chapter thirty four: "and this is who?"

5.8K 533 183
                                        

Jungkook badawczym wzrokiem skanował potężnego laptopa

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Jungkook badawczym wzrokiem skanował potężnego laptopa. Urządzenie wydawało z siebie masę dźwięków, przetwarzane informacje szalały na ekranie tak, że ledwo co ładowało się jedno, to już wyskakiwało drugie. Hoseok i Taehyung rozmawiali ze sobą cicho, Kook praktycznie nic nie rozumiał z ich dialogu, a wiedział tylko tyle, że Taehyung chciał kogoś znaleźć.

Zawiązał z Hoseokiem układ. Jako, iż to właśnie on był osobą, naprawdę mającą do tego możliwości, zaproponował mu pewną kwotę, którą zamierzał odpalić od tego, co miał mieć po oddaniu Jeona z powrotem. A Hoseok się zgodził, no bo taka praca to dla niego przyjemność, a milion i pięćset tysięcy wonów* piechotą nie chodzi.

Ale kogo chciał znaleźć?

To bardzo proste; oczywiście, że tych zamieszanych w odkrycie i włamanie do jego domu. Jak wiemy - nie wszyscy zostali uciszeni. Zaproszenie tu Hoseoka okazało się dobrym posunięciem, ponieważ ten już zdążył włamać się do dwóch baz komputerowych najbliższych szpitali i podać materiał porównawczy, jakim była krew tych, których zabił Tae, do wyszukiwarek. Wyniki były ostatecznym krokiem, jaki miał zdradzić i ich tożsamość i to, gdzie Taehyung musiał się udać w następnej kolejności.

Powiecie pewnie - to nierealne, że nie można znaleźć Taehyunga, Hoseoka, czy kogoś innego, a wszystkich innych to już tak, bo oni nagle są zarejestrowani na szpitalnych dyskach. A ja odpowiem wam tyle - nie prawda. Każdy jest zarejestrowany, Taehyung też, w szpitalu, w którym się urodził, różnica jest taka, że nie powracał do niego odkąd uciekł, a tamten szpital znajdował się dziesiątki kilometrów od jego obecnego położenia, wszyscy polegali na Seokjinie. Można było zakładać, że poszukiwani obecnie wrogowie także nie korzystali w potrzebach z publicznych szpitali, a wybierali czarny rynek, gdzie do bezpośredniego ratowania przymuszane były porwane pielęgniarki, których oprawcy kosili za to pieniądze. Ale można było spróbować. Znaleźć choćby jednego.

- Kuźwa, gdzieś musi być... Spróbuj w Yeungnam, Kyungpook... W s z ę d z i e - wymamrotał Taehyung, opadłszy ze zrezygnowaniem na podłokietnik kanapy.

- Może żaden nie jest z Daegu - mruknął na to Hoseok.

Tae zerknął na niego nienawistnie.

- Lepiej dla nich, żeby któryś był...

- Dla nich już chyba nie może być ani lepiej, ani gorzej.

No tak, w końcu cała trójka, których krew rozlała się w tym miejscu, gniła spokojnie pod grubą warstwą ziemi.

- A po co ich szukasz? - odezwał się Jungkook. Ciekawość znowu zwyciężyła.

Tae od razu się obruszył i podniósł do prostego siadu.

- Jak to po co? Żadne gnoje nie będą wiedzieć, gdzie mieszkam.

- No i co ci będzie po tożsamości typa, którego niedawno zagrzebałeś w piachu?

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz