- Ona wszystkiego się dowie - Michał podszedł bliżej mnie, jakby chciał mnie sprowokować, żebym dał mu w mordę. Miałem niesamowicie wielką ochotę to zrobić, a zwłaszcza gdy w tej samej sekundzie zobaczyłem Marce w progu drzwi.
- Czego się dowiem? - spytała podirytowana i tak jak Karol, skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, lustrując naszą trójkę wzrokiem.
Cholera jasna.
- O mojej corocznej imprezie, na zakończenie wakacji! - zawołał Michał, udając, że jest podekscytowany, ale w środku się w nim gotowało. Marcelina zrobiła dziwną minę, podchodząc bliżej nas. - Zarezerwuj sobie ten weekend, bo będzie się działo - puścił do niej oczko, a moja ochota na pobicie go, zaczęła wzrastać coraz szybciej i bardziej.
- W końcu poznam swoich starych znajomych - westchnęła, jednak na jej twarzy był lekki uśmiech.
- Nie zapomnij wziąć ze sobą Przemka, wszystkim przyda się trochę rozluźnić, zanim zacznie się szkoła - dodał po chwili Michał, zerkając jeszcze na mnie, po czym udał się szybkim krokiem do wyjścia. Miałem dziką ochotę pójść za nim i pobić go do nieprzytomności. Brakowało jeszcze tylko chwili, a wpadłbym w furię.
- To jak, Remi? - Marcelina spojrzała na mnie swoimi słodkimi oczami, no i nagle wszystkie emocje ze mnie uleciały. Przytuliła się do mnie mocno, przez co poczułem niesamowitą ulgę. Czuję przy niej taki spokój, jak nigdy. Poza nią, takie ukojenie daje mi tylko alkohol. Chwilowo, ale jednak.
Potem także i Karol wyszedł z salonu, zostawiając nas samych, a ja zatraciłem się w jej pocałunkach. Były takie delikatne i słodkie, jak truskawki w cukrze.
Uwielbiam truskawki w cukrze.
CZYTASZ
toxic //reZigiusz
FanficToksyczna przyjaźń. Toksyczna miłość. Toksyczne życie. (Wszelkie podobieństwa do innych książek są przypadkowe. Mogą występować wulgaryzmy.)
