chapter fourty eight: "oh, yes please, jeon, don't let me sleep"

4.5K 524 136
                                        

Wyobrażenia wyobrażeniami, jawa jawą

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Wyobrażenia wyobrażeniami, jawa jawą. Ile razy słyszał, że Taehyung potrafi być bestią. Widział jak z zimną krwią zabijał, ale to nie rozbiło Jungkooka tak, jak widok Taehyunga znęcającego się nad żywym człowiekiem. Nawet jeśli tenże człowiek był związany z potencjalnym zagrożeniem życia samego Kooka. A Hoseok stał z boku, oparty luźno o swoje auto i podśmiewając się z tego wszystkiego, dopingował Tae w jego dalszych poczynaniach.

Okej, Kookowi do tej pory nie do końca chciało się wracać do domu i do swojej rzeczywistości. Fajnie wreszcie było mieć przyjaciela. Czuł, że naprawdę doświadczył niesamowitego szczęścia, spotykając Taehyunga na swojej drodze, bez spotykania tego wszystkiego, co teraz spotykało tego gościa. No i tak, powrót do domu i rodziców nie był czymś, co uważał obecnie za konieczne, nawet jeśli miałby ich już nigdy więcej nie zobaczyć. Ale teraz patrzył na osobę, pod której opieką się znajdował, którą przyszło mu całować, dotykać, przyjmować ją i oddawać się jej. I jej nie poznawał.

Zapewne pamiętacie, że Jungkook zarzekał się przed Taehyungiem, że się wpasuje, że będzie gotów robić to wszystko, co robił on. Lecz teraz nijak nie był tego pewien.

Możecie się domyślić jaki użytek Taehyung zrobił ze swoich ciężkich buciorów. Ten nie do końca przytomny typ słaniał się po asfalcie, nieudolnie próbując podeprzeć się o samochód, by choć odrobinę się podnieść. Sytuacja wydaje się znajoma? Czy poprzednim razem to nie Taehyung został niemalże zabity w taki sposób?

Tak, Tae uwielbiał przekonywać się, że dałby radę być po drugiej stronie.

- No... Mów! - cedził nienawistnym tonem, pomiędzy wymierzanymi z pełnych zamachów ciosami. - Gadaj, albo urządzę cię tak... Że ten kogo kryjesz nie pozna cię nawet od dupy strony...

Chichrający się w najlepsze Hoseok, przystanął u jego boku.

- Może daj mu dojść do słowa - wyskrzeczał.

Taehyung przeczesał posklejane potem włosy brudną od krwi ręką, nabierając porządny oddech. Nie odrywał wzroku od Chae Hyungwona.

- Okej - burknął swobodnie. - Niech więc gada, co musi.

Trącił czubkiem buta poobijanego chłopaka. Nie pozostało w nim wiele sił, lecz jakąś resztką z nich przemógł się na skierowanie spojrzenia ku swoim oprawcom. To cudowne, jak nagle role się obróciły.

- K-kim jesteś? - zapytał niemalże niesłyszalnym, słabym głosem.

Tae wybałuszył na niego oczy.

- Kim? Kim?! Kim Taehyung, kłaniam się. - Splunął. - Już ci się rozjaśniło w tej zakutej bani?!

Poranione, ociekające krwią wargi Chae rozedrgały się.

- T-to ty masz... Jeona...

To były sekundy. Sekundy przepełnione furią, których Jungkook się nie spodziewał. Taehyung krocząc ciężko, wyciągnął go z samochodu za kołnierz i podprowadził do miejsca, w którym stał przed chwilą. Nie puszczał jego kołnierza, Kook czuł tę zaciśniętą na materiale pięść, jakby była zaciśnięta na jego gardle.

badass || taekookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz