Chapter ten

2.2K 82 38
                                        

"Przyjaźń jest niewątpliwie najskuteczniejszym lekiem na cierpienia zawiedzionej miłości."

- Wychodzę - poinformowałam Karola leżącego nadal w łóżku, stojąc w progu jego drzwi. - Mogę Ci coś kupić, wracając ze szkoły. Chcesz? - spytałam niepewnie, unosząc jedną brew do góry. Karol bez większego zainteresowania moją osobą, lekko kiwnął głową na "tak". Ucieszyłam się, wiedząc, że przynajmniej odpowiedział na moje pytanie i wcześniej się z nim żegnając wyszłam na zewnątrz.

Do szkoły dotarłam dziesięć minut przed dzwonkiem na lekcję i tak jak zwykle, od razu powędrowałam w stronę swojej szatni.
Jak na razie nic nie zagrażało mojemu życiu, więc mogłam spokojnie się przebrać. Kiedy miałam już ruszać do wyjścia, ktoś szarpnął mnie do tyłu za ramię i o mało co, nie runęłam na ziemię. Tym kimś okazał się być zdyszany Remek. 

- Chciałeś mnie zaatakować, żebym więcej nie męczyła Cię o tą chemię, czy co?! - wydarłam się, będąc bliska śmiechu. Remek wziął jeszcze parę większych wdechów, po czym zdecydował się usiąść na pobliskiej ławce. Zrobiłam to samo, oczekując, że wytłumaczy co się stało. 

- Mam informacje - odezwał się w końcu, a ja z podekscytowania wstałam i zaczęłam skakać w miejscu, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. Przerwał nam nieszczęsny dzwonek, oznajmiający koniec przerwy. Postanowiliśmy dokończyć tą rozmowę w sali. - Co teraz mamy? - spytał, kiedy byliśmy już na korytarzu.

- Matmę - odparłam i zaczęliśmy zmierzać w stronę sali. Korytarze opustoszały i było słychać tylko nasz gromki śmiech. 

- Przepraszamy za spóźnienie.. - mruknął Remek, kiedy obydwoje weszliśmy do sali. Nauczycielka spojrzała na nas, jak na kosmitów i bez większego namysłu zaczęła zadawać miliard pytań na sekundę, a reszta klasy automatycznie się podnieciła widokiem naszej dwójki siadającej razem w jednej ławce. 

Rozejrzawszy się dookoła, dostrzegłam, że wszystkie pary oczu zwrócone są w naszą stronę. Na dodatek, każdy głupio się uśmiechał, wyobrażając sobie nie wiadomo co. 

Może jeszcze nauczycielka przerwie swój wykład, którego i tak na chwilę obecną nikt nie słucha i również sobie na nas popatrzy? 

- No więc? - zaczęłam po jakimś czasie, pół szeptem, uprzednio sprawdzając, czy nikt się nami nie interesuje. Remek zwrócił głowę, w moją stronę i głośno westchnął. 

- Nie jestem pewien.. 

- Ale powinieneś być - przerwałam mu, a ten spiorunował mnie wzrokiem, na co cicho się zaśmiałam.

- Tak więc, nie jestem pewien, ale wychodzi na to, że.. 

- Panie Remigiuszu Wierzgoń - nauczycielka nagle podniosła głos i spojrzała na niego karcąco, przez co zamilkł. - Przeszkadzam Ci w czymś? 

Remek tylko pokiwał przecząco głową i czując się zagrożony, więcej się nie odzywał. 

***

- No dawaj, bo nie wytrzymam - spojrzałam na niego oczekująco, kiedy siedzieliśmy już po lekcjach, w naszym ulubionym miejscu. Remek lekko poddenerwowany odłożył kubek ze swoją kawą na stół, nerwowo się uśmiechając.

- Dobra, powiem prosto z mostu. Sylwia zdradzała Karola z jakimś gościem, ale bała się, że on w końcu się o tym dowie, więc z nim zerwała - Remek patrzał na mnie niepewnym wzorkiem, jakby bojąc się mojej reakcji. 

Po usłyszeniu tych słów kompletnie mnie zamurowało i nie wiedziałam co powiedzieć, ponieważ Sylwia była jedną z nielicznych osób, które były przy mnie, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Zwierzałam jej się ze wszystkiego, gdy byłam pokłócona z Remkiem, wiedziała o mojej sytuacji więcej niż nikt inny. 

toxic //reZigiuszOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz