Gdzie wredny i bogaty dupek został porwany przez młodego kryminalistę i uznał to za uratowanie przed wkurzającymi rodzicami i ich bankietem.
!switch!
the highest ranks:
#7 w FF - 20.11.2019
#10 w FF - 6.02.2019
#11 w FF - 3.12.2018
#12 w FF - 30.11...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Jungkook badawczym wzrokiem skanował potężnego laptopa. Urządzenie wydawało z siebie masę dźwięków, przetwarzane informacje szalały na ekranie tak, że ledwo co ładowało się jedno, to już wyskakiwało drugie. Hoseok i Taehyung rozmawiali ze sobą cicho, Kook praktycznie nic nie rozumiał z ich dialogu, a wiedział tylko tyle, że Taehyung chciał kogoś znaleźć.
Zawiązał z Hoseokiem układ. Jako, iż to właśnie on był osobą, naprawdę mającą do tego możliwości, zaproponował mu pewną kwotę, którą zamierzał odpalić od tego, co miał mieć po oddaniu Jeona z powrotem. A Hoseok się zgodził, no bo taka praca to dla niego przyjemność, a milion i pięćset tysięcy wonów* piechotą nie chodzi.
Ale kogo chciał znaleźć?
To bardzo proste; oczywiście, że tych zamieszanych w odkrycie i włamanie do jego domu. Jak wiemy - nie wszyscy zostali uciszeni. Zaproszenie tu Hoseoka okazało się dobrym posunięciem, ponieważ ten już zdążył włamać się do dwóch baz komputerowych najbliższych szpitali i podać materiał porównawczy, jakim była krew tych, których zabił Tae, do wyszukiwarek. Wyniki były ostatecznym krokiem, jaki miał zdradzić i ich tożsamość i to, gdzie Taehyung musiał się udać w następnej kolejności.
Powiecie pewnie - to nierealne, że nie można znaleźć Taehyunga, Hoseoka, czy kogoś innego, a wszystkich innych to już tak, bo oni nagle są zarejestrowani na szpitalnych dyskach. A ja odpowiem wam tyle - nie prawda. Każdy jest zarejestrowany, Taehyung też, w szpitalu, w którym się urodził, różnica jest taka, że nie powracał do niego odkąd uciekł, a tamten szpital znajdował się dziesiątki kilometrów od jego obecnego położenia, wszyscy polegali na Seokjinie. Można było zakładać, że poszukiwani obecnie wrogowie także nie korzystali w potrzebach z publicznych szpitali, a wybierali czarny rynek, gdzie do bezpośredniego ratowania przymuszane były porwane pielęgniarki, których oprawcy kosili za to pieniądze. Ale można było spróbować. Znaleźć choćby jednego.
- Kuźwa, gdzieś musi być... Spróbuj w Yeungnam, Kyungpook... W s z ę d z i e - wymamrotał Taehyung, opadłszy ze zrezygnowaniem na podłokietnik kanapy.
- Może żaden nie jest z Daegu - mruknął na to Hoseok.
Tae zerknął na niego nienawistnie.
- Lepiej dla nich, żeby któryś był...
- Dla nich już chyba nie może być ani lepiej, ani gorzej.
No tak, w końcu cała trójka, których krew rozlała się w tym miejscu, gniła spokojnie pod grubą warstwą ziemi.
- A po co ich szukasz? - odezwał się Jungkook. Ciekawość znowu zwyciężyła.
Tae od razu się obruszył i podniósł do prostego siadu.
- Jak to po co? Żadne gnoje nie będą wiedzieć, gdzie mieszkam.
- No i co ci będzie po tożsamości typa, którego niedawno zagrzebałeś w piachu?